STO WIERSZY POLSKICH (XIX)

Franz Hals, Portret Willema Coymansa

Wiersz Tadeusza Różewicza pt. Frans Hals, pochodzący z tomu pt. Twarz trzecia, wydanego w 1968 roku, zbudowany został w sposób szczególny. Poeta mnoży w nim degradujące artystę elementy opisu, wszakże jego życiorys, pogrążony w ciemnościach, nie był budujący. Szczególnie na starość, przyszło mu klepać biedę, włóczyć się po domach noclegowych, sypiać z robactwem w różnych zakamarkach, nigdy nie zyskując takiej sławy i takich warunków egzystencji jak wielcy malarze barokowi Peter Paul Rubens i Diego Velázquez, jak najsłynniejszy chyba przedstawiciel malarstwa gotyckiego Jan Van Eyck. Malujący na uboczu, w biedzie, podejrzany dla szpicli, urzędników władzy i dla ewentualnych sponsorów, pozostawił po sobie kilka dzieł, w których w niezwykły sposób uwznioślił namalowane postaci. Jak pisze siostra Wendy Beckett: Większość prac Halsa pociąga lekkością i brawurą, jednakże na starość, gdy cierpiał niedostatek, osiągnął powagę, nadającą jego dziełom znamię wielkości. (Historia malarstwa…, Warszawa 1999, s. 211.) Wiersz Różewicza, w końcowej poincie, równie brawurowej jak owa zdumiewająca szkicowość elementów mniej istotnych w jego dziełach, przywołuje przedstawienie, w którym została przywrócona godność ludzka. Zapewne, poeta ma tutaj na myśli portret Willema Coymansa, namalowany tyleż wiernie, co z wyprzedzeniem impresjonistycznego rozchwiania barwnego i rozrzutu walorowego. To jest odwzorowanie człowieka spokojnego, ale też i zawadiackiego, kogoś kto osiągnął wysoki status społeczny, a zarazem nie zatracił finezji, cechującej ludzi młodych, czerpiących z życia wszystko co tylko jest w nim najlepsze. Ale jest to też postać monumentalna w swoim wyrazie, otaczająca aurą wielkości zarówno modela jak i twórcę, wydobywającego z czarnego tła niezwykły komunikat. Willem Coymans jest na tym płótnie żywy, pełen gracji i subtelnego piękna. Jego oczy wyrażają mądrość i smutek, a zarazem jakby wielką wiedzę o świecie i ludziach. Jest wielki w swojej zwykłości i niezwykłości zarazem, jego wystudiowana poza, owo przerzucenie ręki przez obręcz krzesła, ma w sobie coś z godności dostojników kościelnych, władców i tych, którzy jasną myślą wyprzedzają swój czas. Różewicz zderza tutaj to słynne przedstawienie z biedą życia Halsa i pokazuje jak geniusz potrafi zatriumfować nad przeciwnościami losu, jak w jednym obrazie, w jednym spojrzeniu, artysta może osiągnąć wymiar monumentalny i wznieść się ponad swój czas, w jaki sposób może ocalić poprzez sztukę swoje człowieczeństwo. Jak często u Różewicza, zdumiewający efekt końcowy osiągnął on niezwykle prostymi środkami artystycznymi, tak dobrał słowa i tak zminimalizował ich sensy, że czytelnik ma wrażenie, iż w wierszu tym nastąpiła jakaś świadoma totalna redukcja semantyczna, mająca z jednej strony oddać prostotę życia niderlandzkiego malarza, a ze strony drugiej, dająca szansę interpretatorowi na odnalezienie najważniejszej myśli. Tutaj wyraźnie widać jak Różewicz potrafi pokazać dwoistość ludzkiej natury i wielość planów, na jakich spełnia się osobowość, jak jej szczytne racje triumfują nad odruchami i trywialnymi gestami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: