KWICZOŁY

Zima generuje wspaniałe zdarzenia ornitologiczne, od napływu ogromnych stad gawronów, pojawienia rzadkich gatunków, po ewolucje kawek o zmierzchu i łączenie się ptaków w wielkie grupy. Pisałem już o tym, że obserwowałem spore stada szczygłów, przelatujące od krzaków do drzew, od zeschłych wrotyczów do utwardzonych przez mrozy ostów i nawłoci. Tym razem stanąłem jak oniemiały, gdy na kilku sąsiadujących ze sobą olchach, zobaczyłem stado drozdów, liczące ponad sto ptaków. Były dosyć przyjacielsko nastawione i uważnie mi się przyglądały, co jakiś czas tylko zrywając się po kilka do lotu, zataczając krąg i lądując w pobliżu. Najniżej usadowione samice i samce pozwoliły mi zorientować się, że mam do czynienia z kwiczołami (Turdus pilaris), średnimi ptakami drozdowatymi, znanymi dobrze w środkowo-wschodniej Europie i w Azji, a najliczniejszymi w środkowej części Syberii. Podczas najsroższym zim podróżują do Zachodniej Europy, Azji Mniejszej i do Indii i właśnie w takim momencie, podczas przelotu, spostrzegłem duże stado tych istot. Mają one szarą głowę, brązowawy grzbiet i wierzch skrzydeł. Najbardziej charakterystyczna jest wszakże żółtawa lub pomarańczowa pierś i biały brzuch, na którym widoczne są strzałkowate czarne plamki. Drozdy najczęściej wydają charakterystyczne skrzeczenie, jakby uderzanie kijkiem o kijek, choć są i dłuższe, śpiewniejsze trele, które kojarzyć się mogą z kwiczeniem (stąd nazwa obserwowanego przeze mnie gatunku). Z ciekawostek warto przypomnieć, że gatunek ten opracował niezwykle skuteczna ochronę młodych – w sytuacji zagrożenia opryskuje drapieżniki swoimi bardzo toksycznymi i śmierdzącymi odchodami. Ptaki te żywią się przede wszystkim owadami, które podczas ciepłych miesięcy wydobywają z ziemi, a zimą ogałacają drzewa i krzewy z kruszejących owoców – przede wszystkim z głogu, jałowca i jarzębiny, choć nie gardzą też pozostałymi na drzewach jabłkami i gruszkami. Na szczęście zmieniły się gusty kulinarne w Europie i przestano polować na te ptaki, które teraz w Polsce objęte są całkowitą ochroną gatunkową. Zjadane przez nie aromatyczne owoce nadawały mięsu niezwykły smak i ponoć w XIX wieku odławiano w zaborach pruskim i austriackim około sto tysięcy tych pięknych skrzydlatych stworów. W moim życiu było wiele spotkań z drozdami, najczęściej z pojedynczymi osobnikami, obserwowałem też, spokrewnione z naszymi gatunkami, amerykańskie drozdy wędrowne (Turdus migratorius), bardzo rozpowszechnione tam i  nazywane w rodzimym języku American Robin. Tegoroczne spotkanie z kwiczołami należało do najciekawszych w zakresie obserwacji i poznawania zwyczajów tego gatunku, ale późną jesienią 2009 roku natknąłem się na równie duże stado kwiczołów w centrum miasta, tuż przy Wenecji bydgoskiej, kiedy to dosłownie oblepiły one drzewa głogu i posilały się owocami, pozwalając się długo fotografować. Zrobiłem wtedy chyba ze sto zdjęć, z których najlepsze publikuję tutaj, pod tekstem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: