WSZECHŚWIAT WEDŁUG STEPHENA HAWKINGA

Oglądałem film o wszechświecie, którego narratorem jest wybitny brytyjski uczony z Oxfordu – Stephen Hawking. Mówi w nim o wielkim wybuchu, który zainicjował rozszerzanie się wielkich przestrzeni, tworzenie galaktyk i innych ciał niebieskich. Naukowiec pyta, czy wszystko było wynikiem przypadku, a zaistnienie życia czymś wyjątkowym w skali całego kosmosu. To trudne do zaakceptowania, ale Hawking dopuszcza taką możliwość, tym bardziej, że jesteśmy tak bardzo oddaleni od innych układów gwiezdnych i być może nigdy się o tym nie przekonamy. Słuchając komentarzy kosmologa zastanawiałem się nad konstrukcją wszechświata, który wypełniony jest w dwudziestu dwóch procentach – najbardziej tajemniczą i trudna do pojęcia – czarną materią oraz tajemniczą energią. Wszakże sama zasada działania układów planetarnych, galaktyk i całego kosmicznego przestworu, wskazuje na to, że zostało to wspaniale „obmyślane”. Galaktyki nie krążyłyby wokół własnej osi i nie trwałyby w swoim kształcie przez miliardy lat, gdyby nie czarne dziury, które najczęściej znajdują się w ich centrum. Podobnie planety nie krążyłyby eliptycznych orbitach wokół gwiazd, gdyby nie grawitacja i ich oddziaływanie na mniejsze twory. Śledząc skomplikowanie i zasadę konstrukcyjną materii, od cząstek najmniejszych do struktur największych, zauważamy wyrazistą  z a s a d ę… Czyżby po big bangu wszystko samoistnie się tak poustawiało? Czy może  K t o ś   lub coś, nadało taki kierunek dalszym przekształceniom i coraz bardziej skomplikowanym metamorfozom? Od dawna zajmują mnie sprawy związane z kosmogonią, czemu wyraz dałem w książce o Juliuszu Słowackim, a teraz w serii filmów z Hawkingiem, odnajduję wiele problemów, nad którymi od dawna się zastanawiam i które zapewne uważnie będę studiował. Moja biblioteka książek na temat wszechświata jest bardzo duża, ale wciąż pojawiają się w niej nowe, ekscytujące prace. Filozofowie mówili od dawien dawna o pierwszej przyczynie i w narracji Brytyjczyka odnajduję echo tych pierwiastkowych pytań i szerokich rozważań (np. Kanta…). Skoro w widzialnym wszechświecie wszystko ma swoją przyczynę, trudno byłoby przyjąć, że wszechświat i przypisana mu cała przeogromna kosmogonia, przyczyny nie miały. Może wszakże być tak – sugeruje kosmolog – że wielki wybuch był efektem wydarzeń w niewyobrażalnie wielkim prawszechświecie, w którym nasza przestrzeń jest tylko jedną z alternatywnych mutacji. Zachodziłaby wtedy taka sama reakcja, jak przy uderzeniach kulek zawieszonych na tzw. kołysce Newtona. To wahadło ilustruje prawo zachowania pędu i energii kinetycznej podczas sprężystego zderzenia kul. Jak przy uderzeniach małych stalowych „planet”, tak samo mogłyby reagować sąsiadujące ze sobą wszechświaty, które są kulami sferycznymi, a nasz wielki wybuch mógłby być wynikiem tego, co zdarzyło się w jednym, bądź wielu wszechświatach sąsiadujących ze sobą, ustawionych w rzędzie lub pędzących ku sobie z ogromną szybkością. Ach, jaka piękna teoria i może za sto lat będą ją określać moim nazwiskiem…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: