KSIĄŻKI NAJWAŻNIEJSZE (IX)

Wszelkie teksty kulturowe od dawien dawna zachwycają wielu pisarzy i krytykę literacką. Prostota, pierwotne piękno i krystaliczna czystość języka, każą niejednemu, uznanemu już autorowi, sięgać po tego rodzaju przekazy. Tak czynił Herman Melville w cyklu „Typee”, tak konstruowało swoje teksty wielu autorów iberoamerykańskich, podobne inspiracje miało Jamesa Joyce’a Finnegan’s Wake czy Alchemik Paolo Coelho. Także naukowcy i teoretycy literatury zafascynowani opowieściami pierwotnych ludów zapisywali je i rekonstruowali z zachowanych fragmentów. W miarę gromadzenia materiału, powstawały także modele tego rodzaju legend, baśni i podań. Ursula K. Le Guin jest jedną z najbardziej interesujących pisarek amerykańskiej science fiction i fantasy. To właśnie jej słynne dzieło pt. Czarnoksiężnik z Archipelagu spolszczył, nie zatracając ani odrobiny z poezji oryginału, Stanisław Barańczak. Czytelnicy, pragnący czerpać z lektury przyjemność, ci którzy chcą w niej znaleźć okryte łuską przedpotopowe smoki, magów z czarodziejskimi laskami w rękach, błędne ogniki, powoływane na świat za sprawą jednego słowa i czające się wciąż na głównego bohatera zło, nie odłożą książki tej pisarki zawiedzeni.

Wyżej wymienione rekwizyty, zakorzenienie w micie i fantomatyka rodem z baśni, wskazują, że mamy tutaj do czynienia z formułą stylistyczną fantasy, jednego z wielu podgatunków SF. Mało tego, powiedzieć trzeba, że książka Le Guin obok Podróży do wielu odległych narodów świata Jonathana Swifta, Alicji w krainie czarów Lewisa Carrola i Władcy pierścieni J. R. R. Tolkiena, należy do sztandarowych dzieł tego gatunku. Rzadko się zdarza w utworach tego typu, żeby powieść łączyła w sobie, w sposób tak genialny, elementy dobrej czytelniczej zabawy z refleksjami natury ogólnej. Zwrócił na to uwagę w Posłowiu do Czarnoksiężnika z Archipelagu Stanisław Lem, wskazując iż:) jest to opowieść o naukach pobieranych przez młodzieńca z wymyślonej krainy, u fikcyjnych mędrców władających fantastycznym kunsztem czarnoksięskim. Zarazem jest to opowieść realistyczna – o kształtowaniu się osobowości, o dorastaniu wśród przeciwieństw, o tym jak zapalczywa lekkomyślność staje się dojrzałością. Jest to wreszcie figuralna przypowieść o tym, jak można dorosnąć do sprostowania własnej śmierci, nie popadając ani w nędzny strach, ani w głupią butę. Le Guin snuje swą narrację w sposób niezwykle sugestywny, jakby chciała „czarem” prozy dorównać magicznym praktykom jej bohaterów. Przez cały czas dostrzegalna jest także w jej dziele – wpisana między wątki – poezja niedopowiedzeń. Jak przystało na baśń, wszystko jednak kończy się w niej pomyślnie, a zwycięstwo głównego bohatera – Geda z Gont – przybiera w swej końcowej prostocie i oczywistości wymiar ogólnoludzki. Gdzieś głęboko, w wewnętrznych pokładach powieści, słychać dalekie, ledwie uchwytne, pogłosy sięgające pradawnych kultur.

Ciekawym eksperymentem jest – na przykład – lektura Czarnoksiężnika z Archipelagu,  wraz z przepiękną rozprawą Petera H. Bucka, pt. Wikingowie Pacyfiku. Znajdujemy w tej pracy jakby negatyw świata z powieści Le Guin. Mamy tu do czynienia z podobną rzeczywistością, już bez mgiełki magii, z cywilizacją wysp rozsianych na ogromnej, błękitnej wodoprzestrzeni Oceanu Spokojnego. Ta analogia nie jest tu przypadkowa i nie została podana w sposób dowolny, wszakże Ursula K. Le Guin jest córką słynnego antropologa amerykańskiego Kroebera i zapewne w jej domu rodzinnym nie brakowało książek, rycin i sprzętów będących w przyszłości pomocnymi w konstruowaniu świata przedstawionego Czarnoksiężnika z Archipelagu. Także matka była pisarką i interesowała się kulturowym aspektem literatury. Idąc dalej tym tropem, stwierdzimy, że główna postać powieści Le Guin posiada wszystkie – jak chce tego Eleazar Mieletinski – bohatera kulturowego. W postępowanie Geda z Gont wpisany jest stereotyp „działań”, które w końcowym rezultacie doprowadzą do zmierzenia się, oko w oko, ze śmiercią. Amerykańska pisarka zastosowała zatem w swej narracji pradawny, mitologiczny wzór. Czytelnik – sięgając po tę powieść – powinien użyć podobnego klucza i widzieć Geda jako odwieczny symbol tęsknoty za tym, by złamać podążające śladem człowieka – zło.  A w konsekwencji by osiągnąć nirwanę, dotknąć absolutu, osiągnąć stan filozoficznej równowagi – połączyć się z najdrobniejszą cząstką natury i w ten sposób zwalczyć w sobie śmierć. Książka Ursuli K. Le Guin, obok dzieł takich autorów jak Philip K. Dick, Isaac Asimov i chociażby Anglik James Graham Ballard, pozwala wierzyć że science fiction nie jest – jak sądzą niektórzy krytycy – tylko przyczynkiem do współczesnej literatury, powielaniem starych wzorów i próbą komercjalizacji  sztuki pisarskiej. Powiedzmy więcej, utwór Le Guin, wprowadzając oddech i ład do szamotaniny literackiej XX wieku, urasta w jej perspektywie do miana krystalicznie pięknej baśni naszych czasów.

____________

Ursula K. Le Guin, Czarnoksiężnik z Archipelagu, przeł. Stanisław Barańczak, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996, s. 206.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: