SONGS FROM THE ROAD

Syn kupił mi w prezencie płytę DVD z koncertowymi wykonaniami ballad Leonarda Cohena pt. Song From The Road. Sprawił mi tym ogromną przyjemność, bo artysta ten towarzyszy mi od ponad trzydziestu lat i bardzo przyczynił się do mojego poetyckiego przebudzenia. Znam dokładnie cały jego dorobek balladowy, wiersze i powieści, czytałem też jego biografie. Ciekawi mnie stosunek tego artysty do żydowskich korzeni, judaistyczna mitologia i liczne narracje na temat natury człowieka. To jeden z najwrażliwszych bytów, jaki pojawił się w dwudziestym wieku na naszej planecie, wpatrzony w ciemność i głębie zła, ale też widzący ratunek w miłości, wierzący w prawdziwe spotkanie dwojga ludzi, którzy razem pójdą przez świat i złagodzą ból przemijania. Cohen jest już bardzo starym człowiekiem i widać to na filmach, prezentujących występy, m. in. w Tel Aviwie, Londynie, Glasgow, Goeteborgu, Helsinkach i Jan Jose. Śpiewanie wyraźnie sprawia mu trudność, a jednocześnie jego głos, który wiele stracił z dawnego ciepła, zyskał dramatyczną głębię i brzmi jak tajemne przesłanie. Gorzej wypadają stare ballady, których dawne, intymne wersje utrwaliły się w świadomości słuchaczy, ale są też prawdziwe perełki wokalno-instrumentalne, jak choćby Heart With No Companion, That Don’t Make It Junk i Waiting For The Miracle. Cohen jest teraz żywym symbolem wieku, który się skończył, czasu bezpowrotnie przepadłego –alegorią chwil gorących jak ogień i zimnych jak lód. Noszę w pamięci liczne jego zdjęcia, kiedy był przystojnym, młodym, wiążącym się z undergroundem człowiekiem, miał liczne romanse i uwodził swoim cudownym głosem. Teraz patrzę na starego człowieka, jakby trochę zagubionego, na którym wyraźnie odcisnęły się ostatnie kłopoty. Podjęcie trudnej trasy koncertowej wskazuje wszakże, że wielki pieśniarz i poeta dźwignął się i poszedł do przodu, dał ludziom raz jeszcze swoją niepowtarzalną sztukę, znowu serdecznie wzruszył i dodał sił, a nade wszystko potwierdził ich łączność z wielką ogólnoludzką wspólnotą bytów wrażliwych i nieustannie drżących.

Reklamy

2 Komentarze

  1. Tomasz said,

    2010/12/25 @ 11:07

    Nie syn, tylko gwiazdor. 😉

    • lebioda said,

      2010/12/25 @ 11:33

      Myślałem, że już dawno przestałeś wierzyć w gwiazdora… Płyta jest super…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: