TADEUSZ ZAWADOWSKI

Poezja Tadeusza Zawadowskiego jest domeną krystalicznie czystego słowa i niezwykłej wyobraźni, zatrzymującej w kadrze wiersza zdarzenia i obrazy, chwile elementarne i ostateczne. To dynamiczne spektrum, w którym czas i przestrzeń tracą swoje wyznaczniki, a rzeczywistość staje się rodzajem ułudy, chwilowej ewokacji, ledwie uchwytnego błysku. Kontrapunktem dla niej jest wyostrzona i niezwykle skupiona świadomość, potrafiąca wyodrębniać poszczególne artefakty i istniejąca w zawieszeniu, jakby w unoszącym ją oddechu liryki. Wszystko może stać się dla poety zaczynem wiersza i znaleźć się w obrębie jego imaginacyjnych penetracji, jakże dogłębnych i ustalających proporcje pomiędzy stanami skupienia i integralnymi istnieniami. To jest penetracja profetyczna i zarazem odkrywcze dopowiadanie sensów, wzmacnianie znaczeń i wyrównywanie proporcji pomiędzy naturalnymi elementami. A przy tym zaduma nad sobą i miejscem osobniczej biografii w historii uwrażliwienia, zdobywania wiedzy o świecie i tworzenia nowych płaszczyzn egzystencji. Nikt nie rodzi się w wyjałowionej rzeczywistości, bez bytów sąsiadujących i różnorodnych fenomenów – nikt nie staje się poetą w próżni. Dlatego autor – rekonstruując swój świat wewnętrzny – projektuje go na zewnętrzność i tym samym przydaje jej głębi, otwiera na przestrzał kanał transcendencji. Tak osiąga w słowie zdumiewające efekty, tak dociera nim do samej istoty tego, co zakryte, co dalekie i niewytłumaczalne, tak orbituje wokół tajemnicy tajemnic – życia, przemijania i śmierci.

Jego dzieje giną w pomrokach historii, pośród pagórów Wołynia i rozległych stepów, ale jego historia wewnętrzna rozciąga się od stworzonych krain i dziecinnych sadów, do sakralnych przestrzeni, które bliskie są rozumieniu raju i piekła, czyśćca i pradawnych rewirów plemiennych. Bohater tej liryki raz jest wszechmocnym Demiurgiem, a innym razem łotrem kulturowym, kradnącym cudowne owoce z boskich winnic i gajów. Przemyka chyłkiem i staje do bezpośredniej konfrontacji z gigantami, zmienia się w ptaka i jak lis wędruje skrajem pól, ale najczęściej staje się niewidzialnym duchem, pojawiającym się tam, gdzie coś się wydarzyło, albo gdzie rozegra się jakiś dramat. Wtedy zawisa nad światem i patrzy na niego z perspektywy Stwórcy, wtedy staje się echem odwiecznej kosmogonii – wtedy potrafi sprasować wieczność do rozmiaru chwili i ułamek sekundy rozciągnąć poza początek i koniec wszystkiego. Taką moc ma poezja stwarzająca i odzwierciedlająca skomplikowanie struktur rzeczywistości, z taką siłą jaźń ekspanduje myśl w głębiny czasu. Zawadowski jest mistrzem dynamiki semantycznej, w której słowa i znaczenia pojawiają się w kształcie tak doskonałym, że aż zdumiewają, rozpalają wyobraźnię i tworzą ciąg liryczny o nieskazitelnym pięknie. To zapewne także cząstka genetyki kulturowej, tego, co zapisane zostało w żywych ludzkich komórkach, w głębokich pokładach wyobraźni. Czerpiąc ze współczesności i łowiąc sensy w ciemnym zwierciadle przeszłości, tworzy Zawadowski wiersze, które same w sobie są tajemnicą, rozbłyskiem, uchwyceniem nieuchwytnego. Określoną wartość ma dla niego tradycja judeochrześcijańska, ale najważniejsze są matryce kulturowe, które wciąż na nowo odciskają w świadomości pokoleń zachowania i postawy Kaina i Abla, św. Gabriela i Abrahama, Maryi i Ewy, Jezusa i Judasza.

Człowiek jest dla poety centrum wszechświata, ale ów środek nakłada się na szersze, koncentryczne kręgi, których axis mundi staje się osią wszelkiego bytu, od narodzin do śmierci, od chwili pierwszej do ostatniej. Bóg ustalił proporcje w zakresie trwania i istnienia w odmiennych stanach świadomości, Bóg był zaczynem i pierwszym słowem, którego echem bywa prawdziwa poezja. Wsłuchując się we frazy ewokowane przez poetę, czytając kolejne listy, wkraczamy do świata idealności niemożliwej i zarazem stajemy się cząstką treści doskonałych, schematów pierwotnych, stale pojawiających się marzeń o najbardziej funkcjonalnym paradygmacie. Tylko tak można istnieć w marzeniach i z nimi u boku, tylko tyle może ocalić człowiek, który szukał swojego miejsce w świecie i nigdy go nie znajdował, a nawet kiedy przeżywał szczęśliwe chwile, zdawał sobie sprawę z ich ulotności. Z czasem też  zrozumiał, że samo szukanie miało sens, a jakakolwiek aktywność była zaprzeczeniem śmierci i pojawiającej się stale wokół nas martwoty. To jest poezja świadoma zagrożeń, jakie pojawiają się przed wrażliwym bytem, ale też i liryka przekorna, walcząca o swoją integralność, stawiająca sobie cele, które zdają się nie do osiągnięcia. Czytając każdy wiersz z osobna i sondując głębie całego tomu, odkrywamy nagle prawdę o naszej istocie, docieramy do pierwiastkowego, filozoficznego przesłania: idź przez świat, ale wędruj świadomy swojej ulotności – nieś odważnie swą wyobraźnię i nie gaś nigdy pragnienia, ale też nie zapominaj, że czeka cię kres i rozpad. Bądź jak Jezus, ale też bądź jak Judasz, dopełniaj każdą chwilą swojego życia przestwór Stworzenia, bądź wierny, idź…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: