STO WIERSZY POLSKICH (XXII)

Współcześni poeci polscy, namiętni czytelnicy naszej poezji romantycznej, a zarazem znawcy literatur światowych, nie zapominając o swoich korzeniach, często wybierali inną drogę. Tworzyli wiersze w których pojawiały się monumentalne postaci, wykraczające daleko poza obręb polskich spraw i ustawiające się w jednym szeregu z największymi kreacjami liryki światowej. Najlepszym przykładem jest tutaj Zbigniew Herbert, miłośnik kultury śródziemnomorskiej, znawca filozofii i duszy ludzkiej, prawdziwy arbiter elegantiarum, może świadomie, a może nieświadomie, prezentujący w swoich dziełach postawę zbliżoną do Sienkiewiczowskiego Petroniusza. Jego centralna postać poetycka – Pan Cogito – jest  czytelnym przesłaniem dla całej ludzkości – nie dla jednego małego narodu. I prezentuje postawę niezgody a zarazem trudnej harmonii ze światem, kreuje człowieka, który staje śmiało do konfrontacji z wyzwaniami i walczy o wielkość mówiąc: Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu/ po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę/ idź wyprostowany wśród tych co na kolanach/ wśród odwróconych plecami i obalonych w proch/ ocalałeś nie po to aby żyć/ masz mało czasu trzeba dać świadectwo/ bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny/ w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. (Przesłanie Pana Cogito) Oto sytuacja człowieka naprawdę wielkiego, idącego do przodu, zdającego sobie sprawę z zagrożeń i ulotności ludzkich losów. Każdy z nas ma mało czasu, każdy musi szybko dać świadectwo, bo prawa biologii i eschatologii są nieubłagane, bo stale pojawiają się przeszkody, materialne i ludzkie, które potrafi pokonać tylko jednostka wybitna, widząca swój cel i pełna pasji. Świat niechętnie akceptuje tych, którzy wybijają się ponad przeciętność, mnoży zagrożenia, stale poddaje próbom ludzi, którzy dążą, którzy idą do przodu. Ale przecież, z drugiej strony, taka sytuacja jest niezbędna by mocarz się ukształtował, by zahartował się w walce i siłą ducha, siłą woli dźwignął sam siebie ponad tłumy. Herbert wskazuje, iż potrzebna jest silna wola, twardość w obliczu odwiecznej entropii, niezbędna jest też świadomość kruchości bytu, a nade wszystko odwaga, która – w ostatecznym rachunku – jest najważniejsza i pozostaje w pamięci wraz z centralnym przesłaniem. Przypominają się tutaj bohaterowie jednego z samolotów porwanych przez terrorystów 11 września 2001 roku. Gdy zorientowali się, że przed nimi jest już tylko nicość, że nie ma ratunku dla ich jednostkowych losów, postanowili dać świadectwo całej ludzkości, zawołali mężnie Let’s roll (Ruszajmy) i nie dopuścili do wykorzystania samolotu jako pocisku. Pozostawili swoje żony i dzieci, swoje światy i swoje zamierzenia, ale zawołali: Let’s roll! Takiej postawy, oczywiście na innych planach istnienia, domaga się Herbert od człowieka wielkiego, taki monumentalny kształt mu wyznacza.

W poezji Herberta jest też inna postać, która swoją wielkość odsłania w obliczu przewidywanej śmierci. Wychodzi jej jednak naprzeciw, bo pragnie ocalić swoje człowieczeństwo. Ukazuje człowieka, który podjął decyzję, człowieka, który postanowił zrezygnować z wygodnego i bezpiecznego życia na prowincji imperium i wyjść naprzeciw swojemu przeznaczeniu. Trzymanie się z dala od wiru wydarzeń, unikanie konfrontacji z potęgą władcy, sycenie zmysłów barwą i zapachem sykomoru było wegetacją. Ten Rzymianin przemógł strach i postanowił przeciwstawić się cesarzowi. Nie będzie dłużej stał w chórze chwalców, nie będzie klaskał, nie będzie zabiegał o względy. Wie, że w miejsce ofiarowanego mu złotego łańcucha, zakują go za to w żelazne kajdany. Godzi się jednak na to, bo w ten sposób zachowa swoją godność. Długo trzymał się z dala i schodził z drogi zagrożeniom, ale teraz wejdzie na szlak i ruszy w przeciwną stronę. Jego dobrowolna banicja spowodowała, że świat stracił dla niego urok. Pojawiły się symptomy obłędu, wszystko zaczęło jakby falować w jego świadomości, winnice, drzewa i domy straciły punkt oparcia. Nastąpiło też groźne wzmocnienie rzeczywistych elementów świata, deszcz stał się nieomal szklany, a kwiaty zaczęły pachnieć parafiną. Odeszli też gdzieś rzymscy bogowie i tylko o puste niebo kołacze suchy obłok. To jest opis depresji, która odbiera siły i nakazuje szybko szukać ratunku. Herbert nie precyzuje o jakie czasy chodzi, ani o jakiego władcę, ale powszechność imienia Druzus z dalszej partii wiersza, na dworach Kaliguli, Klaudiusza i Nerona, pozwala przypuszczać, że chodzi o panowanie jednego z tych cesarzy. Z kolei obecność Tacyta (55-120) przy cezarze sugeruje raczej schyłek rządów Domicjana (81-96). Którykolwiek jednak władca by to nie był, to do każdego z nich odnoszą się słowa Swetoniusza, w tym przypadku przyporządkowane Neronowi: bez żadnego wyboru ani miary skazywał na śmierć, kogokolwiek zechciał i z jakiejkolwiek przyczyny. ( Żywoty Cezarów, Wrocław 2004, s. 430.) Z takim władcą ma do czynienia prokonsul, który decyduje się opuścić swoją prowincję. Boi się bardzo tego, co go spotka na dworze cezara, ale nie potrafi dłużej tkwić w bezruchu, który jest innym rodzajem śmierci. Przygotowuje się do wyjścia, rozmyślając o technikach mimikry – od tej chwili będzie ustawiał uśmiech i grymas twarzy, będzie powstrzymywał dolną wargę by nie wykrzywiała się pogardliwie, będzie patrzył „pustym wzrokiem” w dal, a nade wszystko spróbuje zapanować nad podbródkiem, drżącym na widok dowódcy gwardii pretoriańskiej. Wie też, że nie będzie pił wina z cesarzem, bo zbyt wielu czyha na jego życie i raz po raz zatruwa napoje. Postanawia jednak stawić czoła wyzwaniom i oszukuje sam siebie, naiwną myślą, że jakoś się wszystko ułoży. Herbert pokazuje tego człowieka w najważniejszym momencie jego życia, kiedy odrzucił strach i podjął decyzję, że stanie do konfrontacji z potęgą cesarstwa. W tej jednej chwili jego bohater urósł do wymiarów gigantycznych, stał się monumentalnym posągiem człowieka, zrywającego pęta, stającego do walki. I choć wie, że to będzie jego ostatni bój, choć wie, że nie będzie decydował o swoim losie, postanawia ruszyć w drogę. Przypomina w tym postanowieniu Jezusa Chrystusa, który także śmiało stanął do konfrontacji z imperium. Mógł zaprzestać nauczania, mógł schronić się w którejś z palestyńskich wiosek, ale jednak jego misja wymagała ofiary, jego nauka o wolności i wyzwoleniu duszy, wiązała się z odwagą ostateczną, z poświęceniem samego siebie na krzyżu. Prokonsul Herberta, tak długo opływający w zbytki, tak jednostajnie żyjący, od uczty do uczty, od zaspokojenia do zaspokojenia, zauważa bezsens swojego życia i wychodzi naprzeciw temu, co ma się wydarzyć. Ma nadzieję, że jakoś się wszystko ułoży, choć tak naprawdę wie, że idzie na śmierć…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: