SŁOŃCE

Foto NASA

W Internecie pojawiła się seria zachwycających fotografii Słońca, które satelita NASA wykonał pod koniec stycznia 2012 roku. Widać na nich monstrualne tornada rozżarzonej plazmy, strumienie, wiry i erupcje elementarnych cząstek. To zapewne początek nowych, uważnych obserwacji naszej gwiazdy przez coraz lepsze narzędzia, coraz bardziej wyspecjalizowane statki kosmiczne. To one pozwalają przyjrzeć się z bliska ciemnym plamom i rozbłyskom, po których uwalniane są ogromne ilości energii. Dzięki niej żyjemy i większość organizmów na ziemi może funkcjonować dzięki temu, co rozgrywa się w każdej chwili w tym astronomicznym gigancie. W skali wszechświata jest to średniej wielkości gwiazda, jakich wiele we wszystkich konstelacjach – to obiekt w połowie swojego istnienia, który z czasem przekształci się w czerwonego karła i pochłonie cały układ planetarny, od Merurego i Wenus, aż po dwa olbrzymy planetarne i Obłok Oorta, leżący na zewnątrz naszej struktury magnetycznej, w jednej czwartej odległości do Proxima Centauri. Rozbłyski wielkości kilku kul ziemskich, dziwne wstęgi i smugi widać na tych zdjęciach bardzo wyraźnie i żaden z teleskopów, łącznie z kosmicznym okiem Hubble’a, nigdy nie dostarczyły tego rodzaju obrazów. Daleko nam jeszcze od odkrycia prawdziwych mechanizmów powodujących, że tak masywny obiekt nie rusza w podróż, tylko stoi stale w tym samym miejscu. Oczywiście uczestniczy w powszechnym biegu galaktyk, ale w obrębie Drogi Mlecznej zajmuje przez miliony lat określone miejsce, dając swoją mocą magnetyczną stabilność pozostałym elementom układu. To jeden z cudów lodowatego wszechświata, wypełnionego ciemną energią i materią, których na razie nie udało nam się zaobserwować. To zjawisko daleko wykraczające poza ludzkie rozumienie pierwotnej kosmogonii, owego ożywczego błysku, który zapoczątkował wszystko, łącznie z kondensacją pyłów gwiezdnych i interakcjami magnetycznymi, powodującymi ekstremalne wybuchy nowych gwiazd. Ale nie byłoby Układu Słonecznego, gdyby nie wcześniejsza eksplozja gwiazdy supernowej sprzed czterech i pół miliarda lat, rozprzestrzeniającej w kosmosie pierwiastki ciężkie.  Wapń naszych kości i żelazo w hemoglobinie, a także inne cięższe od tlenu pierwiastki zostały wyrzucone w dal przez wybuch gwiazdy supernowej. To jakby kosmiczny siew życia, powodujący, że mogło pojawić się Słońce i złożona struktura planetarna, a potem na jednym z globów wykiełkowało pierwsze istnienie organiczne.

Foto NASA

Przez miliony lat Słońce było tylko ożywczym, najjaśniejszym obiektem na niebie, dającym poczucie bezpieczeństwa i uruchamiającym cykl corocznej wegetacji roślin, narodzin zwierząt i zdrowej egzystencji ludzi. Religie wszystkich regionów świata próbowały tłumaczyć jego fenomen w różnoraki sposób, aż do uczynienia Słońca bogiem – między innymi – przez Egipcjan, Greków, Persów, Azteków i Słowian. Kult solarny, czyli heliolatria umieszczał zawsze naszą gwiazdę w centrum kosmogonii i uznawał ją za praprzyczynę stwórczą wszechrzeczy. Utożsamiana z pierwiastkiem męskim, stawała się symbolem nieskończoności, siły, walki i zwycięstwa. Szczególnie w krajach chłodnych, ale też i w tropikalnych przestrzeniach pojawiały się personifikowane bóstwa solarne, żeby wymienić tylko egipskiego Ra, wielokulturowego Mitrę, skandynawskiego Sola czy słowiańskiego Swarożyca. Także chrześcijaństwo zapożyczało nimb świetlny i przedstawiało Chrystusa z krzyżem słonecznym za głową, określając go jako lux aeterna, czyli światłość wiekuistą. Ostatecznie, rozbudowane ponad miarę, rzymskie wierzenia związane ze Słońcem, nie zostały zaanektowane przez nową religię i zostały zepchnięte na margines rozległego imperium. Ludzkość obserwowała przez wieki, że pory roku i dnia związane są z fazami obiegu planety wokół słońca (wcześniej określano to tylko jako rodzaj pojawień się Słońca w określonych miejscach nieba) i obrotów naszego globu wokół własnej osi. Przyjmowano z wielką radością wydłużanie się dnia i dłuższą operację promieni słonecznych, a co za tym szło ożywanie roślin, rozrost pąków i liści na drzewach, przylot ptaków z dalekich krain i narodziny nowych istnień w wodzie i na ziemi. Dlatego też tworzono ceremoniały kulturowe, mające na celu podkreślenie wagi światła na wiosnę, palono wyobrażenia zimy i nocy, odnawiano chaty, orano pola, planowano wyprawy do niedostępnych miejsc. Słońce wydobywało głębię z barw, wzbogacało organizmy o witaminę D, a nade wszystko czyniło życie łatwiejszym i pięknym. Zanurzano zatem ciała w turkusowych wodach oceanu, a potem cieszono się z operacji promieni, które osuszały skórę i przydawały jej brązową barwę – szybko też zaczęto zdawać sobie sprawę z tego jak zabójcze może być bezkarne wystawianie się na działanie pierwotnej energii.

Foto NASA

Dzisiaj, gdy widzimy tak spektakularne zdjęcia, udostępnione ludzkości początku dwudziestego pierwszego wieku przez NASA, możemy czuć się oszołomieni skalą i intensywnością zjawisk na Słońcu. Ta nieustannie eksplodująca kula zachowuje swoją masywność i nie rozpada się na części, a jej gigantyczny magnetyzm utrzymuje jeszcze, w jakże niegościnnym kosmosie, wielką strukturę planetarną, z takimi monstrualnymi tworami jak Jowisz, Saturn czy Obłok Oorta. W konfrontacji z tymi obrazami mogą pojawić się też refleksje natury ogólnej, wszak owa elementarna energia, która pojawiła się w określonym miejscu Drogi Mlecznej była zapowiedzią tego, co miało się wydarzyć na trzeciej planecie od Słońca. Na tym najbardziej skalistym globie, piątym co do wielkości w naszej strukturze, na tej niebieskiej kuli, w siedemdziesięciu procentach wypełnionej wodą oceaniczną, miały się rozegrać tragedie zwierząt i wojny ludzkie, miały wybuchać wulkany, oceany miały zalewać lądy, trzęsienia ziemi miały dziesiątkować populacje. Szczególnie w początkowej fazie istnienia Ziemia była miejscem przypominającym piekło z wczesnochrześcijańskich wyobrażeń – wszędzie potoki lawy, skały osuwające się w głębie wód, raz po raz uderzające w powierzchnię komety, meteory i inne okruchy materii. Po prawdopodobnym zderzeniu z inna ogromną kulą, wyodrębnił się nasz satelita, który zaczął stabilizować procesy zachodzące na Ziemi. Potem zaczął się ciąg wydarzeń, które trudne są do pojęcia – pojawienie się coraz bardziej skomplikowanych organizmów, które w końcu przybrały formę wynaturzonych gadów, zabijających się bez litości, rwących wielkie połacie mięsa żywych ofiar i kolonizujących coraz szersze przestrzenie. Ale nagle w Ziemię uderza planetoida lub kometa o wielkości powyżej dziesięciu kilometrów średnicy – zresztą uważa się obecnie, że mogły to być trzy obiekty, bo wielkie kratery znaleziono na dnie Zatoki Meksykańskiej przy półwyspie Jukatan, na dnie Oceanu Indyjskiego i na Ukrainie. Tak wymarły przedwieczne smoki, pojawiające się potem w wielu mitologiach świata, tak skończyła się dominacja wielkich gadów, a na scenę weszły znacznie mniejsze ssaki, które powoli przekształcając się i modyfikując zmysły, stały się istotami ludzkimi. Ten moment także był zapisany w historii Słońca, którego energia docierała do planety w czasach cesarzy chińskich i faraonów, w dniach wielkich wojen, wywoływanych przez tyranów i psychopatów, w czasach pokoju i chwilowego zawieszenia broni. Gdy wybuchało Słońce było ono zapowiedzią harmonii utworów muzycznych Bacha i Haendla, wzniosłych tonów Beethovena i Mahlera, obrazów van Eycka i Memlinga, fresków Rafaella i Giotta, rzeźb Michała Anioła i Berniniego, ale też wielkich mordów historii, ścinania głów i wieszania ludzi na szubienicach, gilotyny pracującej nieprzerwanie podczas rewolucji francuskiej i ciał rozrywanych przez bomby i pociski Hitlera, Stalina, torturowanych przez hunwejbinów, Czerwonych Khmerów i Talibów. Na przedwieczne słońce patrzyły oczy morderców i wielkich filozofów, katów i malarzy sielskich widoków, lekarzy ratujących życie i bandytów, odbierających je nieustannie pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Zawsze stabilne, wyrzucające ogromy energii, trwające w swoim monumentalizmie i gigantyzmie, będące obietnicą dalszego ciągu rozwoju ludzkości i stanowiące kosmiczną zagadkę, mogące w jednej chwili zamknąć bieg historii. Nasze słońce… tak wspaniale, po raz pierwszy tak wyraziste, przybliżone przez obiektywy sondy kosmicznej, wystrzelonej dwa lata temu przez NASA.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: