TOMASZ GOLLOB MISTRZEM ŚWIATA

Wczoraj wieczorem, na torze we Włoszech, Tomasz Gollob został indywidualnym mistrzem świata na żużlu. Trzydzieści siedem lat temu, po raz pierwszy dla Polski, tytuł ten, zdobył Jerzy Szczakiel i doskonale pamiętam jakie wtedy były emocje. Ach, ten dodatkowy wyścig z Ivanem Maugerem i wygrana po upadku Nowozelandczyka… Moje wspomnienia podążają jednak najpierw ku czasom wczesnego dzieciństwa, gdy mój ojciec po raz pierwszy zabrał mnie na żużel i prawdziwie oszołomił mnie wtedy bydgoszczanin Stanisław Kasa. Jeździł z czerwoną apaszka pod brodą i przeprowadzał na torze brawurowe akcje, które zapierały dech w piersiach. Potem, gdy trochę podrosłem, sam wybierałem się na stadion Polonii i przyglądałem się wyczynom Henryka Glücklicha i jego kolegów. Byłem na wielu meczach ligowych, na zawodach międzynarodowych, na mistrzostwach kraju i na turniejach o Złoty Kask. Sporo moich kolegów fascynowało się wtedy żużlem i naśladując najlepszych kierowców, urządzaliśmy wyścigi na rowerach wokół szkolnego boiska lub na asfaltowych dróżkach, służących do nauki zasad ruchu drogowego. Ile razy miałem wtedy pościerane łokcie i kolana, w ilu uczestniczyłem karambolach, czasem wyglądających tak samo groźnie, jak te na stadionie żużlowym. Był taki czas, że chciałem zapisać się do szkółki żużlowej i nawet poszedłem na pierwsze spotkanie, ale ostatecznie górę wzięły moje talenty bramkarskie i grałem w drużynach Zawiszy i Polonii. Jak groźny jest czarny sport przekonałem się, gdy podczas meczów ligowych ze Spartą Wrocław i Śląskiem Świętochłowice zginęli na torze młodzi nasi zawodnicy: Jerzy Bildziukiewicz (†1971) i Zbigniew Malinowski (†1974). Stałem bardzo blisko ogrodzenia, gdzie zginął ten pierwszy sportowiec i wywarło to na mnie wielkie wrażenie, może nawet odwiodło mnie od uprawiania tego sportu i skłoniło do ostrożniejszej jazdy na motorowerach i motocyklach. Wyprawy na żużel to było prawdziwe święto, z tłumami kibiców, obstawą milicyjno-ormowską i wypełnianiem w skupieniu specjalnych programów, które kupowało się w kasie. Na torze niepodzielnie panował Glücklich, a wspomagał go znakomicie Kasa, Marian Zaranek, Andrzej Koselski, Marek Ziarnik i inni, którzy wygrywali z tak znanymi zawodnikami jak np. Andrzej Wyglenda, Stanisław Tkocz, Andrzej Pogorzelski i Edward Jancarz. Z czasem, gdy zacząłem trenować boks i sporty walki, odszedłem od żużla, choć zawsze obserwowałem w prasie i w telewizji, co działo się w tym sporcie. W roku 1984, gdy byłem na ostatnim roku polonistyki trafiłem, jako nauczyciel języka polskiego, do szkoły nr 39 w Bydgoszczy. Miałem tam klasę czwartą i siódmą i pośród tych starszych dzieci był Jacek Gollob, bystry chłopak, który wtedy fascynował się muzyką punkowską, chodził w czarnej, skórzanej kurtce i prezentował na lekcjach bardzo ciekawe poglądy. Na przerwach rozmawiał często z wyższym nieco chłopcem, którego z czasem przedstawił mi jako swojego młodszego brata – Tomka. Tak poznałem przyszłego Mistrza Świata. Gdy Jacek mówił mi, że chce zostać zawodnikiem w motocrossie lub żużlowcem, kiwałem z dezaprobatą głową, bo chłopak był skromnej postury. Dopiero po latach zobaczyłem, że sił starczyło mu by zdobyć dwa razy tytuł Mistrza Polski i udanie przez wiele lat startować w zawodach żużlowych. Jego brat, w czasach szkolnych, był ładnym chłopcem, z bujną czarną czupryną, bardzo grzecznym, a na pewno o wiele grzeczniejszym od Jacka, który potrafił nieźle namieszać. Cieszę się, że Jacek przejął ode mnie upodobanie dobrej literatury i chwalił się w wywiadach jakie to poważne książki czytał, wprawiając tym w podziw i osłupienie różnych tzw. dziennikarzy sportowych. Szczególnie przypadł mu wtedy do gustu Władca pierścienia Tolkiena, a przecież daleko jeszcze wtedy było do ekranizacji tej słynnej powieści i krążyła ona tylko pośród fascynatów literatury SF i fantasy. Jak dzisiaj, widzę obu braci, stojących na hallu szkolnym, rozmawiających i zawsze do siebie podbiegających na przerwach, wspierających się w chłopięcych potyczkach. Wtedy bardzo różnili się wizualnie, a teraz, gdy Tomek wyłysiał, bardziej upodobnił się do Jacka. Od dawna należał mu się tytuł Mistrza Świata i cieszę się, że wreszcie go zdobył. To jeden z największych sportowców polskich, mający oryginalne poglądy na życie i kierujący się wielką pasją, która go ukształtowała i niezwykle wzbogaciła jego osobowość. Teraz staje w szeregu takich tuzów czarnego sportu jak Ivan Mauger, Barry Briggs, Hans Nielsen, Ole Olsen, Tony Ricardsson, Jason Crump i wspomniany wcześniej Jerzy Szczakiel. Tomek wyszedł z Bydgoszczy i pozostanie na zawsze kimś, kto przez swoją pracę i siłę charakteru, wiele w nim osiągnął. A wyjechawszy z niego, wracając często i stale w nim mieszkając, stał się postacią daleko wykraczającą poza regionalne opłotki i przetasowania – wydźwignął się ku wielkościom światowym, doszedł do wytyczonego celu, pokazał jaki charakter mają silni bydgoszczanie. Prawdziwy Mistrz…

Reklamy

2 Komentarze

  1. Bydgoszcznka said,

    2011/02/03 @ 10:10

    Witam serdecznie. Mam pytanie. Z koleżanką piszemy artykuły o zawodnikach bydgoskiej Polonii. Czy możemy wykorzystać fragment tekstu do jednego z artykułu? Miał by wyglądać to tak:
    Dla nich na zawsze pozostał zdolnym, ambitnym żużlowcem, któremu nie dane było zrealizować swoich planów. Jeden z kibiców pisze tak: „gdy mój ojciec po raz pierwszy zabrał mnie na żużel i prawdziwie oszołomił mnie wtedy bydgoszczanin Stanisław Kasa. Jeździł z czerwoną apaszka pod brodą i przeprowadzał na torze brawurowe akcje, które zapierały dech w piersiach.”

    • lebioda said,

      2011/02/03 @ 19:17

      Tak, tak… Proszę korzystać… Kasa był naprawdę brawurowy…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: