STO WIERSZY POLSKICH (XI)

Cyprian Norwid, Bema pamięci żałobny rapsod W starożytnej Grecji rapsodowie byli wędrownymi recytatorami poezji epickiej, której rzadko byli autorami. W czasie występów publicznych podczas podniosłych świąt nosili na głowach wieńce z wawrzynu, a w ręku trzymali laskę. Wygłaszali rapsody, czyli fragmenty poematów epickich. W czasach Norwida rapsod oznaczał już podniosły utwór sławiący mężnego herosa i jego czyny, przedstawiający jakiś fragment historii narodu. Bohaterem utworu Norwida jest generał Józef Zachariasz Bem – (urodzony w 1794 roku w Tarnowie – zmarły w 1850 w Aleppo), generał wojsk polskich, węgierskich i tureckich, świetny teoretyk wojskowości, uczestnik kampanii 1812 roku w Królestwie Polskim. Zajmował się on teorią i konstrukcją rakiet, co przypłacił w młodości znacznym oszpeceniem twarzy. W 1822 roku za działalność w Wolnomularstwie Narodowym został usunięty z wojska. Podczas powstania listopadowego odznaczył się brawurowym kierowaniem artylerią w bitwie pod Iganiami,, Ostrołęką i podczas obrony Warszawy, szybko też awansował do rangi generała brygady. Na emigracji we Francji związał się z obozem Czartoryskiego. W czasie Wiosny Ludów kierował obroną rewolucyjnego Wiednia (X 1848), a następnie (1848-1849) dowodził rewolucyjnymi wojskami węgierskimi w Siedmiogrodzie i Banacie. W VIII 1849 roku był wodzem naczelnym armii węgierskiej pod Temesvarem (Timoszoara). Po upadku rewolucji węgierskiej przebywał w Turcji, gdzie jako Murat Pasza służył w armii tureckiej. Wydał: Notes sur les fusées incendiares (1819), tłum. pol.: Uwagi o rakietach zapalających (1953) i O powstaniu narodowym w Polszce (1846-1848). Jakimż wspaniałym przykładem bohatera był Bem dla romantyków! Całe nieomal życie spędził w siodle i nad mapami wojennymi – stale wędrujący i zgodnie z romantycznymi dyrektywami stale szukający swojego miejsca i nigdy go nie znajdujący. Nie bez powodu Norwid tak uwznioślił tego bohatera, nie bez powodu też umieścił pod tytułem motto z Hannibala – jednego z największych wodzów w historii ludzkości. To motto miało podkreślać uniwersalny charakter walki generała i jego służbę dla dobra ludzkości. W kontekście tak wielkich czynów traciły dla Norwida sens oskarżenia o porzucenie wiary ojców, zaprzedanie się innowiercom i wyrzeczenie tradycji narodowej. Właśnie dla podkreślenia wierności ideałom powstał ten utwór i stał się apoteozą polskiego bohaterstwa. Jak pisał Stefan Żeromski: W tym rapsodzie, uzbrojonym w tak niezrównane onomatopeje, tętniącym, połyskliwym, szelestnym i dzwonnym od kopyt rumaka i chrzęstu oręża – jest wszystka tęsknota polska za bohaterem, wodzem, władczym orężem, walką i zwycięstwem. Utwór  ten jest obrazem duszy zbiorowej, niemal dokumentem politycznym. Czesław Miłosz idzie jeszcze dalej, mówiąc: jeżeli istnieje jakaś esencja polskości, to zawarta jest w Norwidzie….

Apoteoza bohaterstwa jest jednakże tylko jedną stroną arcy-rapsodu Norwida. Drugą jest próba przeciwstawienia się utartym wzorcom językowym, poetyckim i filozoficznym oraz ukazania człowieka w sieci przejmujących sprzeczności i zależności – jako bytu transcendentalnego, pielgrzymującego wraz z całą ludzkością i w imię tejże ludzkości do nieba. Jak słusznie zauważa Mieczysław Inglot: Wbrew dominującej w ówczesnej filozofii tendencji do umieszczania człowieka w strumieniu czasu i ujmowania go w perspektywie historycznego stawania się, Norwid ujmował los ludzki w wymiarach transcendentalnych. (…) Człowiek był swym twórcą w takim zakresie, w jakim zdołał przekształcić życie i historię w pielgrzymkę do nieba. Pielgrzymka taka była jego wkładem, przybliżającym chwilę nadejścia Nowego Jeruzalem dla całej ludzkości. Ta ogólna tendencja – dostrzegalna w wielu wierszach Norwida – jest jego dyrektywą twórczą i nieustającą tęsknotą. Utwór zaczyna się od pytania retorycznego i zarazem określenia funeralnej sytuacji: Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz/,Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? –/ Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan. Jak widać pochówek stylizowany jest na pogrzeb rycerski, przy czym wzrok poety pada najpierw na cień generała. To do niego zwraca się autor i dopiero po wstępnym retorycznym pytaniu pojawiają się określniki powoli odsłaniające cały obraz. Domyślamy się, że ciało generała-rycerza leży na wozie, ubrane jest w pancerz i jak w rzeźbiarskich przedstawieniach nagrobnych ręce ma złożone na piersiach albo swobodnie leżące na zbroi (taki wzorzec w sztuce ustaliły trzynasto-  i czternastowieczne nagrobki rycerzy niemieckich i angielskich oraz późniejsze nagrobki rycerzy włoskich i hiszpańskich). To jednak tylko domysły, bo równie dobrze założyć można, że generał – niczym w monumentalizacjach Mickiewicza, Słowackiego czy Krasińskiego – stoi lub w pozycji posągowej porusza się w przestrzeni na koniu. Wtedy przypominałby jedno z bóstw znanych ze starożytności, wtedy przybierałby pozę mitycznego kolosa, albo rzymskiego cezara dumnie wjeżdżającego do miasta i wtedy wiersz  rzeczywiście miałby kształt spiżowy. Pochodnie na wysokości kolan mogą sugerować pierwszą możliwość jak i drugą – mogą być niesione (albo przyczepione do wozu) na wysokości ugiętych kolan (znowu przypominają się nagrobkowe pozy wielkich rycerzy), mogą też znajdować się w górze na tym samym poziomie co kolana postaci pomnikowej, jadącej na koniu. Ową posągowość bohatera podkreśla też monumentalizacja zwycięskiego miecza, przyozdobionego wawrzynem i oblanego woskowymi łzami. Już na tej płaszczyźnie odsłaniania język poetycki  Norwida zestraja efekty wizualne i dźwiękowe – iskry strzelające z pochodni grają, a gromnice płaczą. W następnych wersach dochodzą kolejne elementy uwzniaślające, rytmizujące i dźwiękonaśladowcze.  Norwid stale pragnie zawierać w słowach i symbolach możliwie najszerszą rzeczywistość. Sokół nie pojawiający się raczej przy okazji pogrzebów rycerskich, obecny bywał podczas pogrzebów muzułmańskich i nie można wykluczyć, że pojawił się podczas pochówku w Aleppo. Bywał także jednym z elementów obrzędów pogańskich, co zaświadcza między innymi Mickiewicz cytujący Stryjkowskiego w przypisach do Grażyny Nie bez znaczenia są też symboliczne konotacje związane z tym pięknym skrzydlatym tworem. W starożytnym Egipcie był księciem ptaków i świata podziemnego, w starożytnej Grecji jego kształt przybierał Apollo, był też umieszczony na godle wojennym Attylli, a potem pojawiał się w emblematyce i symbolice rycerskiej. Tutaj sokół rwie się do lotu, a w takich sytuacjach zawsze wiąże się to z wzniosłością, panoramicznym spojrzeniem na świat, podążaniem ku niebu. wraz z tym ptakiem wprowadza też Norwid do kreowanej przestrzeni kolejny po ziemi (trup, droga,) i ogniu (pochodnie, gromnice, iskry) żywioł – tym razem jest to powietrze (wiatr, a nawet spora wichura). Owo zrywanie się, ale przecież jeszcze nie zerwanie się ptaka zestrojone zostało z rytmicznym podrywaniem nogi przez konia. Pochód pogrzebowy Bema porusza się zatem jakby w rytm jakiegoś tajemnego tańca. Być może jest to danse macabre, ale może to też być jakiś zwiewny taniec pogański, którego rytm wyznaczają periodyczne zmiany zachodzące w naturze, taniec żałobny i zarazem pochwalny, ruchowe epitafium i epitalamium. Gdy wichura wzmaga się, w kolejnych wersach znowu wracają atrybuty rycerskie: proporce, namioty, znaki godności i rodu. Pochód porusza się torując sobie drogę pośród wichury i nagle – z iście Norwidowską finezją – mamy do czynienia z przerzuceniem akcji lirycznej ku niebu. Proporce rycerskie kojarzą się poecie z wojskami rozkładającymi i składającymi namioty, a także koczującymi na niebie. Nagle świat ziemski ujawnia się jako antyteza świata niebiańskiego. To nagła odbicie na niebie rzeczywistości z minionego życia generała Bema to prawdziwy majstersztyk poetycki Norwida. Tego rodzaju zabieg natychmiast wyposaża opisywaną rzeczywistość w nieomal nieskończoną głębię, nadaje odległościom wymiarów jakie odnajdziemy w świecie mitu, legendy i baśni. Cienie momentalnie się wydłużają, a cały krajobraz zyskuje rozległość ponadnaturalną. I nic dziwnego, że w tym momencie rozlegają się anielskie fanfary, które w zgodzie z poetyką wiersza-płaczu  we łkaniu aż się zanoszą. Ma to podkreślać żałość, ból, przygnębienie z powodu śmierci bohatera, a zarazem są to jakby kolejne diatoniczne melodie ogromnego chorału natury, pochylającej się nad zmarłym wraz ze znakami rycerskimi, które jak zranione ptaki opuszczają skrzydła. Tutaj dla jeszcze silniejszego podkreślenia bólu i rozpaczy wprowadza Norwid porównanie piętrowe. Znaki opuszczają skrzydła jak ptaki, ale też  Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury – charakterystyczne elementy emblematyki i heraldyki rycerskiej. Dodatkowo jeszcze owe zwierzęta symboliczne pojawiające się na znakach i uderzające na wietrze w piki do których zostały przymocowane przypominają poecie znakomite pomysły wojenne generała Bema. W tego rodzaju segmentowych porównaniach objawia się najpełniej owo przeświadczenie Norwida, że świat składa się z przenikających się struktur materialnych i duchowych. Mieczysław Inglot widzi w takich momentach wręcz istotę jego poetyckiej wizji świata: Najważniejszym elementem poetyckiego światopoglądu Norwida było przekonanie o materialno-duchowej strukturze świata. Poeta borykał się z materią słownego znaku, aby wyrazić możliwie najtrafniej jego duchowe znaczenie. Poprzez powierzchnię znaków docierał do duchowej głębi znaczeń. Śmierć pojawiająca się w pierwszej części rapsodu nie jest zbyt groźna. Daleka od makabry i groteski średniowiecznej, daleka od idealizacji sentymentalnej, przybiera formułę łagodnego przejścia z bytu materialnego do bytu duchowego, a pochód pogrzebowy staje się jakby w takim kontekście rozległą synekdochą takiego właśnie przesunięcia w świadomości śmierci.

Ta odmienność rozumienia i postrzegania śmierci u Norwida może wydać się czymś niezrozumiałym, czymś wydumanym, czymś nie mieszczącym się w romantycznej kosmogonii wiecznych przeciwieństw. To dlatego w drugiej części utworu mamy do czynienia z odrealnieniem i jakby chwilowym przeniesieniem zdarzeń w zamierzchłą przeszłość pogańską. Cztery grupy żałobnic rozrzucają zioła na drodze pochodu, zbierają w konchy łzy, tłuką o ziemię  wielkie  gliniane  naczynia.  Najważniejsze  zdają  się  te,  które   drogi  szukają,  choć  p r z e d   w i e k a m i   z r o b i o n a … Tutaj Norwid wprowadza swój metajęzyk. Do tej pory opowiadał historię pochodu pogrzebowego znamienitego rycerza, generała wojsk –polskich, węgierskich i tureckich, a teraz wprowadza refleksję ogólniejszą. Obrzęd staje się pogrzebem przedstawiciela całej ludzkości, staje się symbolicznym podążaniem człowieka ku grobowi, ku wieczności. Ta droga przedwieczna, to szlak jaki przechodził i przejdzie każdy człowiek i cała ludzkość zarazem – to droga śmierci i ku śmierci. Metajęzyk symboliczny zaznacza Norwid, jak w wielu swoich utworach, rozstrzeleniem liter. Prowadzi w ten sposób dialog z czytelnikiem i pragnie by przy okazji opisu pogrzebu generała zadumał się on nad całym bytem ludzkim. Bem jest przedstawicielem ludzkości, która na zawsze odchodzi, ale też jest symbolem romantycznego wnikania w wieczność, przeistaczania się i łączenia z naturą. Ten pogrzeb i ta śmierć mają  odsłaniać ukryty wymiar egzystencji. Szczegółowa analiza twórczości Norwida odsłania pokłady tanatycznych fascynacji i lęków poety, którego kulminacją jest zapewne wiersz LXXXII z Vade-mecum. Bez wątpienia śmierć  była jednym z wyznaczników jego poetyckiego świata. Te penetracje i demaskacje miały wieloraki charakter – rozgrywały się pośród przestrzeni symbolicznych, w świecie realnym, w rozważaniach na temat przeszłości, w listach. Owe śmiertelne panny żałobne odrealniają i teatralizują przestrzeń wykreowaną przez Norwida. Ich pochodzenie jest dość mgliste – z jednej strony przypominają rzymskie płaczki żałobne, a ze strony drugiej jakieś greckie najady, driady lub nimfy albo słowiańskie rusałki. Są one też kapłankami w obrzędzie uświęconej śmiercią bohatera nieskończoności i sakralnej wieczności. Trzecia część rapsodu to powrót do rzeczywistości pogrzebu rycerskiego. Znowu Norwid wskazuje, iż pochód porusza się rytmicznie, bo chłopcy i pachołki wystukują ten rytm uderzając w topory i tarcze. Jest to ten moment dnia, kiedy błękit nieba tężeje i powoli zaczyna przekształcać się w granat. Ów błękit poeta dostrzega na toporach trzymanych przez chłopców. Muszą one być niezwykle wypolerowane w walce, skoro odbijają coś tak subtelnego. Ileż trzeba wiedzieć o świecie, ileż trzeba mieć wizualnej i kolorystycznej wrażliwości, żeby dostrzec błękitniejące cienie i takież odbicia. Norwid zdecydowanie wyprzedza w tym względzie malarskie odkrycia impresjonistów. Tarcze rude od pochodni niesionych w pochodzie sugerują, iż w tejże chwili zmienia się pora dnia – światło bywa rude właśnie o zmierzchu. Obok panien żałobnych i zwłok generała Bema, chłopcy i pachołki to kolejne osoby biorące udział w marszu.   Ale jest też: Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,/ Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne… Taka chorągiew oznacza kogoś bardzo ważnego, zwykle króla, albo hetmana. Tutaj jest zarówno oznaczeniem godności hetmańskiej Bema, jak i filarem podtrzymującym strop niebieski. Ten chybotliwy świat, jakby oglądany z wozu, albo konia na którym wiezione są zwłoki potrzebuje wsparcia, jakiegoś trwalszego elementu i taką kolumną rzeczywistości staje się przeogromna chorągiew. Mieczysław Inglot zwraca uwagę, iż kolumna należy do stałych motywów metaforycznych w poezji Norwida, tutaj jest ona jednakże elementem w przestrzeni nagle zarchitektonizowanej. Dopiero dwudziesty wiek przyniósł zjawiskowe obrazy, w których natura przechodzi niepostrzeżenie w regularne formy i kształty architektoniczne. W poezji romantycznej tego rodzaju architektonizacje pojawiły się z znacznym wyprzedzeniem wizji surrealistycznych.

Część czwarta przynosi kolejne elementy kreowanego świata, a zarazem dalsze etapy opisu widmowego pochodu – wejście w wąwóz, wyjście w światło księżyca, blaski na pikach. Do tej pory w utworze pojawiły się trzy żywioły z Empedoklesowej typologii podstawowych elementów natury. W tej części dochodzi element czwarty – woda. Pochód wchodzi w wąwóz, co metaforycznie kojarzy się poecie z jego zatonięciem. W tym momencie zmienia się też pora dnia. Słońce zachodzi i na niebie pojawia się wyraziście księżyc. Pochód wychodząc z wąwozu wyraźnie rysuje się na tle ogromniejącego nad horyzontem księżyca. Obserwacje z natury raz jeszcze są tu adekwatne – rzeczywiście odległe postacie na tle księżyca czernieją, a jedynie na ich obrzeżach zaznacza się jakby ognisty kontur (zimny blask). Ten blask pojawia się to tu, to tam, co podkreśla raz jeszcze, że cała grupa znajduje się w ruchu. Światło pojawia się na ostrzach i mogą to być ostre krawędzie sylwetek ludzkich, koni, wozu, ale też mogą to być ostrza niesionych pik, włóczni, toporów. Tutaj – jak chce tego Jastrun – Język Norwida nabiera szorstkości i wagi. Zdania jego mają walor rzeźbiarski Ostatni wers tej części jest podsumowaniem i zarazem jeszcze jednym konsekwentnym nawiązaniem do poetyki żywiołów – skoro grupa jakby utonęła i na moment ucichły jej odgłosy, pojawienie się przypominać musi wypluśnięcie fali, hałaśliwe, podkreślające gwałtowność takiego zjawiska. Norwid nazywa odgłosy dochodzące z pochodu chorałem i trudno byłoby znaleźć trafniejsze określenie dla tylu osobnych, diatonicznych dźwięków.   Część piąta przynosi zawołanie, które brzmi jak hasło do walki. Pochód podąża wciąż naprzód, ale poeta pragnie by zmierzał on w dal jeszcze rytmiczniej i pewniej. Przeczuwając bliski koniec drogi dodaje idącym, czy posuwającym się postaciom odwagi. Tutaj znowu na plan pierwszy wysuwa się Norwidowski metajęzyk. Zwracając się do uczestników pochodu, poeta raz jeszcze zwraca się do całej ludzkości. Grób jest grobem, ale też i odwieczną czeluścią za drogą, czyli po życiu. Ludzkość nie znajdzie sposobu by pokonać śmierć i nie znajdzie sposobu by przeskoczyć wieczność. Raz jeszcze pochód żałobników stał się metaforą ludzkiego losu, a generał Bem hiperbolą człowieczeństwa.  I tak oto raz jeszcze – Poetycka metafora Norwida staje się próbą twórczego zapanowania nad tajemnicami ludzkiej egzystencji. Zapanowania i nie zapanowania, chwilowego przekonania, że można spojrzeć w śmierć i w wieczność. Tam jest odpowiedź na podstawowe pytania ludzkiej egzystencji i tam odpowiedzi nie ma. Jest tylko znikomość, chwila rozbłysku, złudne przekonanie, że w pozorze jest reguła, że to co ulotne ułoży się w kształt Boski. Taka chwila jest niezwykle bolesna, taka chwila niesie doświadczenie końca i ekstazę kresu, ale przede wszystkim rani duszę. Można się jeszcze buntować, można spinać konia włócznią albo ostrogą, można z szaleńczą brawurą ruszyć do przodu. Taką sytuację mamy w szóstej części rapsodu. Tutaj akcja liryczna nabiera nagłego przyspieszenia. Po leniwym, tanecznym posuwaniu się do przodu, nagle – z całą siłą Norwidowskiej ironii – następuje skok do przodu. Jakże jest komiczny ten obraz. Koń zrywający się do skoku by przesadzić czeluść śmierci i przepaść wieczności. Ale – dodajmy zaraz – jakże też romantyczny. To jest to samo rzucanie się na ogromy co u Goethego, Schillera, Byrona, Mickiewicza, to jest ta sama romantyczna brawura co u Fausta, Karola Moora, Conrada (z Korsarza), Konrada (z Dziadów), to są podobne gesty, podobne znaczenia. Narratorowi wydaje się, że romantyczny bunt, owo uderzanie urnami o bramy i bicie w nie toporami zdoła obudzić śpiące miasta i spowoduje, że ludzie nagle przejrzą na oczy. W obliczu symbolicznego pochodu generała Bema – przedstawiciela ludzkości, która odchodzi, w obliczu nieubłaganej śmierci i grozy wieczności – zobaczą oni, że są jak on wiecznymi emigrantami, że są pielgrzymami i mają za mało czasu by tracić go na ciągnące się spory, kłótnie, wojny. Wreszcie zobaczą – jak Norwid, jak Bem – co jest  ludzkim powołaniem. Norwid symbolizuje dodatkowo zachowania symbolicznych postaci, bo chce by patrzyli oni na świat tak jak patrzył jego bohater. Pragnie by wprowadzone do tej części powszechnie znane i zrozumiałe symbole odsłoniły raz jeszcze prawdziwy wymiar człowieczeństwa. To może szokować, ale przecież o to chodzi Norwidowi, który zawsze prowadzi ironiczny i jakże bolesny dialog z czytelnikiem, pragnie by Człowiek włączał się w historię, w swoją historię, i słuchając głosu Bożego (…), doskonalił siebie i dzieje. Bema pamięci żałobny-rapsod jest opisem symbolicznego pogrzebu znamienitego generała, ale też potwierdzeniem starej prawdy o przemijalności chwały tego świata i każdej rzeczy, która na nim jest. Ostateczne, oddzielone wymownym milczeniem, Dalej – dalej – – (w. 30) jest pochyleniem głowy i ostatecznym poddaniem się prawom jakie rządzą ludzkim bytem. Człowiek musi podążać na spotkanie śmierci, bo ona ustala proporcje i wyznacza granice. Jest kropką na końcu zdania i wielką, wielką niewiadomą, ostatnim uderzeniem w talerz, albo ostatnią zgłoską w wielkim chorale natury, historii, czasu i przestrzeni. Utwór rozgrywa się na wielu płaszczyznach i w wielu wymiarach. Poecie udało się stworzyć dzieło, w którym świetlistość i efekty barwne zostały znakomicie zestrojone z warstwą dźwiękową i muzyczną. Dzieło jest zatem feerią rozbłysków, odbić, olśnień, ale też czymś na kształt utworu muzycznego, w którym instrumentami są ludzie i przedmioty wydające najprzeróżniejsze dźwięki – od płaczu i żałosnego łkania, poprzez odgłosy trąb i strzelających w powietrzu iskier. Ale utwór ten rozgrywa się też pośród dwóch rzeczywistości symbolicznych – pierwszej; symbolicznej krainy symbolicznego, rycerskiego pogrzebu, i drugiej: przeogromnej przestrzeni wspieranej przez kolumny z kopii i lanc, przestrzeni graniczącej z wiecznością, krainy, gdzie pewna jest jedynie śmierć, a jej opis możliwy jest tylko przy zastosowaniu Norwidowskiego metajęzyka. Bema pamięci żałobny rapsod jest wieloznacznym i głębokim spojrzeniem w śmierć i w wieczność, jest odważną próbą zatrzymania wzroku na zbyt jasnym świetle i zbyt mrocznej czerni i jest próbą odpowiedzi na pytanie o kierunek i sens ludzkiego bytowania.

Ilustracją wpisu są oryginalne grafiki Cypriana Norwida.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: