LUDZKOŚĆ W OBRAZACH (VIII)

Od dawna magnetyzują mnie i przyciągają moją uwagę dwa portrety Roberta Campina (ok. 1380–1444), nazywanego też Mistrzem z Flémalle lub Mistrzem Tryptyku de Mérode od obrazu Zwiastowanie. To właśnie on, jako pierwszy, stworzył takie odwzorowania ludzkie, w których doszukać się możemy głębi psychologicznej i cech charakteru, inteligencji i symbolicznego zapatrzenia w dal, w głębie czasu i przestrzeni. W jego malarstwie religijnym mamy do czynienia z pewnymi uproszczeniami i wzmocnieniami, ale portrety mają już taką moc imaginatywną, że zdaje się nam, iż czas został zatrzymany i obcujemy z żywymi ludźmi. Mieszkał we flamandzkim Tournai, średniej wielkości mieście, leżącym obecnie blisko granicy z Francją, gdzie angażował się w działania rady miejskiej i tam też zmarł w znamiennym roku, z trzema czwórkami w zapisie. Określa się go jako inicjatora północnego renesansu i choć pierwsze dzieła pełne są gotyckiej konwencjonalności, posągowości postaci i zatarć głębi, to jednak szybko pojawia się u niego trójwymiarowość i logiczna bryłowatość. Ważne dla niego były też właściwe proporcje wszystkich części anatomicznych i ich wyrazistość, w powiązaniu z materią okrycia lub mrokiem tła. Wspomniane wyżej dwa obrazy, to Portret mężczyzny (ok. 1400–1410) i Portret kobiety (ok. 1420–1430), które znajdują się obecnie w National Gallery w Londynie. Pierwszy z nich ukazuje mężczyznę w średnim wieku, z czerwonym zawojem na głowie, wpatrzonego w przestrzeń obok portrecisty, jakby tam miały miejsce jakieś znaczące wydarzenia. Zdumiewa żywość tego przedstawienia i prawdziwość skóry, oczu, ucha, zmarszczek na czole i ułożenia ust. Ten człowiek mógł być marynarzem, na co wskazuje ogorzała cera, ale też mógł zajmować się handlem i podróżować po świecie. Równie dobrze mógł być starszym jakiegoś cechu, bankierem lub katem, wykonującym wyroki w miastach dawnych Niderlandów. Z jego twarzy emanuje inteligencja i spokój, ale też jakaś przedziwna gotowość do podjęcia trudnych wyzwań i walki o swój status, o to by być takim, jak na portrecie Campina. Jako młodzieniec musiał bardzo podobać się kobietom, choć nie brakowało zapewne wielbicielek i w tym stadium rozwoju, które ukazał malarz. Wszak niewiasty kierują się przede wszystkim wyrazem twarzy mężczyzny, błyskiem i kolorem oczu, ułożeniem ust, które wyobrażają sobie jak całują je, delikatnie muskają i pieszczą. Zapewne te elementy anatomiczne przedstawionego człowieka znakomicie się do tego nadawały, a ich leciutkie wydęcie, przydawało tajemnicy całej twarzy. Nieliczni doszukają się tutaj elementów kosmicznych, a szczególnie emblematu Saturna – wielkiej kuli, otoczonej pierścieniami, albo komety, której ogon symbolizować może zwisająca w dół materia.  I choć pierścienie tej planety jako pierwszy zauważył Galileusz w 1610 roku, to pamiętajmy, że wszystko na naszej planecie jest cząstką rzeczywistości kosmicznej i występujące we wszechświecie formy są multiplikowane i transformowane w różnych rzeczywistościach pokrewnych. Dobre oświetlenie powoduje, że twarz mężczyzny i jego nakrycie głowy są dobrze widoczne, wydobyte z mroku i naładowane tajemną energią istnienia.  Podobną metodę zastosował malarz w późniejszym Portrecie kobiety, gdzie także mamy do czynienia z mrocznym tłem i wyrazistym emblematem twarzy, zamkniętej w ramach jedwabnego lub satynowego czepca. Ona także wpatruje się w przestrzeń obok malarza, ale akurat z drugiej strony. Jest inteligentna i jej twarz znamionuje spore życiowe doświadczenie – niewątpliwie młodsza od mężczyzny, może już jest młodą matką lub narzeczoną kogoś znamienitego. Reprezentuje typ urody nieco „pyzatej”, aczkolwiek trudno powiedzieć czy pod okryciem głowy nie ma jakichś zjawiskowych, lokowanych lub prostych włosów, które zawsze zmieniają modelunek twarzy i przydają urody. Jej nos jest proporcjonalny i kształtny, usta niezwykle zmysłowe, a oczy głębokie i ruchliwe. Subtelna broda ma lekkie wgłębienie, brwi są wydepilowane, a na policzkach ledwie widoczny jest rumieniec. O ile głowa i tułów przynależą do renesansu, o tyle ręce – szczątkowo zaznaczone – zdają się być wytworem gotyku i jego licznych niezręczności w odwzorowywaniu ludzkich elementów anatomicznych. Ręce wydają się za małe w stosunku do całej postaci, ale może ta niewiasta miała wyjątkowo delikatne palce, nieprzywykłe do ciężkiej pracy fizycznej. Widać, że zależało jej na zminimalizowaniu nieomal do zera seksualności, ale i tak promieniuje z niej subtelny erotyzm, jakby pod tymi szatami miała wykwintną bieliznę, którą zdejmował z niej być może taki mężczyzna, jak ów wskazany wyżej. Choć siedzi spokojnie w malarskim studiu i godzi się na długie pozowanie, to jest w niej jakaś tłumiona energia, jakby robiła to na czyjeś polecenie i chciała już wstać, by wrócić do swoich normalnych zajęć. Zarówno u pierwszej postaci, jak i u drugiej zauważalna jest niezwykła głębia psychologiczna, jakby zapatrzenie w siebie i zarazem czujne kontemplowanie świata. Te dwa byty oddzielne należą do tej samej przestrzeni piękna czystego i absolutnego, a przyciągając wzrok, mówią wiele o człowieczeństwie i przechodzeniu przez przeznaczony nam czas skromnie, a zarazem z wielką godnością.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: