DROGA

Kilka szybkich wyjazdów poza miasto i wiele chwil w zamyśleniu, w zapatrzeniu, w spokojnej kontemplacji przestrzeni. Znowu jest zimniej, więc  rano i wieczorem świat wyostrza się, zyskuje głębię, otwiera się rozlegle. Stoję gdzieś na uboczu i patrzę na dalekie drzewa, na drogi ginące pośród pól, na skupiska krzewów, samotne głazy i połamane konary. Na obrzeżu miasteczka kilka grobów i dwa stare grobowce kapliczne cmentarza ewangelickiego, w innym miejscu ledwie trzy strzaskane macewy i pusta przestrzeń po nekropolii żydowskiej. Nade mną wyniosłe topole i klony, jesiony i dęby, a pośród nich gniazda i rojowiska rodzimych gawronów. Niżej widzę dziwonie i sikorki, pierwsze zięby i szpaki, przyroda budzi się powoli do życia, a zimne powietrze powoduje, że kształty i wymiary nabierają plastyczności. Nad moją głową przelatują też wielkie klucze dzikich gęsi, wracających do miejsc godowych, jeleń i sarny wyszły na brzeg lasu, a na zachodzie lotne mgły unoszą się znad stawów, jezior i strumieni. Ledwie widać dalekie ostrze horyzontu, powoli przygasa wszystko, matowieje i pogrąża się w czerni… Pomarańczowe światła wykwitają z mroku, ostatnie jasne smugi zanikają na niebie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: