STARE RYCINY

Stare ryciny, zdobiące kunsztowne wydania książek i leksykonów, mają ogromny urok i często są dziełem sztuki samym w sobie. Podziwiam je, gdy zagłębiam się w tomy dawnych książek, odnajdowanych w antykwariatach i w bibliotekach, a szczególnie cenne są wydania niemieckie, angielskie i amerykańskie. Doceniam trud autorów, którzy poświęcali wiele czasu i pasji by odwzorować rośliny, minerały, a nade wszystko egzotyczne ptaki, gady, owady i ssaki. To była benedyktyńska praca twórców niezwykle uzdolnionych i dysponujących określonym warsztatem ilustratorskim, potrafiących tak ustalić proporcje by efekt końcowy był oszałamiający. I rzeczywiście często tak bywało, bo przecież ważne to było też dla efektów sprzedaży grubych i czasami bardzo dużych tomów. Kupujący chcieli zapoznawać się z florą i fauną odległych krain, szukali obrazów miejsc, w których nigdy nie stanie ich stopa, a przy tym potrzebowali tego rodzaju pomocy w procesie edukacji swoich pociech, dorastających młodzieńców i panien. To był jeden z elementów owego „starannego wykształcenia” w krajach Zachodniej Europy, w których poglądowość zawsze była istotnym elementem edukacyjnym. Łatwo możemy sobie wyobrazić młodych ludzi, którzy z wielkim zainteresowaniem przeglądali kolejne barwne lub czarno-białe tablice, a potem stawali się wielkimi zoologami, bronili doktoraty w renomowanych uczelniach, odbywali wyprawy do tajemniczych zakątków ziemi. I przywozili z nich wiele eksponatów, które potem wykorzystywane bywały przez zdolnych ilustratorów, stawały się częścią kolekcji muzealnych lub uniwersyteckich. Czasem do przeglądania ogromnych edycji potrzebne były specjalne statywy, podtrzymywacze i stoły, ale w zachodnich bibliotekach nie stanowiło to problemu, zawsze dbano w nich o komfort czytelnika i gościa przeglądającego leksykony, encyklopedie i atlasy. Pod koniec dziewiętnastego wieku i w pierwszych dziesięcioleciach następnego stulecia chodzenie do czytelni było nieomal rytuałem i przydawało chwały osobom udającym się do tych instytucji. Pęd do nauki i popisywanie się zdobytą wiedzą stanowiły jeden z wyznaczników nowoczesności, która eksplodowała we wskazanym wyżej okresie historii. Wzorem mogła tutaj być nasza wielka uczona Maria Skłodowska-Curie, albo tacy dociekliwi realiści jak Dickens, Stendhal, Hugo czy Tołstoj, którzy wielką wagę przykładali do studiowania „uczonych” ksiąg i źródłowego przygotowania procesu twórczego. Wydawnictwa zatrudniały znanych malarzy, takich jak na przykład Nimiec Emil Völkers (1831–1905), jeden z najlepszych malarzy zwierząt. Zdobył niezwykłą umiejętność odwzorowywania natury i ukazywał żywe twory w ruchu, w charakterystycznych pozach. Po studiach w Dreźnie podróżował po Włoszech i Rumunii, gdzie podpatrywał scenki rodzajowe i zwierzęta w naturalnym środowisku. Jego przedstawienia koni zdobiły wiele domów i lokali użyteczności publicznej i w szczególny sposób kształtowały estetykę hipologiczną. Były to obrazy tworzone w manierze realistycznej, ale też pojawiały się na nich elementy impresjonistyczne, szczególnie w odwzorowaniach krajobrazów dalekiego tła. Ta szkicowość w żaden sposób nie kłóciła się z dokładnym ukazywaniem koni czy innych dużych zwierząt, a wręcz uwypuklała ich charakterystyczne cechy.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: