WRACAJĄC DO FAULKNERA

Według mnie umarł dzisiaj największy pisarz świata. Jego pełne oddziaływanie na literaturę da się określić tylko w przyszłości – pisał Friedrich Dürrenmatt po zgonie autora Światłości w sierpniu, który nastąpił 6 lipca 1962 roku. Jakże trafny był ten sąd możemy się przekonać pięćdziesiąt lat po tym zdarzeniu, kiedy to co i rusz William Faulkner jest wymieniany jednym tchem – obok takich autorów jak Hemingway, Steinbeck, Fizgerald – jako ojciec powieści amerykańskiej i nowoczesnej literatury w ogóle.  Pomiędzy lekturą Koniokradów a Wściekłości i wrzasku sięgnąłem raz jeszcze po wybór listów, dokonany z czterdziestoletniej korespondencji największego pisarza Południa. Listy, mimo, że nie są traktowane jako literatura czystej wody, bywają często jedynym przyczynkiem do poznania osobowości twórcy, do wniknięcia w świat jego myśli i uczuć. Są one także – szczególnie dla różnego rodzaju literackich „detektywów” – szansą na obnażenia wielkiego artysty i chwilowego wykreowania własnego nazwiska w powszechnym tumulcie skandalu. Tym bardziej odnosi się to do Faulknera, który świadomie unikał wszelkiego rozgłosu i reklamiarstwa, który nie pozwalał wścibskim dziennikarzom „wtykać nosa” w swoje prywatne sprawy. Zbiór wydany w 1982 roku przez „Czytelnika” obejmuje listy napisane pomiędzy 20 czerwca 1923 roku a 2 lipca 1962 roku, czyli jest odbiciem całego niemal dojrzałego życia autora Intruza – wszystkich jego okresów i najważniejszych przełomów. W korespondencji swej jawi się nam Faulkner jako człowiek niezwykle silny, stawiający czoło piętrzącym się trudnościom. Szczególnie kłopoty finansowe dawały mu się we znaki i czytelnik ze zdziwieniem musi stwierdzić, że większość jego wielkich powieści powstała na zamówienie wydawnictwa, a raczej jako spłata wcześniej zaciągniętego długu. Ale przecież – jak pisał autor Dzikich palm 3 listopada 1950 roku do początkującej pisarki Joan Williams: Kłopoty, irytacja, trochę frustracji potrzebne są ludziom dla wyostrzenia ducha, zahartowania go. Nie mówię że trzeba żyć w jakiejś szczurzej norze czy rynsztoku, ale trzeba się nauczyć odporności, wytrwałości, tylko warzywa są szczęśliwe. Nieustanna walka z przeciwnościami losu pojawia się jak refren w tym wyborze korespondencji, dokonanym przez J. Blotnera. Zbiór – uzupełniony komentarzami wyżej wymienionego wydawcy – czyta się nieomal jak powieść, a jego atrakcyjności dopełniają uznane osobistości literackie, do których listy były kierowane: Ernest Hemingway, Richard Wright, Gaston Gallimard i Malcolm Cowley. Oprócz tego przewija się przez tę książkę cała plejada innych postaci – od najbliższej rodziny pisarza począwszy, poprzez wydawców, początkujących autorów, aż do działaczy murzyńskich i bojowników o zniesienie dyskryminacji rasowej. Właśnie do jednego z tych ostatnich pisał Faulkner 8 marca 1956 roku: Smutny to komentarz do ludzkiej natury, że dużo łatwiej i prościej, dużo weselej i ciekawiej jest być p r z e c i w k o czemuś, co widoczne, jak czarna skóra, niż być z a czymś, w co tylko można wierzyć jako zasadę, jak sprawiedliwość i uczciwość, i kontynuację swobód i wolności jednostki. W sprawę ludności kolorowej zaangażował Faulkner cały swój potencjał intelektualny, opowiadając się zdecydowanie za zniesieniem podziałów rasowych. Postawa ta znalazła swój wyraz także w 1960 roku, kiedy to powstała fundacja im. Williama Faulknera w Charlottesville, a której zadaniem było między innymi wspieranie zasługujących na to studentów murzyńskich ze stanu Missisipi. Uważny czytelnik dostrzeże także w korespondencji autora Starego jeden polski akcent. Oto w liście z pierwszego listopada 1948 roku, kierowanym do Malcolma Cowleya, znajdujemy wzmiankę o Sienkiewiczu. Faulkner czytał kiedyś jego powieść Pan Michael (Pan Wołodyjowski) i utkwiło mu w pamięci zamykające całość trylogii zdanie: Na tym kończy się szereg książek pisanych w ciągu kilku lat i w niemałym trudzie – dla pokrzepienia serc. Jak się okazuje, dla Faulknera jest to jedyny godny cel każdej książki. Twórczość Williama Faulknera jest jednym z tych fenomenów dwudziestego wieku, które na zawsze pozostaną fascynującą zagadką. Ukoronowaniem tej drogi i tego pisarstwa stała się Literacka Nagroda Nobla, przyznana w 1949 roku, a potem uznanie na całym świecie. Dzisiaj – snując refleksje na temat zycia i twórczości, związków biografii z watkami literackimi – warto sięgnąć po Listy Williama Faulknera, warto jeszcze raz prześledzić drogę, jaką musiał odbyć pisarz nim dotarł na szczyty sławy.

______________

William Faulkner, Listy, Czytelnik, Warszawa 1983, przełożyła Ewa Życieńska.

Reklamy

1 komentarz

  1. uruguayo said,

    2012/02/07 @ 14:30

    Warto wspomnieć, że dla podratowania finansów Faulkner współpracował też z Hollywood – m.in. przy scenariuszach „Mieć i nie mieć” i „Wielkiego snu”. Ponoć też nieoficjalnie pracował przy „Northern Pursuit”, z którym wiąże się dla mnie osobista anegdota – w 1994 roku jako dziesięciolatek koniecznie chciałem zobaczyć jakiś film z Errolem Flynnem. I u ciotki natrafiłem właśnie na „Northern…”, emitowany na niemieckiej stacji i z niemieckim dubbingiem! Nic nie rozumiałem z dialogów, ale sensu można było się domyśleć – być może dzięki Faulknerowskiej pomocy scenariuszowej. Z jego powieści natomiast dla mnie najwybitniejszą jest „Światłość w sierpniu”, z kolei z postaci intrygował mnie zawsze Quentin Compson, ukryty narrator „Absalomie, Absalomie…” – jest w nim coś, co później odnalazłem w mojej ukochanej amerykańskiej powieści, czyli „Gubernatorze” Roberta Penna Warrena. Pozdrawiam!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: