GRAND PRIX INDII – 2011

Pierwsze Grand Prix Indii przechodzi do historii i nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś niedobrego dzieje się z wyścigami najszybszych samochodów świata. Zapowiadano wielkie wydarzenie, a skończyło się jak zwykle – znowu wygrał Vettel, za plecami mając Buttona, Alonso i Webera, niewiele się działo i tylko nadwrażliwy Hamilton dostarczył trochę emocji, gdy drogę zajechał mu Massa i doszło do kolizji. Coś się musi zmienić, bo Formuła Jeden zieje nudą i zarówno na torze, jak i w padokach nie widać interesujących wydarzeń. Tym razem pokazano robiącego swoje miny Rowana Atkinsona, znanego jako Jaś Fasola, do tego nieco zbliżeń najbliższych osób ścigających się kierowców i monotonne kręcenie kółek przez bolidy. Ani system DRS, ani KERS, nie ubarwiły wyścigów, niewiele ciekawych osób pojawia się też na nich i nie widać akcji promocyjnych wokół tego kolorowego cyrku. Szczytem nudy są wyczyny słabszych kierowców, takich jak Rosjanin Pietrow, Bruno Senna, Adrian Sutil czy Timo Glock, którzy bezbarwnie się mijają, dublują, aż w końcu wjeżdżają w siebie z impetem. Nie wiadomo po co obwożeni są po całym świecie, gdzie tylko kompromitują swoje kraje – Pietrow, który w zamyśle wpływowych ludzi wielkiego państwa miał być silnym rosyjskim akcentem wśród kierowców, pokazuje jak mało ma fantazji i jak sztywno trzyma się wyuczonych schematów. Tym razem zamiatał pobocza i nie zdobył znowu ani jednego punktu, tak samo marnie jeżdżą młodzi, którzy dopiero weszli do grona najlepiej zarabiających sportowców, żadnego z nich nie stać na zryw, który pamiętany byłby przez lata. Wszystko determinują skromne możliwości techniczne i oczywiście wszechwładne pieniądze, ale też brakuje błysku, talentu na miarę Kubicy, Hakkinena czy młodego Schumachera. To, co mogłoby być wielkim świętem sportu i sztuki, technik audiowizualnych i nowinek komercyjnych, nuży i nie daje satysfakcji podczas oglądania. Wolę jak hokeiści NHL zrzucają rękawice i jadą do siebie z pięściami, albo jak Tyson odgryza ucho przeciwnikowi lub jak Zidane daje z główki Materazziemu. Tyle razy Hamilton zderzał się z Massą, Luzzi uderzał w kolegów, Pietrow demolował bolidy, ale nigdy nie pokazali starcia kierowców w garażach… czy to prawdziwi faceci z jajami się ścigają, czy jacyś angielscy flegmatycy, spieszący się na herbatkę o piątej i grzecznie mówiący sobie rano good morning Sir

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: