KSIĄŻKI NAJWAŻNIEJSZE (X)

Poezja Stanleya Kunitza jest odważną próbą przeniknięcia myślą do sfer głębszych znaczeń i doskonalszych treści. W swym nieustającym  podglądaniu świata i wyodrębnianiu szczegółu, jest też rodzajem maksymalistycznego filozofowania, docierania poprzez doświadczenie do  i s t o t y,  poprzez formułę a posteriori do ukrytych znaczeń. Kunitz nadaje poezji rangę magicznego instrumentu ostatecznego poznania i potwierdza swoim długim życiem, że można dzięki niej istnieć w przestrzeni idealnej, co prawda gubiąc młodość, dojrzałość i kolejne lata wieku podeszłego, ale nie tracąc nadziei, że w ostatecznym rachunku, poprzez nagły rozbłysk poezji, naczynie duszy ocalone zostanie w jego najpełniejszym i najcenniejszym kształcie. Dla niego: Poezja jest rodzajem mitologii, mówiącej o wydarzeniach w duszy. Stare mity, starzy bogowie, starzy bohaterowie nigdy nie umierają. Jedynie drzemią na dnie świadomości i czekają na nasze wezwanie. Nigdy nie potrzebowaliśmy ich tak bardzo jak teraz, kiedy to syntetyzują one mądrość i doświadczenie życiowej drogi. W każdym prawdziwym akcie wyobraźni, czy to w sztuce czy w nauce, budzą one namiętności. A zatem wniosek jest niezwykle prosty: Sztuka i nauka nie mogą istnieć bez mitów i symboli. W takim kontekście poezja Kunitza jest  rodzajem mitologii wewnętrznej, w której roi się od symboliki osobistej i uniwersalnej, w której postaci stają się herosami albo łotrami kulturowymi, w której wreszcie Bóg jest tożsamy ze wszechświatem i równie jak on daleki.

Ten poeta ma świadomość roli słowa i treści artykułowanych w wierszu, dlatego tak cieszy się z każdego nowego utworu, z każdego nowego olśnienia, każdej nowej dawki wiedzy o samym sobie i świecie. Wie, że istnienie jest rodzajem ponawiania impulsu, rozumie na czym polega kod genetyczny życia i zna mechanizm odciskania kolejnych kształtów przez odwieczną matrycę. Mówi zatem, zaznaczając obszar ulotnego bytowania: Piaski szeptały; bądź odrębny,/ kamienie uczyły; bądź twardy/ Tańczę w radości przetrwania/ na krawędzi drogi. Jest to tyleż próba instalacji intelektu, co próba jego dekompozycji – Kunitz nie chce podlegać prawom zmysłów i prawom złudnej mądrości, skłania się raczej ku chwilom samoświadomości, albo ku nieświadomości śmierci. Dopiero wtedy może zająć się uprawą ogrodu, dopiero wtedy może słuchać opowieści wielu spotkanych dziwaków, wielu przegranych i triumfatorów, wielu mędrców i błaznów. Sam jakby oddalony od siebie i od świata, w którym bytuje, może dopiero wtedy patrzeć bez lęku na przesuwający się nieustannie kondukt przemijania. Jego pogoda ducha bierze się zatem ze świadomości ludzkich ograniczeń i ułudy trwania, a jego poezja jest niczym transcendentalny dar. Jak mówi: Jeśli wiedzieć chcemy jak odczuwane było życie w każdym momencie długiej Odysei rasy, zwrócić się musimy do poezji. Moment jest nam drogi, właśnie przez swą ulotność. To paradoks, że poeci muszą spędzić życie na poszukiwaniu magii, która ten moment zatrzyma. Sztuka to puchar, w który wlewamy wino transcendentalności. Czym jest wyobraźnia jeśli nie odbiciem naszej tęsknoty za przynależnością do wieczności jak i do naszego czasu. Kunitz, w poezji tworzonej przez większą część dwudziestego wieku, ową przynależność manifestuje, pragnie być postrzegany jako twórca, w którego dziele przełamały się, niczym światło w pryzmacie, biegnące z różnych stron promienie.

Kunitz odzwierciedla w swoich utworach nieustający ruch – od zapłonu komety do zgaśnięcia gwiazdy, od narodzin gąsienicy do jej powolnej śmierci, jako żywiciela pasożytów, od pierwszych przebłysków świadomości do mętnienia wzroku i coraz częstszego gubienia kształtów, utraty sensu i celu wędrówki. Ten ruch w kosmosie i pośród stale odnawianej jaźni, ta szamotanina w ciele i w przestrzeniach bez wymiarów, są jednak nieodzowne w poetyckiej próbie bytu i ma ją swój cel.  Lubię myśleć o tym – pisze –  że poeci szczególnie lubują się w rzeczach tego świata, które wiodą ich ku uniwersaliom. To jakby krótkie streszczenie jego poetyckiej filozofii, wszakże – ku nim wiodą wszystkie szlaki w jego liryce i stale koryguje on kierunki i stale kreśli nowe proste, ustala najwłaściwszy azymut. Chce dojść do poznania i zrozumienia fenomenu, albo defektu życia. Kunitz jak mało który twórca ma poczucie dziwności świata – widzi kształty monstrualne i wynaturzone, dostrzega wykrzywienia i odkształcenia, tam, gdzie nie widzą ich inni. Nie potrafi nie wskazywać makabry unoszącej się ponad ogrodem pięknych kwiatów i nie może nie tropić śmierci w jej najbardziej absurdalnych przejawach. Stale odkrywa, stale szuka, dlatego też, jak mówi David Barber Przechodzenie Przez jest przede wszystkim księgą odkryć, jest księgą przeznaczenia studiowaną w obliczu odwiecznej niewiadomej, czytaną w chwili najpełniejszego przeżywania swojej cielesności i przeświadczenia o ponadnaturalnym porządku rzeczy.

Translator znalazł klucz do tej poezji i przetłumaczył ją w sposób znakomity, starczy porównać wersje w dwujęzycznym tomie by odnotować ze zdumieniem, że udało się temu tłumaczowi odwzorować nawet zapis graficzny poszczególnych wersów. A i treść podskórna nie została zagubiona, nie zaprzepaszczono urody tych delikatnych, ale też i intelektualnie złożonych liryków. Dobra robota tłumacza szła tutaj w parze z autentyczną przyjaźnią autorów i chęcią zbliżenia się, bytowania w odrębnych poezjach i trudno się unifikujących językach. Dzięki Adamowi Szyperowi dopiero pod koniec stulecia zaistniał w kulturze polskiej jako autor całego zbioru wierszy, jeden z prawodawców poezji amerykańskiej mijającego wieku – poeta, który zmieniając się stale, nigdy nie stracił indywidualnego wyrazu artystycznego, a starzejąc się fizycznie, pisał jakże młodą poezję. Jak mówi o nim Mark Strand: To jeden z wielkich poetów amerykańskich. Większość twórców wysycha przed pięćdziesiątką. To, że pisze on wiersze w wieku lat dziewięćdziesięciu, jest po prostu nadzwyczajne. Tak jak nadzwyczajne jest to, że w słowie ocalić można to, czego nie ocali się w życiu; jak zdumiewające jest to, że wiersz jest formułą nieśmiertelności, nawet jeśli wypowiada się go szeptem jak modlitwę, nawet jeśli jest ostatnim słowem. Kunitz, podobnie jak, prawie jego rówieśnik Miłosz, wyraził w poezji drogę duchową człowieka w nowym czasie marnym i  pokazał   p r z e c h o d z e n i e  coraz to jaśniejącej świadomości   p r z e z   ciemność….

_________

Stanley Kunitz, Passing Through/ Przechodzenie przez, tłum. Adam Szyper, Kraków/Nowy Jork 1998, s. 90.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: