JERZY FRYCKOWSKI

Jerzy Fryckowski - Ten z lewej - 🙂

Poezja Jerzego Fryckowskiego jest zapisem niezwykłej wrażliwości, która zrodziła się wraz przekonaniem, że twórca czuwa na posterunku, poświęca się dla najbliższych, dla samego siebie i dla całej ludzkości. Jego wiara w ożywczą i ocalającą moc słowa jest ogromna, bo jest odpowiedzią na wezwanie, płynące gdzieś z głębi świata, z jakichś przepastnych dali, łkających w nim jak dziecko i stale domagających się zadośćuczynienia. To jest przekleństwo i dar bogatego wnętrza, które otwiera się w poecie jak magiczna przestrzeń, a zarazem zamyka się w nim w sposób gwałtowny i nieoczekiwany. On patrzy na rzeczywistość przez filtr doświadczeń dzieciństwa i młodości, by wydobyć z nich esencję istnienia. Chciałby w swoich przeżyciach znaleźć jakąś ogólną zasadę, którą dałoby się zastosować do każdej sytuacji i do każdego bytu. Często jednak jest bezradny i staje oszołomiony w obliczu zaborczych i bezlitosnych mechanizmów przetrwania, próbuje znaleźć ścieżkę, prowadzącą do celu, albo będącą szlakiem ku wyrazistym rozgałęzieniom, dającym nadzieję, że nagle nie skończy się wszystko. To jest poezja eschatologiczna, w najgłębszej swej tajni, a zarazem – o paradoksie liryki – jest to pochwała egzystencji czystej, nieskażonej śmiercią i nieustannie stawiającej sobie zadania ponad siły. Nikt nie rodzi się z gotowym planem na życie i nikt nie ma pewności, kiedy ono dobiegnie kresu, jakimi zdarzeniami będzie wypełnione i co ostatecznie je określi. Poeta może wszakże pokusić się o syntezę, która ogarnia przeszłość, jest utwierdzona w teraźniejszości i wybiega daleko w przyszłość. Jego widzenie wymiarów świata jest odsłanianiem kolejnych warstw rzeczywistości, pełnym świetlistych odkryć i doświadczeń, ale też i bolesnych porażek, poczucia przegrania i końca wszystkiego. Człowiek dociera najgłębiej do istoty kosmicznego bytowania, choć nie opuszcza go poczucie ułudy, zagubienia pośród ogromów i nieustannej utraty tego, co zostało utwierdzone w rozognionej świadomości. Tak istniejąc pomiędzy przeciwstawnymi biegunami, tak rozdwajając się i zwielokrotniając się w sobie, tak tracąc siebie każdego dnia, buduje od nowa świątynię wiersza i próbuje uchwycić ulotne kształty danych mu chwil.

Istotną sprawą w tych utworach jest też pasja polemiczna i publicystyczna dociekliwość, która każe zatrzymać się nad małymi i wielkimi zdarzeniami. Wtedy liryka rozciąga się od spraw osobistych do walki o ojczyznę, wtedy żona pojawia się obok prezydenta kraju, a oprawca obok anioła – wtedy szyderstwa rzeczywistości stają się kontrapunktem dla intymności i subtelnych prób zrozumienia przeciwieństw. W takim ujęciu pojawia się bolesna wizja świata, który nie toleruje ludzi wrażliwych i szukających prawdy o nim – tak rodzi się wizja jak z obrazów Hieronima Boscha, pulsujących groźną energią rozkładu i niosących w sobie zapowiedź końca czasu. Świat staje się monstrualnym szpitalem, którym rządzą zjawy, fantomy, a tylko wrażliwość dziecka jest rzeczywista i odrywa się od tych miejsc, lecąc za marzeniami, szukając potwierdzenia, że istnieje gdzieś inny wymiar. Właśnie przecięcie płaszczyzn świadomości, skrzyżowanie doświadczeń delikatnych i okrutnych jest charakterystyczne dla tej poezji, która nie stawia sobie żadnych ograniczeń, pochyla się nad „babcią klozetową” i zamordowanym księdzem, nad gruźlikiem i bohaterem, nad katem i nad aniołem z połamanymi skrzydłami, a wreszcie nad hipotetycznym człowiekiem i jego odbiciem w sieci krzywych luster. Fryckowski potrafi wspaniale ironizować, ale podłoże tych jego operacji jest gorzkie, smutne, ukazujące ukryty wymiar świata, jako wielkiego szpitala wariatów, monstrualnej komicznej armii i więzienia, w którym rządzą dziwne twory. Jak ma postępować człowiek, który odkrył w sobie ranę poezji, dokąd uciekać ma ten, który stoi na warcie wrażliwości i szuka odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencji? Może tylko wiersz jest takim obszarem bezpieczeństwa i tajemnicy, może jedynie wieloznaczne i konkretne słowo zawiera w sobie moc ocalającą i przenoszącą byt ku nowym przestrzeniom i zapowiadanym dniom. Ale dochodzi się do nich okrężną drogą, przez doświadczenie bólu i przegrania, upadku i załamania, nagłego zamilknięcia i braku oddechu. Euforia nowego poetyckiego stworzenia otwiera jednak inną perspektywę, przydaje treści temu, co wydawało się beznadziejne, zapowiada powstanie z prochu i lot ku gwiazdom.

Poeta istnieje w świecie i „migocze” w swoich wierszach, żyje i umiera jednocześnie, tworzy nowe przestrzenie i zamyka je w semantyce wersów i metafor. Jego doświadczenia mają wartość dla konkretnej biografii, ale wpisane w wymiar liryki, stają się cząstką uniwersum, zapełniają luki w czasie i są obietnicą spełnienia. Z jednej strony jest cierpienie po stracie matki, a na przeciwległym krańcu bytowania, lokuje się radość z narodzin dzieci i miłość do kobiety. Bliskość i ciepło może redukować chłód wszechświata, ale też jest pułapką dla eksperymentującej świadomości, zawłaszcza cząstkę świętego czasu i w ostatecznym rozrachunku prowadzi ku zatracie. Ten dylemat wyraźny jest w wierszach Fryckowskiego, który próbuje odzwierciedlać złożoność tego, co w „zwykłej” egzystencji wydaje się proste, jednoznaczne, ostatecznie ukształtowane. Poeta szuka takich znaków i takiej symboliki, które odzwierciedliłyby jego przeczucie metamorfozy, nieustającego pędu, zmienności struktur i przestrzeni. Narodziny to moment początkowy i zarazem chwila ostatnia bezpiecznego schronu w ciele matki, to śmierć rozciągnięta w czasie i nieustannie przypominająca o sobie, wdzierająca się do utrwalanej na chwilę harmonii. Ale rozpad jest nieuchronny, bo entropia jest zasadą obowiązującą we wszechświecie i nic nie zdoła się jej przeciwstawić. Można wszakże anihilować ją w obrębie budowanych struktur, można odsuwać ją w dal i na chwilę o niej zapominać, choć i tak najmniejszy ból będzie jej przypomnieniem. Poeta, posiadający tak wielką wiedzę o pierwotnej naturze rozpadu, staje się sam dla siebie zagadką, ale musi być przewodnikiem i profetą, musi wskazywać kierunek, a często wręcz mknąć jak strzała w kierunku niewidocznego celu. To poezja przydaje mu impetu, to siła wiersza popycha go do przodu, a jednostkowe doświadczenia wyposażają go w wiedzę o potencjalnych niebezpieczeństwach. Na szczęście zbroja słów jest twarda, poczucie misji ogromne, a chęć manifestowania integralności autentyczna i wiążąca się z jednostkowymi doświadczeniami, wpisującymi się w powszechny obieg ludzkich przeżyć. Tylko skąd ta tęsknota…? Skąd przeświadczenie, że w jednym słowie znaleźć można cel i wartość nie do oszacowania, skąd tak ekstremalny wybór drogi? Poeta odpowiada na te pytania w kolejnych wierszach, a zarazem pozostawia ogromny margines dla wrażliwego czytelnika. W takim rozumieniu liryka ta jest otwarta i zamknięta zarazem, dopełniona i stale szukająca nowego interpretatora, mającego w sobie podobną ranę i chcącego zrozumieć ulotny fenomen istnienia.

2 Komentarze

  1. Piker said,

    2013/01/14 @ 18:49

    fajny pies ale ten pan z lewej … to cos nie tengo jakis mi podejrzany


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: