ROK CZESŁAWA MIŁOSZA (3)

Miłosz w młodości

Sto lat temu, we wiosce Szetejnie, na Kowieńszczyźnie, urodził się wielki polski pisarz, syn Weroniki z Kunatów i Aleksandra Miłosza. Kilka razy miał ogromne szczęście, jak wtedy, gdy wrzucony do jego dziecinnego pokoju granat nie eksplodował, gdy udawało mu się uniknąć łapanek w okupowanej Warszawie, albo gdy zagrożony aresztowaniem w bierutowskiej Polsce, został na Zachodzie i znalazł prace w jednym z ważniejszych uniwersytetów amerykańskich. Ale zaznał też wielu nieszczęść, takich jak ciężka choroba i śmierć pierwszej żony, jak problemy z psychiką syna Piotra, a wreszcie szybkie odejście drugiej żony i stopniowa degradacja silnego niegdyś organizmu. Wiele też można by powiedzieć o jego wzlotach i upadkach w obrębie kariery politycznej i pisarskiej, o licznych romansach, straconych przyjaźniach, o nie zawsze trafionych wyborach w wieku dojrzałym. Jakkolwiek by jednak nie patrzeć na tę bogatą biografię, jakkolwiek by nie oceniać wybory tego człowieka, pozostał po nim obszerny dorobek literacki, który w następnych latach stanie się podstawą badań i rozległych studiów, a szczególne znaczenie mieć będą dwa obszary: poezja i eseistyka. Mój rok setnych urodzin Miłosza obfitował w wiele wydarzeń, dał mi możliwość prezentowania tekstów i poglądów przed różnymi gremiami, zaprowadził mnie do miejsc związanych z jego biografią, ale nade wszystko ugruntował moje przekonanie, że pisana od kilku lat książka zmierza we właściwym kierunku. Występując w różnych ośrodkach, spotykając się z publicznością w wielkich salach i w kameralnych lokalach, byłem zbudowany zainteresowaniem, jakie budzi twórczość i biografia polskiego noblisty. Tworząc moje wypowiedzi z trzech cząstek, starałem się prezentować ciekawostki i nieznane fakty z życia, dalej kreśliłem plan pisanej książki i wskazywałem obszary moich zainteresowań, a po trzecie interpretowałem poezję i inne dzieła. Często wywiązywała się bardzo ciekawa dyskusja, w której – najczęściej młodzi ludzie – dociekliwie wskazywali te momenty i dzieła, które budziły ich zainteresowanie, bądź zwątpienie. Czasem były to jakieś elementy biograficzne, o których można przeczytać w Internecie, innym razem pytania o wartość prozy Miłosza, a jeszcze kiedy indziej próbowano zrozumieć metafizyczną naturę pisarza i jego manifesty religijności katolickiej.

Wszystko zaczęło się 20 stycznia, kiedy to wybrałem się do wielkopolskiego Śremu, który przywitał mnie wielkimi bilbordami, obwieszczającymi otwarcie drzwi Miłoszowi. Moje zdumienie było ogromne, bo w tym małym mieście znalazły się fundusze na upamiętnienie stulecia urodzin poety w iście królewski sposób. Był to też dla mnie sprawdzian moich możliwości i doświadczenia wykładowego, bo sala kinowa w Śremie była pełna widzów i musiałem sobą i prezentacją multimedialną na wielkim ekranie, wypełnić pustkę jaka zawsze powstaje na styku sceny i widowni. Mówiłem przede wszystkim o filozoficznych źródłach poezji Miłosza, uwagę audytorium kierując ku refleksji heraklitejskiej, ze szczególnym uwzględnieniem motywu rzeki i związków twórcy z nurtami wodnymi Niewiaży, Wilii, Niemna, a w Stanach Zjednoczonych Potomaku. To nad brzegiem tej rzeki poeta słuchał głosów jaskrawych kardynałów i napisał w 1947 roku piękny wiersz, w którym pojawiła się refleksja nad całym stworzeniem:Kiedy zakwita magnoliowe drzewo
I park zielonym zmąca się obłokiem,
Słyszę twój śpiew nad brzegiem Potomaku
W uśpione płatkiem wiśniowym wieczory.
Wybacz mi proszę, brak tego wzruszenia,
Które prowadzi przemocą z powrotem
W miejsca i wiosny dawno zapomniane,
Aby maluczkich uwodził poeta
Patriotycznym sentymentem, serce
Cisnął stęsknione i farbując łzy
Mieszał dzieciństwo, młodość, okolice.
Mnie to niemiłe. Po cóż mi wspominać
Żółte od liści młodziutkich Ponary,
Zapach wilczego łyka  migdałowy,
Echa po lasach od wrzasku cietrzewi?
Po cóż mi znowu iść w te ciemne sale
Gimnazjum króla Zygmunta Augusta
Albo o sosny potrącać biczyskiem
Na drodze z Jaszun, jak ongi Słowacki?
Nad Mereczanką nasze to zabawy
Były, czy dworzan króla Władysława,
Nasze miłości i nasze rozstania
Czy też miłości z pieśni Filomatów,
Już nie pamiętam. Ptaku, wdzięczny ptaku,
Ty, który dzisiaj śpiewasz mi to samo
Co słyszał tutaj indyjski myśliwy
Stojący z łukiem na ścieżce jeleni,
Cóż możesz wiedzieć o zmianie pokoleń
I o następstwie form w ciągu jednego
Ludzkiego życia? Tamte moje ślady
Zatarł nie tylko pęd zim i jesieni.
Ja byłem świadkiem nieszczęść, wiem co znaczy
Życie oszukać kolorem pamiątek.
Radośnie słucham twoich ślicznych nut
Na wielkiej, wiosną odnowionej ziemi.
Mój dom sekunda: w niej świata początek.
Śpiewaj! Na perłę popielatych wód
Syp rosę pieśni z brzegów Potomaku!

Nie bez znaczenia w Śremie było to, że burmistrzem jest tam poeta Adam Lewandowski, który sam zna wartość i rozległość dorobku autora Pieska przydrożnego, a nade wszystko rozumie jaką wagę ma kultura dla rozbudzania lokalnych społeczności. One zwykle nastawione są na lansowanie lokalnych twórców, albo na prezentację tzw. „gwiazd sezonu”, które pojawiają się w telewizji i odcinają kupony od swojej popularności. Tutaj jednak postawiono na dofinansowanie kultury wysokiej i sięgnięto po jednego z najważniejszych autorów w historii literatury polskiej XX wieku. Po wykładzie odbyła się jeszcze dyskusja i spotkanie w kameralnym gronie w hotelowej restauracji, podczas którego mogłem zapoznać się z prywatnymi opiniami licznych gości na temat Miłosza i szeroko pojmowanej edukacji kulturalnej. Spędziłem noc w hotelu i przed zaśnięciem zagłębiłem się w ponownej lekturze Zniewolonego umysłu, o której to książce miałem zamiar napisać kolejny tekst do planowanej książki. Szybko minął luty, a od 10 do 16 marca wygłosiłem aż trzy wykłady w bibliotekach Nakła, Kcyni i Sadek, za każdym razem zmieniając tematykę i oscylując pomiędzy biografią a takimi obszarami tematycznymi jak poetycka ornitologia, dendrologia, mineralogia, jak charakterystyki głównych postaci w Dolinie Issy lub kobiet związanych z poetą.

Publiczność w bibliotece w Kcyni

21 marca wygłosiłem dwa wykłady w Miejskiej i powiatowej Bibliotece Publicznej w Żninie, gdzie musiałem zmierzyć się też z chorobą gardła i niedyspozycją głosową. Pierwszą część poświęciłem elementom biograficznym, ze szczególnym uwzględnieniem relacji Miłosza ze Zbigniewem Herbertem i portretami innych pisarzy, które znalazły się w książkach noblisty. Atmosfera podczas spotkania była znakomita, a na koniec wywiązała się bardzo interesująca dyskusja, której echa pojawiły się nawet w miejscowej prasie: Gościa oraz słuchaczy jego wykładów powitała dyrektor Biblioteki Jadwiga Jelinek informując, że tym spotkaniem rozpoczyna się cykl imprez pod wspólnym tytułem „Tak mało powiedziałem…” mających na celu uhonorowanie polskiego noblisty, autora głęboko wpisanego w dorobek polskiej literatury. Dariusz Tomasz Lebioda przedstawił prezentację multimedialną, w której ukazał życie i twórczość Czesława Miłosza. Interesująco opowiadał o jego twórczości, postrzeganiu otaczającego świata, walce dobra ze złem, a także o Miłoszowej tendencji prowokowania w wierszach. Starał się ukazać młodzieży niezwykłość wyobraźni Miłosza i jego fascynację naturą. Mówił także o kobietach w życiu Miłosza. Jeszcze 31 marca zawitałem do Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych, gdzie mówiłem ogólnie o życiu i twórczości autora Legend nowoczesności, szczególny nacisk kładąc na zrozumienie jego sytuacji życiowych i ambiwalencji postaw, od afirmacji religijnej do wątpliwych moralnie wyborów. Wykład odbył się przy okazji VIII edycji Powiatowego Dyktanda Ortograficznego o Pióro Starosty Nakielskiego, a potem miało miejsce jeszcze bardzo sympatyczne kameralne spotkanie z polonistami i dyrekcją szkoły. Miesiąc później odwiedziłem Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Brodnicy, gdzie prezentowałem sylwetkę Miłosza w ramach cyklu Klasycy literatury. I tutaj kluczem do pozyskania łaskawości szerokiego audytorium była analiza życiowych zwycięstw i porażek, a także opowieść o przygodach umysłu Miłosza, jego niezwykłej chłonności i umiejętności odwzorowywania realnego świata. Także w tym mieście frekwencja widowni była znakomita, a z twarzy słuchaczy wyczytałem autentyczne zainteresowanie i chęć przyswojenia sobie jak największej wiedzy o jednym z najważniejszych polskich poetów XX wieku. Mówiłem sporo o Wilnie autora Ocalenia, prezentując wiele zdjęć miasta, które zrobiłem podczas moich dziesięciu wyjazdów na Litwę, ale przede wszystkim chciałem pokazać wpływ tego miejsca i jego wielowiekowej kultury na losy i wybory pisarza. Całość uświetniły wiersze noblisty prezentowane przez uczniów III Liceum Ogólnokształcącego, które w dawnym pałacu Anny Wazówny brzmiały znakomicie i uzupełniały wykład. Nawiązane kontakty i przychylność pana Dyrektora Pawła Stannego zaprocentowała, gdy po trzech tygodniach pojawiłem się w tej samej instytucji i prowadziłem warsztaty poetyckie dla brodnickich twórców, analizując ich wiersze i wskazując to, co w nich najcenniejsze. Była też i krytyka, ale przecież jakakolwiek rozmowa o poezji musi zawierać element trzeźwej oceny, powinna kształtować gusty, ale też modelować dalszy rozwój osób wrażliwych na literacki wymiar indywidualnych dokonań.

12 maja pojechałem do Powiatowej i Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie szefem jest Marek Adamski, potrafiący świetnie aranżować różnorakie imprezy i dobrze mi znany z cyklicznych Listopadów Poetyckich. Tym razem mogłem mówić o tym, co najbardziej interesuje mnie w twórczości Miłosza – o jego wielkim, mieniącym się odcieniami i rozległym niczym sam świat, systemie natury. Sięga on głęboko w świadomość poety i staje się rodzajem kreacji przyrodniczo-filozoficznej. Dodatkowo podkreślałem interkontynentalny wymiar tych przestrzeni u autora Ziemi Ulro, u którego jest wyraźny podział na rzeczywistość europejską i amerykańską. Pamiętający znakomicie świat zwierzęcy i roślinny Litwy, z pasją przyrodnika, leśnika i tropiciela śladów wkraczał Miłosz w obręb przebogatej natury amerykańskiej. Wykład ilustrowałem zdjęciami, które częściowo zrobiłem podczas moich trzech wyjazdów za ocean, a także zgromadzoną dokumentacją biograficzno-literacką. Duże wrażenie zrobiły listy, które pisarz wysyłał do mnie z Kalifornii, a także przywołania wierszy i esejów, w których tyle jest ptaków, drzew, roślin, w których odgłosy natury są immanentnym elementem poetyckiego obrazowania. Młodzież ze szkół Grodziska Wielkopolskiego, która szczelnie wypełniła salę biblioteki wykazywała ogromne zainteresowanie życiem i twórczością Miłosza, zadawano wiele pytań i prezentowano własne poglądy „miłoszologiczne”. Po spotkaniu Dyrektor biblioteki zabrał mnie na obiad do restauracji Leśnej, która słynie pośród literatów biorących udział w imprezach Listopada Poetyckiego ze wspaniałego żurku w chlebie i innych świetnych potraw – była okazja do prywatnych rozmów i indywidualnych ocen dokonań poety z Wilna i Krakowa, a także wielu innych spraw związanych z funkcjonowaniem instytucji kulturalnych w mniejszych ośrodkach. Czas biegł do przodu z oszałamiającą prędkością i 17 maja byłem już w Bibliotece Narodowej w Warszawie, gdzie wygłosiłem wykład o greckich wątkach filozoficznych w twórczości Miłosza. Spotkanie to było także bardzo interesujące dla mnie, bo wystąpił tam także Henryk Citko, który przedstawił sporo niezwykłych informacji o archiwum i rękopisach polskiego noblisty. Miłosz niczego nie wyrzucał, wiedząc jaką wagę dla polskiej literatury będzie miał jego dorobek, przeczuwając może, że otrzyma najwyższe wyróżnienie literackie, gromadził wszelkie papiery, rękopisy, korespondencję, artykuły, ukazujące się na całym świecie. Od wielu lat archiwa te znajdują się w Beinecke Library Uniwersytetu Yale, a także w Maisons-Laffitte pod Paryżem, a obecnie czynione są zabiegi, by odzyskać je i umieścić w Bibliotece Narodowej. Niestety na przeszkodzie stoją ceny, które zostały wyśrubowane przy zakupie archiwum Zbigniewa Herberta, jakże bogatego i interesującego z punktu widzenia badacza i archiwisty literatury. Na ekranie pojawiały się kolejne, charakterystyczne rękopisy Miłosza, a Citko w ciekawy sposób o nich mówił, przy okazji informując o faktach z życia poety, o których nie wiedziałem, albo które znałem tylko z powierzchownych relacji. W swoim wystąpieniu skupiłem się przede wszystkim na nurcie heraklitejskim w twórczości Miłosza, ale mówiłem też o innych fascynacjach filozoficznych autora, szczególny nacisk kładąc na jego wspaniałą znajomość dzieł wielkich myślicieli i swobodę intelektualną – poruszanie się myślą od czasów zamierzchłych do współczesności. Konferencję w Bibliotece Narodowej zorganizowało Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, a prowadziła je Dorota Szumilas, wrażliwa poetka i osoba o wielu talentach, między innymi muzycznym i plastycznym (niezwykłe hafty gobelinowe). Ucieszyło mnie to spotkanie, które wpisało się w ciąg imprez Roku Miłosza w Warszawie, tym bardziej, że miejsce i czas był stosowny, a obecność badacza rękopisów podnosiła rangę wykładu i jego wymiar intelektualny. Dostroiłem się do tego poziomu i zaprezentowałem sporo moich materiałów, zebranych w sieci, ale też gromadzonych przez lata w kilku krajach, w tym na Litwie, na Białorusi, we Włoszech, w USA, a nawet na uniwersytecie pekińskim. Dopełnieniem moich majowych występów był wykład w Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego podczas drugiego Bydgoskiego Festiwalu Nauki, który odbył się 27 maja w Auli Nova i zgromadził spore grono słuchaczy. Szybko zorientowałem się, że była to przede wszystkim młodzież bydgoskich liceów i studenci z różnych kierunków studiów i zaprezentowałem ciekawe wątki biograficzne, szczególny nacisk kładąc na okres zaangażowania politycznego Miłosza. Jak powszechnie wiadomo, miał on wtedy dwóch silnych promotorów partyjnych – Jerzego Borejszę i Jerzego Putramenta, co zaowocowało objęciem ważnej posady w Konsulacie nowojorskim, a także – pośrednio – zadecydowało o dalszych losach poety.

Wykład w bibliotece w Grodzisku Wielkopolskim

Na przełomie maja i czerwca roku rocznicowego znalazłem się w Wilnie, gdzie brałem udział w kolejnych spotkaniach poetyckich i artystycznych, organizowanych przez Romualda Mieczkowskiego, Galerię „Znad Wilii”, a także instytucje powołane do reprezentowania Polski za granicą. W Ambasadzie Polskiej odbyła się konferencja naukowa poświęcona kategorii zniewolenia, która to pojawiła się w słynnej książce Miłosza, opublikowanej w 1953 roku we Francji, a potem przetłumaczonej na wiele języków świata. Wygłosiłem tam wykład o Zniewolonym umyśle, szczególny nacisk kładąc na sferę anegdotyczną tej książki i przywołując sporo cytatów, jak choćby ten o Jerzym Andrzejewskim: Mieszkał w swojej pięknej willi, podpisywał liczne deklaracje polityczne, brał udział w komitetach i objeżdżał kraj wygłaszając odczyty o literaturze w świetlicach fabrycznych i domach kultury; te podróże pisarzy organizowane na wielką skalę dla wielu były tylko uciążliwym obowiązkiem, Alfie natomiast sprawiały przyjemność, bo zapoznawał się w ten sposób z młodzieżą robotniczą, jej codziennym życiem i problemami, jakie ją zaprzątały. Po raz pierwszy Alfa wychodził naprawdę poza swój intelektualny klan. A w dodatku wychodził jako szanowany pisarz; zważywszy na wysoką rangę pisarzy w demokracjach ludowych, mógł czuć się jeżeli nie kardynałem, to przynajmniej dostojnym kanonikiem. (Czesław Miłosz, Alfa czyli moralista [w:] Dzieła zebrane, Zniewolony umysł, Kraków 1999, s. 131.) Albo ten o Tadeuszu Borowskim: Nigdy nie potrafił patrzeć i analizować bez nienawiści, ale ruch, któremu podlegał, był ruchem przyspieszonym: coraz prędzej, coraz większe dawki – i ruchu, i nienawiści. Ten o Jerzym Putramencie: Był to niezgrabny wyrostek o czerwonej twarzy, gburowaty i krzykliwy. Jeżeli miasto było prowincjonalne, to ci, którzy przyjeżdżali po naukę z zapadłej wsi, byli prowincjonalni w dwójnasób. (…) Nosił zawsze gruba laskę, która zresztą była ulubionym narzędziem części młodzieży skłonnej do antysemickich wybryków. Gamma był zaciekłym antysemitą. Był to jego program polityczny. Czy ten o Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim: Delta miał ciemną, cygańską cerę, był piegowaty, niewysoki, jego gębę, kiedy się śmiał, wykrzywiał sardoniczny grymas, włosy odgarniał w tył z wysokiego czoła. Jego głowa była nieproporcjonalnie duża w stosunku do tułowia, miał w sobie coś z karła i błazna, tak jak go malowali w scenach książęcych uczt dawni malarze. Zdradzał skłonność do ekscentrycznych ubrań, krawaty lubił wiązać na luźny, duży węzeł. Zdarza się często, że ci, którzy zewnętrznymi cechami chcą podkreślić swoją przynależność do artystycznego klanu, są w gruncie rzeczy podrzędnymi artystami. Tak prowadziłem mój wywód by pokazać wartość książki Miłosza, a zarazem zadać pytanie o to, jak to jest możliwe, że przenikliwy eseista sięga po tak dyskusyjne i efekciarskie elementy opisowe, częstokroć bardzo niesprawiedliwe, nie uwzględniające uwarunkowań politycznych i ludzkich. Ogromną atrakcją tego wyjazdu była wycieczka do Szetejni, a także do innych miejsc związanych z dzieciństwem i młodością noblisty, a więc do Wędziagoły, Opitołoków i Świętobrości, co w połączeniu z obecnością w Kiejdanach, Kownie i z kilkoma dniami w Wilnie, pozwoliło mi jeszcze bardziej „nasiąknąć” Miłoszem, znacznie poszerzyć autorskie archiwum fotograficzne i wysłuchać wielu dyskusji, wykładów, przewodniczych i przyjacielskich przybliżeń biograficzno-topograficznych. Choć Miłosz był w Szetejniach dość krótko, miło było ponownie stanąć nad brzegiem Niewiaży, plastycznie odwzorowanej jako Issa w znanej powieści, wchodzić do kościołów, gdzie był chrzczony, zadumać się przy grobach członków jego rodziny. Takie wyprawy pozwalają zrozumieć dlaczego Miłosz tak dramatycznie lamentował w Kalifornii, dlaczego czuł się ”niemy” za oceanem i nieustannie biegał myślą ku swojej pierwszej ojczyźnie – magnetyzm i urok Kowieńczyzny i Wieleńszczyzny jest doprawdy ogromny, a kto raz tam był, będzie chciał wracać.

Spotkanie w bibliotece im. Witolda Bełzy w Bydgoszczy

Także ostatni kwartał roku rocznicowego obfitował u mnie w znaczące wydarzenia, spośród których wiele miało wymiar prywatny, pisarski, związany z powstającą monografią. Były też wykłady i spotkania z młodzieżą, spośród których warto przywołać wystąpienie w auli im. biskupa Jana Lubrańskiego w Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, podczas inauguracji XXXIV Międzynarodowego Listopada Poetyckiego, podczas którego mówiłem o micie XX wieku w poezji i eseistyce Miłosza, jakże wyrazistym w licznych utworach i wypowiedziach noblisty, publikowanych pod koniec ubiegłego stulecia. Z kolei w grudniu miały miejsce kolejne dwa wydarzenia – w szkole muzycznej w Bydgoszczy prowadziłem spotkanie autorskie z Andrzejem Franaszkiem, autorem głośnej ostatnio biografii Miłosza, a także wygłosiłem wykład o złu w twórczości autora Widzeń nad Zatoką San Francisco w miejskiej bibliotece. Pierwsze zdarzenie było ciekawe dla mnie, bo po przeczytaniu wskazanej wyżej biografii chciałem zadać kilka ważkich pytań jej autorowi – tak też się stało, ale nie chcąc za bardzo burzyć wywodu gościa, ograniczyłem się do pytań naprowadzających, raz tylko dotykając dość drażliwej sprawy – wiersza pt. Na pożegnanie mojej żony Janiny, z tomu Kroniki, napisanego w roku 1986, będącego opisem kremacji zwłok pierwszej życiowej towarzyszki Miłosza i matki jego dwóch synów. Zadałem autorowi biografii to samo pytanie, które kiedyś zadałem samemu Miłoszowi – czy poeta może posunąć się aż tak daleko, czy wolno mu napisać taki wiersz? Sądząc po dyskusji, jaka wywiązała się po pojawieniu się tej kwestii, warto sięgać głęboko do życiorysu tego autora i czasem zadawać bardzo niewygodne pytania – sam Miłosz przeczuwał, że po jego śmierci pojawi się sporo różnorakich kontrowersji i wszystko, co było zakryte, stanie się jawne. Dobrze, że ukazała się książka Franaszka, bo wreszcie to, co było plotką, elementem gry środowiskowej, co pojawiało się w dyskusjach i podczas specjalistycznych sesji naukowych, staje się faktem usankcjonowanym źródłową publikacją. Drugie grudniowe wydarzenie miało miejsce w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Witolda Bełzy w Bydgoszczy, gdzie wygłosiłem wykład o złu w twórczości Miłosza i zaprezentowałem pokaz multimedialny. Z racji tego, że na stronie internetowej biblioteki ukazały się trzy opinie o spotkaniu, przesłane przez młodych ludzi z V LO, biorących w nim udział, choć momentami upraszczające odbiór Miłosza, cytuję je tutaj we fragmentach. Miłosz Pliszka napisał: Spotkanie z Czesławem Miłoszem było interesujące. Z jednej strony hagiograficzny film, z drugiej krytyczna opinia. Miłosz jeden z najważniejszych polskich poetów powojennej Polski, laureat Nagrody Nobla, uznany nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Wykład pozwolił mi poznać Miłosza, jako artystę, ale zwłaszcza jako człowieka; człowieka zwykłego, któremu trzeba przyznać prawo do błędu. W tej chwili postrzegam tego twórcę przede wszystkim jako osobę skomplikowaną, raczej trudną. Budził on kontrowersje zarówno na płaszczyźnie biografii, jak i poezji. Dlatego też moja ocena nie może być jednoznaczna. Na pewno doceniam twórczość poety – jakże odmienną, bezpośrednią, zaskakującą ujęciem tematu i użytym słownictwem, ale w ten sam sposób nie mogę podejść już do samej osoby Miłosza. Pomijając jednak fakt współpracy z władzami PRL-u, widzę jego problemy z alkoholem, niepoukładane relacje z kobietami, eksperymenty natury religijnej. Być może, dla kogoś innego nie są to gorszące fakty, jednak ja patrzę przez pryzmat pewnych wartości i podchodzę do osoby poety z pewnym dystansem. Mimo to myślę, że każdy powinien się ze mną zgodzić, iż był to człowiek niezwykle dumny, o wysokim mniemaniu o sobie. Nawet pochlebne świadectwa z hagiograficznego filmu stwierdzają, ze Czesław Miłosz często męczący, zmuszał innych do słuchania nowych utworów i wydawania opinii. Jego przyjaciele nie zaliczali tych sytuacji do najbardziej komfortowych, – dlaczego? Zdaje się, że autor dopiero pod koniec życia umiał spojrzeć obiektywnie na swoją postawę życiową (sądzę, że było to wywołane pewną świadomością – strachem, przed zbliżającą się śmiercią – rozliczeniem). Widzimy to w jednym z wierszy, którym mówi o sobie „(…), stary lubieżny dziadu…”. co (razem z listem napisanym do papieża Jana Pawła II) jest rodzajem skruchy. Natomiast Marek Barański z tego samego LO relacjonował: Rok 2011 została uznany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego rokiem upamiętniającym polskiego noblistę Czesława Miłosza. W związku z tym wydarzeniem Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Bydgoszczy zorganizowała dla wszystkich miłośników literatury spotkanie, dotyczące życia i twórczości poety. Spotkanie rozpoczęła projekcja filmu o Czesławie Miłoszu, który pokazał tylko dobrą stronę twórcy. Wykład dra. Dariusza T. Lebiody, natomiast wszedł w polemikę z treściami ukazanymi na ekranie. Wykładowca zapełnił, że zależy mu na „odbrązowieniu” Miłosza, pokazując go takim, jakim był, nie umniejszając przy tym jego szczególnych zasług dla literatury polskiej i światowej. Pokazując interesującą prezentację multimedialną, zawierającą wiele nieznanych szerszej publiczności zdjęć, Lebioda zwrócił uwagę na kontrowersje, związane z osobą Miłosza, takie jak zamiłowanie do alkoholu, stosunek do wiary i kościoła czy relacje z innymi. Opowiedział również o burzy, jaką wywołała decyzja o pochówku poety w kościele Na Skałce, w Krakowie. Po omówieniu życiorysu Czesława Miłosza doktor przeszedł do twórczości Noblisty, podkreślając jego zamiłowanie do natury, które przejawia się częstym stosowaniem onomastyki ornitologicznej, obejmującej również ptaki typowo amerykańskie i dendrologicznej, szczególnie w powieści „Dolina Issy”. Swoją uwagę skupił jednak na motywie zła w twórczości Miłosza, który przeanalizował na podstawie wiersza, „Campo di Fiori”, ukazującego kontrast pomiędzy rzymskim placem, gdzie na stosie spalono Giordana Bruno, a karuzelą przy murze warszawskiego getta, które łączyła obojętność beztrosko bawiących się ludzi. Moim zdaniem, doktorowi Dariuszowi Lebiodzie udała się sztuka ukazania wybitnego wirtuoza słowa z jego ludzkiej, niedoskonałej i grzesznej strony. Nikt przy tym nie stracił szacunku i podziwu dla wielkiego Polaka, a dzięki krytycznemu spojrzeniu na jego osobę, był w stanie go lepiej zrozumieć. Jak sądzę, ciekawy ton wypowiedzi i oryginale przedstawienie faktów przez wykładowcę, wzbudziło w słuchaczach zainteresowanie postacią Czesława Miłosza i niewątpliwie zachęciło do czerpania z jego literackiego dorobku. I jeszcze opinia Karoliny Czajkowskiej: W zeszła środę odbyło się spotkanie w WiMBP w Bydgoszczy dotyczące życia i twórczości Czesława Miłosza. Początkowo został wyświetlony film o poecie, który był w większości nakręcony w jego krakowskim mieszkaniu. Następnie wykład pt. ”Zło w twórczości Czesława Miłosza” wygłosił dr Dariusz Tomasz Lebioda, wykładowca Uniwersytetu im. Kazimierza Wielkiego. Początkowo ukazał kilka interesujących fotografii poety, które mimo, iż były ciekawe, nie łączyły się z tematem wystąpienia. Następnie przestawił on problem, posługując się głównie wierszami poety pt.: „Campo di Fiori” oraz powieścią pt. „Dolina Issy”. Sam temat wydał mi się błahy, natomiast dr Lebioda podczas wystąpienia ukazał swoją ogromną wiedzę na temat twórczości Miłosza, co zainteresowało nie tylko mnie, ale również resztę uczestniczących w owej lekcji osób. Wykładowca często też wprowadzał dygresje, dotyczące swojej korespondencji z poetą, dzięki czemu przybliżył on słuchaczom także prywatną stronę jego życia. Niektóre wątki rewelacyjnie łączył z innymi twórcami, co dynamizowało tę wypowiedź. Dzięki temu spotkaniu dr Lebioda pomógł mi zrozumieć twórczość Miłosza i spojrzeć na nią z innej strony. Spotkanie w bydgoskiej bibliotece zakończyło moje spotkania, wystąpienia, podróże i wykłady w Roku Czesława Miłosza, ale nie ustała moja fascynacja twórcą, który zapewniał o swojej katolickiej wierze, a stale wychodził naprzeciw grzechu i zła, mylił szlak, dokonywał błędnych wyborów, cierpiał niemiłosiernie i próbował zrozumieć swój dziwnie pogmatwany los, a przy tym był człowiekiem z krwi i kości, prawdziwym aż do bólu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: