KRASIŃSKI I WRZEŚNIOWE CHMURY

Pisałem już o mojej szczególnej wrażliwości na kształty, barwy, symbolikę i zmienność chmur. Już jako mały chłopiec leżałem często na piasku lub trawie i patrzyłem jak płyną one po niebie. Są częścią naszego życia i draperią przestrzeni, z którą obcujemy od samych narodzin. Często są ostatnim widzianym obrazem dla ludzi, odchodzących z tego świata, po raz ostatni zamykających oczy. Chodzę teraz, jak to mówią czasem ironicznie o poetach lub lekkoduchach, z głową w chmurach. Niestety ta ogromna, inspirująca materia w dziełach literackich jest praktycznie nie zbadana, próżno szukać książek o obrazach i przywołaniach chmur w pismach Mickiewicza, Słowackiego, Kraszewskiego czy Miłosza. Zamieszczając kolejne obrazy fenomenów atmosfery – tym razem wrześniowych – odnotowuję, co powiedział o nich i jak się w nie wpatrywał, mniej więcej w tym samym momencie roku, hrabia Zygmunt Krasiński. Pisał do swojej największej miłości i powierniczki duchowej, Delfiny Potockiej: Wczoraj ku wieczorowi usiadłem wśród błot i krzaków na kępie, słońce szło ku zachodowi, olszyna niedaleko, z obu stron trzęsawisk wzgóreczki żółte po zżętym zbożu, nad głową kopuła wielka, polska, jakby na morzu widnokrąg, zasian już jesiennymi chmury, co w rozmaitych warstwach niższych, wyższych suną, a promienie słońca ukośnie przedzierają się na wskroś tych piątr. – Wielka cichość, niezmierny obszar – i tak siedząc znów zacząłem myśleć o tym, co zowiesz dzieciństwa płaczami, błędami młodości i zgrzybiałości gderaniem, a skąd i gdzie wśród tych pisków, zgrzytów, bełkotań dosłychać się muzyki głosu Bożego! A gdym tak myślał, podniósłszy oczy obaczyłem kawał błękitnego nieba nad głową! Czemuż nie błękitnym mi powietrze obok mnie, to bliskie, które wieje we mnie, to, którym oddycham, tylko ono, co nade mną? A jednak i tamto tym samym powietrzem. Otóż ta między nami różnica, że dolne powietrze otacza mnie cząstkami swymi, a górne wisi mi nad głową w całości swojej, w ogromie swoim – strumyki powietrza płyną koło mnie, ale ocean powietrza nade mną się kołysze. Pierwsze niewidzialnymi są, drugi z lazuru, a tym tylko z lazuru, że widzian przeze mnie w całości swojej, niż już jako cząstka, ale jako wszystkość widnokrężna. [Z. K r a s i ń s k i, List do Delfiny Potockiej z 24 [– 25] września 1843 roku [w:] tegoż, Listy do Delfiny Potockiej, t. II, oprac. i wstępem poprzedził Z. Sudolski, Warszawa 1975, s. 58.] Często widzę te promienie ukośnie, wydobywające się spomiędzy warstw chmur, i te błękity, i te lazury…i oddycham tym samym, polskim powietrzem…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: