STO WIERSZY POLSKICH (XIV)

Fryderyk Pautsch, Portret Leopolda Staffa, 1908

Deszcz jesienny Leopolda Staffa,, pochodzący z wydanego w 1903 roku zbioru pt. Dzień duszy, uznaje powszechnie za jeden z najbardziej charakterystycznych wierszy młodopolskich. Jest w nim smutek przeradzający się w rozpacz, jest nostalgia i poczucie życiowej przegranej, jest wreszcie jakiś absurdalny opar, snujący się nad życiem i całym „jestestwem”. Ale przecież liryk ten wykracza też daleko poza ramy nakreślone przez epokę i stanowi czytelny emblemat świadomości człowieka, żyjącego na przełomie wieków i szukającego własnej drogi ku nowemu światu, ku nowym przestrzeniom, ku nowemu stuleciu. Poeta jakby dokonuje nagłego wstrzelenia czytelnika do jego świata i od razu umieszcza go w centrum swoich doznań – wprowadza  go do swego domu i spoza szyb każe mu patrzeć na rzeczywistość. W  takiej chwili jego doznania są trojakiego rodzaju – dźwiękowe, słuchowe, a także wewnętrzne, uczuciowe. Słyszy miarowe uderzanie jesiennego deszczu o szyby, miarowy, niezmienny plusk wody, słyszy uderzenia kropel o okno i widzi snujący się pośród tego świata blask szarego światła. Ale też, już w pierwszej, refrenowej zwrotce, pojawia się stylizacja na koncert przeogromnej orkiestry. Deszcz dzwoni i dociera do świadomości widza przede wszystkim jako element dźwiękowy natury. Pluszcze i tłucze w okno, jęczy i płacze, a do tego jeszcze kojarzony jest ze szkłem, przez które poeta patrzy na świat i z jakimś nieludzkim, przepełniającym naturę jękiem. Rytmizacja i zamknięcie wiersza w klamrę powtórzonego wersu pierwszego: O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny naśladuje równomierne uderzanie kropel o szyby i nadaje utworowi charakter nostalgiczny, przenosi też doznania obserwatora i poety zarazem w krainy udręki, rozpaczy, snującego się wraz ze szarym światłem bólu istnienia. Staff jest chyba jedynym polskim poetą, który tak często stawiał na końcu wersów wielokropki. W tym przypadku mają one wskazywać, że deszcz ten nie kończy się nigdy, że trwa i trwa. A dodatkowo też, zawieszają one opis zjawiska atmosferycznego w znamiennym niedopowiedzeniu, jakby umieszczają go ponad opisywaną naturą.

Zwrotka druga skonstruowana została na zasadzie splecenia ze sobą przejmujących antropomorfizacji. Wieczorne sny, które już zmieniły się w mary zdają się czekać na słońce, na nadejście nowego dnia. Ale czekają na próżno, więc ruszają w dal, w jakąś nieziemską wędrówkę, ruszają na tułaczkę pośród nieprzyjaznego świata. Ta obcość symbolizowana jest poprzez przywoływanie przestrzeni ekstremalnych, wrogich człowiekowi – pustyni piaszczystej, ciemnej dali, dali szarej, świata mgieł. Te mary są powiewne jak materia lekkiego odzienia, ale jest w nich też jakiś element dziewictwa, ich nagłego, niepokalanego poczęcia przez deszczową naturę. Ich marsz, wędrówka w dal, przypomina jakąś przedziwną krucjatę ku nieznanemu, ku niewyrażalnemu, ku niewypowiedzianemu. Subtelnie wprowadza tu autor element absurdu istnienia – mary snów podążają w dal bez celu; ich krucjata nie ma sensu. Czegoś szukają, ale same nie wiedzą czego, czekają na słońce, ale nie wiedzą dlaczego, krążą po świecie bez powodu i zrozpaczone swoją znikomością, swoją powiewnością – szukają miejsca na grób, choć i on nie ma sensu, choć i on istnieje tylko w wyobraźni poety, jest symbolem końca egzystencji, która nie miała początku, która nie uczepiła się żadnego bytu cielesnego. Te mary poruszają się niczym ludzie i płaczą niczym ludzie, mają oczy i płyną z nich łzy. W taki sposób Staff antropomorfizuje deszcz, a jego krople utożsamia ze łzami człowieka i jego rozpaczą.   Zastosowane tutaj porównania i tropy stylistyczne znakomicie zostały zestrojone z aurą krain, pośród których powiewają owe mary snów. Jest to rzeczywistość ciemna, mroczna, wypełniona dalą bezkresną, pełna mgieł i szarości, chłostana deszczem. Ale też – poprzez nagłe wprowadzenie do opisu pustyni – jest to rzeczywistość w której kontrastowe przestrzenie graniczą ze sobą, albo się przenikają. Mary snów snują się pośród tych przestrzeni  „ubrane” w czarne, żałobne łachmany i szukają pośród świata jakiegoś ustronnego miejsca na cmentarz. Są młode, bo dopiero poczęły je mgły wieczorne, ale na ich licach widać smutek i rozpacz. Ustawiły się w szeregi i takim korowodem podążają w dal, idą na wieczną tułaczkę i nie wiadomo czy to pada deszcz, czy owe mary senne tak płaczą.  Refren przydaje smutku i nostalgii temu obrazowi, a nade wszystko udźwięcznia wiersz, jakby przypomina, że stale uderza w szyby wodny opad, a owo wyobraźniowe odbiegnięcie ku krainom powiewnych zjaw wcale nie spowodowało jego zamilknięcia, wcale nie oddaliło go od poety. Refren utwierdza ów deszcz w naturze i utwierdza w obserwatorze przekonanie o nieuchronności wszystkiego, co rozgrywa się za szybą.

Zwrotka następna przynosi kolejne rozmycia barwne, ale też jakby jeszcze większe rozchwianie we wnętrzu poety. Ta huśtawka uczuć spowodowana została nagłym odejściem kogoś bliskiego. Owo odejście zbiegło się w czasie ze słotną porą i jakby rozchwiało uczucia poety, rozmazało fakty w jego pamięci. Wie, że ktoś odszedł, ale nie wie kto. Wie, że ktoś drogi umarł, ale nie wie kto. Wie, że był na jakimś pogrzebie, ale nie wie na czyim. To rozchwianie jest jego przekleństwem, jego znamieniem. I z tego powodu nie może on być szczęśliwy. Ktoś chciał go kochać, ale nie potrafił rozpalić w nim ognia, więc serce z rozpaczy mu pękło. Poeta nie potrafi przyjąć uczucia kogoś bliskiego, kogoś pragnącego dzielić z nim uczucie, bo stale ma w pamięci tragedie, których był świadkiem – tutaj umarł z głodu jakiś nędzarz, tam spalił się dom, a w nim spłonęły dzieci. Świat dla Staffa przepełniony jest cierpieniem, płaczem i rozpaczą. Wszystko to odbija się w szybie jego domu i zdaje się osadzać w kroplach jesiennego deszczu. To jest świat bez światła, rzeczywistość słoty, zdającej się wypełniać umysł człowieka i współokreślać jego samotność. Świat śmierci, grobów, pogrzebów i mroku, który nie pozwala sączyć się wraz ze światłem szczęściu. Wszędzie tylko chmury, ciemności i snujące się wspomnienia tragedii. W takiej chwili człowiek epoki Młodej Polski zakładał sobie sznur na szyję i popełniał samobójstwo, albo wychodził z domu i błąkał się pośród widmowej natury. W takim momencie czuł w sobie rozpacz wszystkich i wszystkiego, stawał się jakby samą istotą bólu, poczucia przegrania, niemożności osiągnięcia jakiegokolwiek celu i niemożności otwarcia się na innego człowieka. Użalał się nad sobą i relacjonował co przeżywa i co go boli. I po tej zwrotce refren potwierdza, że opisane zdarzenia i stan duszy człowieka przełomu wieków jest tak samo realny jak rytmicznie uderzający w szyby deszcz. Ale też – w tym przypadku – ów refren jest potwierdzeniem nieuchronności zdarzeń, nieuchronności tragizmu i cierpienia, ciągłego ludzkiego jęku, ciągłego płaczu niewinnych istot. Owo cierpienie i płacz zdają się zastygać w kształt szklany i stają się jakimś monumentalnym elementem kreowanych przestrzeni.

W zwrotce zamykającej opis deszczowej krainy poety pojawiają się typowe młodopolskie akcenty. Jakieś pogłosy pesymistycznych poglądów filozoficznych, jakieś okruchy myśli Nietzschego, Schopenhauera, Bergsona, ale też jakby okruchy eschatologicznych wizji Kasprowicza. To szatan przechodził przez ogród poety i zmienił go w straszną, okropną pustelnię i przy tym kwiaty posypał popiołem, a trawniki zarzucił bryłami kamienia. Nie poprzestał jednak na tym i zasiał jeszcze w sercu poety oraz umysłach ludzi szał trwogi i śmierć przerażenia. Potem legł sam zrozpaczony pośród tego zburzonego świata. Szatan pojawia się tutaj w zgodzie z jego odwieczną symboliką, ale też jakby dodatkowo uczłowieczony – smutny śmiertelnie i tak jak człowiek lękający się, szlochający. Ta kreowana przez niego apokalipsa nie ma w sobie tej grozy, jaka pojawiała się w Kwiatach zła Baudelaire’a czy Hymnach Kasprowicza. I zdaje się równie mocno przytłaczać człowieka i jej kreatora. Ów ogród przez szatana zamieniony w pustelnię jest także odbiciem stanu duszy poety – to on płacze i wije się z rozpaczy wraz z pierwszym upadłym aniołem. To on – korzystając z przeźroczy wyobraźni – błąka się wraz z sennymi marami po bezdrożach i on leży na kamiennym pustkowiu. Rozpacz jest stanem jego duszy i zarazem jego świadomości. Ogarniając tę rozpacz myślą, dokonuje samooceny – umieszcza swoje doświadczenie w ciągu podobnych doświadczeń bytów cierpiących, w ciągu doświadczeń bytów epoki. Rytmicznie uderzający o szyby deszcz  zdaje się echem jego bólu i jego cierpienia, zdaje się echem kroków stawianych w pustkę. Staff potrafi oddać w wierszu stany uczuciowe, od euforii do skrajnego pesymizmu, a deszcz – będący  przejawem witalności natury, staje się też symbolem upadku   człowieka. Jego rytmika zdaje się rymować z rytmem pulsowania krwi i beznadziejnym biegiem myśli „gdzieś” i „nigdzie”, ku „czemuś” i „donikąd”.

Uroda wiersza Deszcz jesienny polega na niezrównanym zestrojeniu warstwy wyobraźniowej, wizyjnej z kształtami realnego świata, chłostanego przez deszcz, przytłumionego szarością i czernią nisko wiszących chmur. To jest wiersz, który ukazuje maestrię poetycką Leopolda Staffa i jego umiejętność projektowania obrazu kreowanych przestrzeni na stan świadomości człowieka, na jego nastroje, nastawienia, a nawet na jego postawę filozoficzna. Staff odbija kształty świata w człowieku i – na odwrót – wnętrze  człowieka rozciąga daleko poza ich wymiary. Takie wzajemne przenikanie i uzupełnianie możliwe jest tylko w wierszu wspaniale zaprojektowanym, ze znawstwem skontrastowanym i udźwięcznionym, a nade wszystko dopełnionym autentycznym przeżyciem znikomości losów i beznadziejności egzystencji. I puentowanym na każdym poziomie refleksji, melodycznym, przenikliwym jak deszczowy chłód refrenem: O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny/ I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,/ Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…/ Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną/ I światła szarego blask sączy się senny…/ O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: