GOŁĘBIE

Gołębie były pierwszymi ptakami, z którymi w dzieciństwie miałem bliższy kontakt i które zachwyciły mnie wtedy swoją urodą. Mój ojciec Zawsze je hodował, najpierw na tzw. starym mieszkaniu”, gdzie miał dość pokaźny gołębnik, a potem na kolejnych działkach. Często zabierał mnie do nich i pokazywał najpiękniejsze ptaki, ich wyraziste oczy, kształt sylwetki, dzioby, a wreszcie to, jak prezentują się w locie. Początkowo bałem się ich, ale potem zacząłem je głaskać delikatnie po główkach, rzucałem im zboże, zmieniałem wodę w specjalnych naczyniach. Z tamtych czasów wywodzi się pewnie moje szczególne zainteresowanie ptakami, nieustające obserwacje i bliższe zapoznanie się z wieloma gatunkami. Gołębie pocztowe mojego ojca miały subtelną urodę, ale nie wywarły na mnie takiego wrażenia, jak w następnych latach inni kolorowi mieszkańcy przestworzy. Zwracałem potem na nie uwagę, już w tym pospolitszym wydaniu, na różnych placach Europy, przede wszystkim we Włoszech, bo sporo ich było w Rzymie, w Padwie, a przede wszystkim w Wenecji, gdzie z gracją lądowały na Placu św. Marka lub nagle zrywały się do lotu i szybowały nad kanałami. W Ameryce widywałem przede wszystkim spokrewnione z nimi synogarlice i turkawki, a stosunkowo niewiele było gołębi właściwych. W krajach azjatyckich, gdzie ich mięso bywa przysmakiem, też nie widuje się takich stad jak na naszym kontynencie. Kiedyś bardzo zafascynowały mnie gołębie grzywacze, czyli ptaki dzikie, żyjące w lasach i na obrzeżach miast, czasami ukrywające się w śródmiejskich parkach, na cmentarzach i w ogrodach. To znacznie większe osobniki od „pocztowców” i od ptaków z rynków i ulic, latające charakterystycznym, ociężałym lotem. Przyglądałem się im przede wszystkim w lasach, ale ostatnio pojawiła się para w zaroślach, nieopodal miejsca, gdzie mieszkam. Na cmentarzach, przy osiedlu Błonie, wiele było płowych synogarlic, które zalatywały na balkony, siadały na dachach domów i pohukiwały od rana. Często budziłem się nad ranem, słysząc ich głosy, a potem towarzyszyły mi też one podczas wypraw na pobliskie nekropolie. Ostatnio jednak  zauważyłem coś bardzo ciekawego, co wprawiło mnie w prawdziwe zdumienie. Oto w samym centrum miasta, na Placu Wolności, gdzie rośnie trochę niewysokich jarzębin, spostrzegłem na nich kilka gołębi. Utrzymywały się z trudem na wiotkich gałązkach i z wielkim apetytem pochłaniały dojrzałe owoce. Myślałem, że żywią się nimi przede wszystkim mniejsze ptaki, że są w menu drozdów, kosów, szpaków, może kawek i gawronów, ale żeby gołębie żywiły się jarzębiną… A jednak, stałem jak urzeczony i prze dłuższą chwilę przyglądałem się temu spektaklowi. Zrobiłem też nieco zdjęć, dokumentujących go, bo było to równie zaskakujące jak dziecinne obserwacje wróbli, które rzucały się hurmem na brudnice mniszki, którym plaga nawiedziła Błonie na początku lat siedemdziesiątych. Teraz też, żyjące w mieście gołębie, pałaszowały dostępne w obfitości, owocowe pożywienie i niewiele sobie robiły z przechodzących blisko ludzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: