ANDRZEJ BASZKOWSKI 1932–2011

Wczoraj zmarł Andrzej Baszkowski, jeden z najważniejszych twórców w powojennej historii Pomorza i Kujaw, członek Związku Literatów Polskich, wieloletni redaktor naczelny Bydgoskiego Informatora Kulturalnego, twórca sztuk teatralnych dla dzieci, eseista i krytyk. Znałem go od bardzo dawna, bo od czasów młodzieńczych, gdy mieszkałem na Osiedlu Błonie. Grając w piłkę na boiskach przyblokowych, stojąc w kolejkach w sklepach albo wędrując między blokami widywałem Go jak spacerował po chodnikach ze swoim psem. Zawsze zamyślony, ale też i rozpromieniony, niosący w sobie jakąś tajemnicę. Po latach okazało się, że była to niezwykła wrażliwość, poetyckie szlachectwo, walka o kształt słowa i formę przekazu. Przez wiele lat, gdy byliśmy potem członkami Związku Literatów Polskich, promieniowało od niego ciepło, prawda, a nade wszystko mądrość życiowa. Zawsze szukał sposobów mediacji, próbując dostrzec w ludziach to, co było w nich najwartościowsze. Ale potrafił też formułować krytyczne sądy i trzeźwo oceniać sytuację, nie godził się z zakłamaniem i próbami marginalizacji literatury. Manifestował to przede wszystkim w swojej twórczości, która pozostanie wartością niezaprzeczalną, osiągnięciem wykraczającym daleko poza ramy czasu. Poezja Andrzeja Baszkowskiego dotyka spraw najprostszych i jednocześnie najważniejszych. Opis doświadczeń jednostki staje się w niej wykładnią praw obowiązujących w świecie. Najważniejszy dla poety jest prosty język, który został wyposażony w niezwykłą głębię metaforyczną i symboliczną. Przywoływane zdarzenia, sytuacje i chwile, pojawiają się w opozycji do innych momentów z życia i dokumentują nieuchronny upływ czasu. Spojrzenie na dziecko i na człowieka, który przeszedł rozległą przestrzeń życia, rodzi refleksje natury ogólnej i staje się rodzajem hiperbolicznej przypowieści. Autor patrzy na swój los i na historię, w której uczestniczy, jak na drogę, którą od zarania dziejów przechodzi każdy człowiek. Zauważa, że wiedzę zdobywa się nie w porę, bo czas stale zastawia pułapki, wciąż mnoży trudności, powoduje, że życie bywa rodzajem mglistej ułudy. Jednak zdobywana mądrość staje się niepodważalną wartością i wyposaża egzystencję w kontekst kulturowy, tworzy przestrzeń, w której ma swoje miejsce świadomość początku i końca wieku, w której mieszczą się treści naiwne i filozoficzne, pierwiastkowe i metafizyczne. To jest poezja wielkich wartości i ogromnych wzruszeń, liryka początku i wpisanej w każde istnienie nieuchronnej ostateczności. Człowiek nie ma wyjścia, musi podążać swoją drogą i musi też weryfikować swój odbiór świata – musi stale na nowo interpretować przeszłość i teraźniejszość. Jedynie przyszłość ma dla niego tajemnicze znaczenie i nie pozwala się ująć w jakieś ogólne ramy. Każdy dzień i każda noc są obietnicą i groźbą, mogą być wielkim przeżyciem i ogromnym rozczarowaniem.

W poezji tej pojawia się wiele dalekich perspektyw i rozszerzających się głębi – począwszy od świata ludzkiego, a skończywszy na przestrzeniach kosmicznych. Jednostka została tutaj wpisana w ciąg pulsujących kręgów, z których nie ma wyjścia, a które wciąż otwierają się i zamykają – stale przechodzą na przestrzał przez świadomość i biologiczną strukturę egzystencji. To podczas narodzin został uruchomiony zegar, który odmierzał upływający czas i nigdy nie stanął w miejscu. Wcześniej pojawiały się takie sytuacje życiowe, które łagodziły przemijanie, ale z wiekiem coraz częściej zaczęły pojawiać się ujęcia eschatologiczne. Świat stał się magicznym kręgiem, którego nikomu, bez utraty cząstki siebie, nie udało się opuścić – w którym znalazła się każda jednostka i zarazem cała ludzkość, jako globalna świadomość. Migają tutaj jakieś zdarzenia, jakieś fakty życiorysu, z których chyba najczęstszą jest sytuacja podróży, wyruszania do dawnego świata i docierania do chwil szczęśliwości, radości z egzystencji i trudnej do wyrażenia     p e ł n i.  Jeśli istnieje jakaś prawda o świecie i jakiś głębszy sens istnienia, to możliwy on jest do uchwycenia w refleksji poetyckiej. Tylko napięcie pomiędzy metaforą a uogólnieniem, może wnieść coś nowego do rozumienia i objaśniania świata. Człowiek musi godzić się na kosmiczne wirowanie i zamykanie się tragicznych cykli – wszakże urodził się w określonym miejscu wszechświata i może istnieć tylko jako jego ruchomy element. Baszkowski – w piękny sposób – zawiesza byt w przestrzeni, ale też potrafi w niezwykły sposób zatrzymać życie w kadrze i ukazać sytuację graniczną, chwilę, która ma wymiar szczególny. Realizm tych wierszy jest doprawdy porażający, a ich głębia filozoficzna – niespotykana. Widzimy tutaj prawdziwych ludzi, którzy idą na jakiś przystanek i gdzieś wyjeżdżają, ale jednocześnie są wiecznymi wędrowcami, którzy całe życie gdzieś się udawali i nigdy nie udało im się zatrzymać biegu rzeczy. Wszystko płynie – panta rei – wszystko oddala się i znika w nicości, wszystko połyskuje, bo poetyka migotania i zanikania refleksów opanowała pamięć bliższą i dalszą, zawładnęła widzeniem świata. Można jeszcze próbować ocalić ciągłość, można walczyć o stałość, ale nagłe przyspieszenia akcji, próby sięgnięcia dawnej żywiołowości, tylko przydają goryczy i nieodparcie kierują myśl ku coraz rozleglejszym heraklitejskim popiołom. Jedynie wiersz ocala coś z nieuchwytności życia, tylko słowo oprawia ciszę w subtelny diadem znaczeń pierwszych. W nim poeta może dokonywać nagłych skoków wyobraźniowych i przebiegać treść egzystencji, jak w przyspieszonym filmie – to on jest jego nadzieją i obietnicą zatrzymania na chwilę oszałamiającego pędu. Baszkowski tworzy stale liryczne enklawy, w których zamyka się i które są przystanią dla zranionej pamięci i tężejącego bólu – czy to będzie pokój redakcyjny, cichy dom, czy nawet fotografia kota, albo przystanek autobusowy, to zawsze będą to przestrzenie zamknięte, gdzie można się odgrodzić od wiru i magicznym gestem zatrzymać wszystko. W liryce tej mamy stale do czynienia z sytuacją wyboru i dopełnienia treści, z momentem pierwszym i ostatnim, z otwarciem i zamknięciem klamry, ze wspaniałością i szarością świata. Tutaj symbolem przemijania jest wiązanka schnących kwiatów/ wstążeczką ciszy owinięta, tutaj szpital – paradoksalnie – staje się terytorium uświęconym, gdzie można spojrzeć na życie z oddali i podsumować jego kolejne rozdziały. Kruchość ciała i monumentalny wymiar istnienia kosmicznego, śmiertelność istnień i nieustająca, majestatyczna metamorfoza pośród dali nie do opisania – a wszystko wpisane w symbolikę ostatnich dni, ostatnich nocy i ostatnich spojrzeń, na to, co się kochało i co było sensem świata. Prawdziwa, głęboka, wspaniała eschatologiczna liryka, która trwale wpisuje się w ludzką próbę bytu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: