STRZAŁA

Krzysztof Derdowski poprosił mnie o wypowiedź dla portalu Bydgoszcz24.pl,  w sprawie nagrody o Strzałę Łuczniczki. Pisałem o tym wcześniej w moim dzienniku, ale postanowiłem raz jeszcze zabrać głos. Niestety przesłana opinia została ocenzurowana. Na szczęście Internet daje nam możliwości korekty, publikuję zatem tutaj pełny tekst:

Przez wiele lat próbowaliśmy skłonić poprzednie władze miasta do zmiany formuły konkursu o Strzałę Łuczniczki, proponując różne alternatywne rozwiązania. Przy przyznawaniu nagrody przez pana Orskiego doszło do licznych, nieakceptowanych przez ZLP rozwiązań, a szczytem wszystkiego było przyznanie nagrody za najlepszą książkę bydgoską autorowi z Gniezna. Pod koniec zeszłego roku odbyło się spotkanie ówczesnej Dyrektorki Wydziału Kultury i Współpracy z Zagranicą z przedstawicielami SPP i ZLP, podczas którego doszło do zbliżenia poglądów na temat sposobu przyznawania nagrody w przyszłym roku. Proponowaliśmy stworzenie Jury przez krytyka z ZLP i z SPP, a całością mógłby kierować jeden z wybitnych profesorów uniwersyteckich. Tak się składa, że w UKW powstaje zespół badający literaturę regionalną, tworzący archiwum pisarzy i ciąg studiów nad dorobkiem lokalnych twórców, więc gdyby Jury przewodniczył profesor z tego kręgu, nagroda miałaby podbudowę naukową. To krytycy pracujący w tej części kraju mają rozeznanie i wiedzą najlepiej jakie znaczenie mają kolejne powstające tutaj książki. Mówienie o tym, że tylko Jury spoza Bydgoszczy będzie sprawiedliwe to utopia, bo w obecnej sytuacji wszyscy mają jakieś powiązania i wybiera się kolegów albo kolegów kolegów. Czy obecność krytyków związkowych w czymś przeszkodzi? Czy będą lansować swoje związki? W sytuacji, gdyby Jury składało się z trzech osób liczba głosów związkowych byłaby równa, a szalę zwycięstwa mógłby przechylać ów wybitny profesor, nie będący członkiem żadnej organizacji. W środowisku naukowym dopracowano się instrukcji w sprawie recenzji, wykluczającej jakąkolwiek bliskość osób oceniających, na przykład wspólne redakcje czy autorstwa książek. Tutaj, w przypadku nagrody o bardzo wąskim, lokalnym charakterze, potrzebni są specjaliści, osoby które są w tym środowisku i wiedzą jaką wartość ma np. książka Pastuszewskiego, Siwca czy Częstochowskiego. Do tej pory nagrodę przyznawano tylko pisarzom z SPP lub z kręgu przyjacielskiego tego związku, ani razu nie dostał tego wyróżnienia twórca z ZLP. W taki sposób skrzywdzono między innymi Andrzeja Baszkowskiego, którego ostatnie tomy wierszy były zdecydowanie najlepszymi książkami bydgoskimi w ostatnich latach, nie oceniano też wspaniałych książek eseistycznych, napisanych przez bydgoskich naukowców. Mądrym rozwiązaniem jest podzielenie nagrody na dwie kategorie – poezję i prozę z eseistyką, a rezygnacja z kategorii wydawniczej, w której nagradzano stale te same osoby i wydawnictwa. Warto też wprowadzić zapis ograniczający przyznawanie nagrody rok po roku temu samemu autorowi, nie sądzę żeby brakowało w tym mieście twórców i książek wartych uwieńczenia nagrodą, a promocyjny cel powinien mieć jak najszerszy zasięg. W interesie miasta jest też wskazywanie różnorodności intelektualnej i tworzenie bogatego środowiska artystyczno-literackiego. Czas, gdy przyjeżdżali do Bydgoszczy panowie Orski i Górny uważam za stracony dla mojego miasta, a nagrody za przypadkowe, przyznawane bez wyrazistych kryteriów. Od wielu lat uczestniczę w różnorakich gremiach oceniających i wiem, że przyznanie nagrody zawsze jest wynikiem jakiegoś kompromisu, warto jednak, żeby nie tworzono zjawisk, które dalekie będą od obiektywizmu, ze szkodą dla autorów i czytelników. Oprócz sumy pieniędzy (mizernej w stosunku do innych podobnych nagród przyznawanych w Polsce), warto pomyśleć o szerszej akcji promocyjnej, reklamie autora w ogólnopolskiej prasie i telewizji, a nade wszystko o uczynieniu z niego wizytówki, którą chętnie będziemy się chwalić. Udział krytyków z lokalnych związków pisarskich będzie miał też tę wartość, że stworzy lokalne gremium opiniotwórcze, które istniało przed 1980 rokiem (przede wszystkim Krzysztof Nowicki, Stefan Melkowski, Artur Hutnikiewicz, Kazimierz Hoffman) , a potem przepadło w zawirowaniach politycznych. Jeśli nagroda ma przetrwać, muszą nastąpić daleko idące zmiany, a wybór wolny musi być od przyjacielskiego lansowania i klucza związkowego, nie wolno też łamać regulaminu, który jest przecież instrukcyjnym aktem prawnym.

Tekst ukazał się znacznie okrojony, a podobno i tak wywołał komentarze, że jest za długi. Z reguły nie wpisuję moich opinii pod artykułami, nie wierząc w skuteczność takich działań. Wolę oficjalne listy i prezentację poglądów w podpisanym imieniem i nazwiskiem dzienniku. Jak przypuszczałem natychmiast odezwał się Jarosław Jakubowski, jeden z większych zarozumialców jakich kiedykolwiek spotkałem. Jeśli to on podpisał się jakubowski, to spłodził takiego potworka: Poza Robertem Mielhorskim nie znam w lokalnym środowisku uniwersyteckim żadnej wybitnej postaci, która „wie jaką wartość” mają książki wydawane przez lokalnych pisarzy. Akademicy mają swój hermetyczny świat niekoniecznie tożsamy ze światem rzeczywistych wartości literackich. Jeśli więc chcemy, żeby nagroda miała wysoką, ponadregionalną rangę, należy do jury zaprosić osoby „z nazwiskami”. W przeciwnym razie „Strzała” stoczy się do poziomu jednej z wielu lokalnych nagród i nie będzie przyciągała liczących się pisarzy. Tak, tak, oto wiekopomna ocena bydgoskiego środowiska naukowego, oto skala wartości pana z Koronowa, który powiedział nam co jesteśmy warci, oto wyrok pełen obiektywizmu i wiedzy o dorobkach kilkudziesięciu autorów bez nazwisk. Czytałem niedawno taki dramacik pana z Koronowa o generale Jaruzelskim, który ponoć nagradzał nawet sam Mrożek. Wielki szum i zachwalanie, ale jakoś nie dostrzegłem w nim głębi ocen, świetnie zarysowanych postaci, raczej tylko koniunkturalne napaści i prościutkie sądy „antylewackie”. Jakubowski odezwał się w związku z nagrodą, którą mu dwukrotnie przyznał pan Orski i pan Górny, za drugim razem za zbiór pisanek pod wspólnym tytułem Slajdy. Sięgnąłem raz jeszcze po ten tomiczek i z przymusem zagłębiłem się w lekturze – w zamyśle autora ma to być odkrywanie samego siebie i mówienie o sobie tzw. prawdy. Oto fragmenty tego dzieła, które jakże wiele tłumaczą: Mój stosunek do ludzi. Moje twarze – jedna dla świata i druga – tylko dla mnie. Dla świata błazen, w najlepszym wypadku kukła, dla siebie twarz do bicia, kopania, plucia, oddawania moczu i kału. Fajne…, śmierdzące, buntownicze, brawurowe, ale może jeszcze taka analiza: Język współczesny musi być gruby, ostry, cięty, brutalny, zabrudzony, chory – tak jak brudne i chore są czasy, które opisuje. I nieco dalej pytanie: Czy ktokolwiek z nas, patrząc w lustro, może ze spokojnym sumieniem rzec, że nie ma w sobie nic z chama? Są tacy ludzie panie pisarzu, naprawdę są i wielu z nich na swojej drodze spotkałem. Pan trafnie sam siebie ocenia: Moje chaotyczne „dążenie do sukcesu”. Literackiego, bo zawodowym już dawno przestałem sobie głowę zawracać. Wysyłanie tekstów. Marzenie o dziele i poprzestawanie na dziełkach. Może trochę o panu pogardłują, może coś się wydarzy i ktoś poklepie pana po plecach, ale nie przeskoczy pan swoich „dziełek”. I zamiast dążyć do sukcesu, będzie pan wypisywał takie niesprawiedliwe, płytkie i płaskie opinie na forach internetowych. Konkurs o Strzałę Łuczniczki powinien być obiektywny, a jurorzy powinni wskazywać to, co rzeczywiście najlepsze. Jeśli te pana kawałki o kukle i kale, o chorych i brudnych czasach, o helikopterach, fryzjerach i posiedzeniach redakcyjnych, miałyby być lepsze od głębokich wierszy Baszkowskiego, to ja się wypisuję z tego środowiska. I niech sobie biorą tę nagrodę kolejni kolesie kolesiów…

Reklamy

6 Komentarzy

  1. 2012/01/24 @ 9:37

    BRAWO ŚWIETNA CHARAKTERYSTYKA „PRYSZCZATYCH” XXI WIEKU!!!CIEKAWE CO BĘDZIE MÓWIŁ JJ ZA 20-30 LAT???

    • lebioda said,

      2012/01/24 @ 10:09

      Przecież będzie klasykiem… Już jest…

      • ryszard częstochowski said,

        2012/01/25 @ 8:16

        oby się przebudził w porę jak część pryszczatych z lat 50-tych i zrewidował swoje postępowanie póki czas go nie oślepi , bo jak nie to szkoda chłopa…na przemianę nigdy nie jest za późno ,weźmy ostatni wielki film Holland W CIEMNOŚCI ,w którym zwykły cwaniaczek , który na krzywdzie ludzkiej chce zarobić fortunę staje się dobrym i szlachetnym człowiekiem w imię najwyższych wartości…tego życzę początkującemu autorowi JJ…opamiętania , bo kariera literacka to nie wszystko…

      • lebioda said,

        2012/01/25 @ 8:33

        Właśnie, opamiętania…

  2. jakubowski said,

    2012/02/19 @ 14:57

    Widzę, że prawda boli. To dobrze. A od mojego Koronowa pan się odczep. To porządne miasto w przeciwieństwie do lumpenproletariackiej Bydgoszczy.

    • lebioda said,

      2012/02/19 @ 17:48

      Takie to Koronowo Pana, jak Bydgoszcz moja…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: