JOHN JAMES AUDUBON

John James Audubon (1785–1851)

Zawsze podkreślał i mitologizował to, że w jego żyłach płynęła krew europejskich kolonizatorów i rdzennych mieszkańców Ameryki. Ojciec – Jean Audubon – był francuskim agentem handlowym, a potem kapitanem statku i zarządcą plantacji cukru na San Domingo. Przeżył tam gorący romans z Kreolką Jeanne Rabin i właśnie z tego mieszanego związku urodził się w 1785 roku John James, przyszły wielki malarz, ornitolog i przyrodnik amerykański. Niestety, w rok po przyjściu na świat, jego matka zmarła i młody plantator, który w międzyczasie spłodził córkę z inną kochanką, zabrał dzieci do Francji, gdzie zaakceptowała i wychowywała je jego prawowita żona. Już tam, na obrzeżach Nantes, podglądał ptaki, łowił je, preparował, wypychał i kolekcjonował. Szybko też zaczął wykorzystywać swój wielki talent rysowniczy i malarski,  tworząc niezwykłe wizerunki mieszkańców przestworzy. Gdy interesy karaibskie ojca załamały się, podjęto decyzję o wysłaniu młodzieńca do Ameryki, gdzie dopłynął jako osiemnastolatek w 1803 roku. Miał tam zająć się handlem i zdobyć nowy majątek, ale on wolał włóczyć się ze strzelbą i psem po lasach i przyglądać się florze i faunie wielkiego kontynentu. Wkrótce poznał wybrankę serca – Lucy – i ożenił się z nią w 1808 roku, pragnąc rozwijać interesy i bogacić się na handlu. Niestety życie szybko zweryfikowało jego plany, w klasyczny sposób zbankrutował i musiał wraz z żoną przenieść się, najpierw do Cincinnati, gdzie pracował jako malarz w muzeum, a potem do Nowego Orleanu, gdzie, Lucy była guwernantką, o on uczył tańca i szermierki. Mieli już dwóch synów i przeżyli wielki dramat, gdy jakże oczekiwana córka zmarła zaraz po porodzie. Przez cały czas rysował i malował obserwowane ptaki i szybko uzbierała się ogromna kolekcja tych przedstawień. W 1824 roku powrócił do Filadelfii, z zamiarem opublikowania swoich zbiorów, ale napotkał na liczne trudności, przede wszystkim ze strony konserwatywnego środowiska naukowego, nie szanującego ornitologa bez tytułów naukowych. Na szczęście spotkał tam bratanka Napoleona – Charlesa Luciena Bonaparte – który szybko zorientował się, że ma do czynienia z geniuszem i uruchomił szereg działań, które doprowadziły do zamorskiej wyprawy Audubona. W 1826 roku zapakował do kufra czterysta swoich przedstawień i popłynął z Nowego Orleanu do Liverpoolu, gdzie miał zamiar najpierw skontaktować się ze szwagrem swojej żony, znanym angielskim historykiem, botanikiem i kolekcjonerem. W oparciu o jego kontakty doprowadził do wystawy w Royal Institution i w innych ważnych miejscach. Tak zaczął się czas rosnącej sławy amerykańskiego malarza i znawcy ptaków, między innymi wystawiał w Edynburgu, gdzie został członkiem towarzystw naukowych i spotykał tak znane osobistości jak Sir Walter Scott. Jego egzotyczny wygląd i pochodzenie, a także interesujące opowieści o ptakach i zwierzętach Ameryki, zjednywały mu rzesze słuchaczy i stawiały w rzędzie najciekawszych osobowości dziewiętnastowiecznej Anglii i Europy.

Grób na Manhattanie

Pomiędzy 1827, a 1838 rokiem Audubon wracał do Ameryki trzykrotnie by rozwiązywać problemy związane z publikacją jego przedstawień ptaków, przede wszystkim generowane przez starsze pokolenie naukowców. W końcu spotkał Roberta Havella, który zajął się wydaniem dzieła jego życia – The Birds of America. Jego obrazy powstawały przy pomocy ołówka i pasteli, a po 1806 roku zaczął stosować akwarele dla wyrazistszego przedstawiania oczu i piór. W tym czasie wypracował też swoistą metodę odwzorowywania schwytanych i uśmierconych ptaków, w ich naturalnych pozach. Zdawał sobie sprawę z tego, że po śmierci ubarwienie skrzydlatych stworzeń szybko się zmienia, pióra tracą połysk i świetlistą intensywność. Dlatego wiele czasu poświęcał na obserwacje ptaków, w ich naturalnych biotopach i czynił szkice, które potem wykorzystywał przy tworzeniu kolejnych tablic poglądowych. Najwięksi krytycy Audubona twierdzili, że jego obrazy są zbyt udramatyzowane i są wynikiem przeniesienia na zwierzęta ludzkiej ekspresji oraz emocji. Od 1822 roku twórca korzystał jedynie z techniki akwarelowej, a okazjonalnie tylko wykorzystywał pastele, by zaznaczyć puszystość piór. Biografowie uważają, że najpiękniejsze przedstawienia powstały w latach 1824 – 1826 i spośród nich wskazują na portrety takich ptaków jak  Mocking Bird, Wood Duck i Carolina Parrot.  Następne lata wypełnione były ożywioną pracą, w czym malarzowi pomagała cała rodzina oraz liczni współpracownicy, przygotowujący wstępnie materiały ilustracyjne. Po kolejnym powrocie do Ameryki, w 1829 roku, Audubon wykonał dziewięćdziesiąt pięć rysunków, brał udział w licznych przedsięwzięciach naukowych, pisał i dzielił się swoja wiedzą podczas odczytów. W końcu, w latach 1845–1848, jego wielkie dzieło, w ostatecznej formie, w siedmiu tomach, z pięciuset litografiami i licznymi opisami, ujrzało światło dzienne. Dzisiaj dokonanie to traktuje się jako jeden z przejawów młodego amerykańskiego ducha i możliwości kreatywnych nowych obywateli, napływających ze wszystkich stron świata, wtapiających się w tamtejszą społeczność i szybko przekształcających świat. Pod koniec życia John James Audubon osiadł w Nowym Jorku, gdzie wraz z żoną wybudował dom. Zmarł w 1851 roku i został pochowany na Cmentarzu Świętej Trójcy na Górnym Manhattanie, gdzie po latach, staraniem towarzystw ornitologicznych zastąpiono prostą tablicę dużym nagrobkiem, z górującym nad nim krzyżem i licznymi elementami nawiązującymi do pracy i pasji najsłynniejszego amerykańskiego ornitologa.

Spośród setek przedstawień ptaków, sporządzonych przez tego wszechstronnie utalentowanego człowieka, wiele charakteryzuje się niezwykłym skomplikowaniem i dbałością o szczegóły. Widać to znakomicie w bystrym odwzorowaniu papug z Karoliny (Conuropsis carolinensis), gatunku wytrzebionego bez reszty, a niegdyś występującego od Florydy do Nowego Jorku. Szczególną rolę odegrały tutaj zmiany w środowisku naturalnym, a także polowania i moda na posiadanie barwnych, wypchanych ptaków w domu oraz przyozdabianie kapeluszy dam jaskrawymi dodatkami. Audubon przedstawił te piękne zielono-żółte papugi w przybliżeniu, z zachowaniem tonacji barwnych na piórach, czerwono-brązowego ubarwienia głowy i błysków w czarnych oczach. Jest to niezwykle dynamiczna grupa siedmiu samic i samców, ukazana pośród gałązek i orzechów leszczyny. Plemię Seminolów, które chętnie wieńczyło włosy piórami tych ptaków, nazywało je pot pot chee. Ostatni okaz, żyjący na wolności, został zabity na Florydzie w 1904, a ostatni okaz, przetrzymywany w niewoli, nazywany Incas, zdechł w ogrodzie zoologicznym w Cincinnati w 1918 roku. Około siedemset dwadzieścia skórek tych zwierząt przechowywanych jest w muzeach na całym świecie, znajdziemy w nich też szesnaście szkieletów i około dwadzieścia jaj. Przyrodnikowi i malarzowi udało się stworzyć niezwykle żywą grupkę, w charakterystycznych dla papug pozach. Ich pazurki oplatają gałązki, ciała są powyginane w różne strony, widać też niezwykłą inteligencję i spryt w ich oczach. Wszystko tutaj jest wiotkie, pełne ekspresji, w sumie, mieszczące się we wnętrzu niewidzialnego okręgu. To świat gęstwin nadrzecznych, w których te papugi lubiły przebywać, całymi stadami przemieszczać się z drzewa na drzewo, przelatywać większe odległości i nagle spadać w wybranym miejscu. W Ameryce występuje kilka rodzajów papug, których ubarwienie jest przede wszystkim zielone, ale żadna nie może równać się z urodą wyniszczonego gatunku. Audubon, gdy tworzył swoje przedstawienie, zapewne nie przypuszczał, że będzie ono miało niebawem taki wyjątkowy charakter. To jedno z niewielu tak dokładnych i ekspresyjnych przedstawień tego gatunku. Uwiecznione przez artystę zdają się nie przejmować zbliżającą się zagładą, wydobywają orzechy z okrywy, przeskakują z gałęzi na gałąź, suszą rozpostarte pióra w słońcu i gotowe są w jednej chwili umknąć przed zagrożeniem. Świat, który odszedł na zawsze i nigdy się już nie powtórzy, zatrzymany w rozhuśtanym kadrze i przekazany następnym pokoleniom jako subtelny obraz i gorzka przestroga.

Interesujące jest też przedstawienie zimorodka, określanego w języku angielskim: belted, czyli pasiastego. W naszej literaturze ornitologicznej znany on jest jako rybaczek popielaty (Megaceryle alcyon), a występuje nieomal w całej Ameryce, od północnych granic, do Florydy i od Kalifornii, po wschodnie wybrzeża. Żywi się głownie rybami, czatując na nie na wystających z wody gałęziach lub pniach drzew. Ma długi, ostry jak brzytwa dziób i charakterystyczne srebrzysto-białe upierzenie z niebiesko-szarą przepaską na piersiach. Poniżej występują wyraziste rdzawe boki.  Podczas lotu odsłaniają się białe plamy na czarnych lotkach ogona i skrzydeł. Żyje wzdłuż głębokich, nieuregulowanych strumieni, jezior i morskich wybrzeży, a zimę spędza w południowej części kontynentu, na Bermudach, Bahamach i na wyspach Morza Karaibskiego. Ciekawostką jest to, że gniazda buduje w norach, na wyniosłych brzegach, w piasku lub w rozpadlinach skalnych. Audubon namalował trzy ptaki w charakterystycznych dla nich pozach: czatowania na zdobycz, szybkiego lotu nad zbiornikami wodnymi i połykania złowionej ryby. Krajobraz został tutaj ledwie zaznaczony i może odpowiadać wielu regionom Ameryki, ale wyrazisty jest jego charakter brzegowy, nad jakimś starorzeczem lub innym akwenem. Ornitolog wyraźnie zaznaczył charakterystyczny, postrzępiony czub na głowie ptaka i niezwykłą strzelistość jego lotu. To jakby ciśnięty w przestrzeń dziryt, który z ogromną siłą uderza w taflę wodną. Jeśli dobrze celuje, ryba praktycznie nie ma szans na przeżycie, zostaje błyskawicznie przekłuta kolcem dzioba i ginie w jednej chwili. Wydobywszy taką przebitą zdobycz, zimorodek podrzuca ją w górę i połyka w całości, ustawiając głowę pionowo do góry. Udało się też twórcy przedstawienia ukazać śmigłość mknących w powietrzu rybaczków i skupienie uwagi na szukanej w toniach rybie. Wspaniale zastosował też kontrast pomiędzy niebieskawym ubarwieniem ptaków, daleką sinością wzgórz, spłowiałą zielenią zarośli i brązowo-rdzawymi elementami planu pierwszego. Trochę przypomina to tradycyjną sztukę japońską lub chińskie przedstawienia ptaków na różnobarwnym jedwabiu, a ze strony drugiej nie traci niczego z poglądowości i daje dobre wyobrażenie o ich wyglądzie i zachowaniu.

Tablica prezentująca pięć dzięciołów amerykańskich wykorzystuje, szeroko stosowany przez malarzy natury, schemat kilkupoziomowy. Widzimy tutaj zarówno dzięcioły występujące w całej Ameryce, a więc: Hairy Woodpecker (Dryobates villosus), Red-bellied Woodpecker (Centurus carolinus) czy Red-shafted Flicker (Colaptes cafer), jak i gatunki pojawiające się tylko w ścisle określonych miejscach kontynentu, a więc Lewis Woodpecker (Asyndesmus lewisi) i Red-breasted Sapsucker (Sphyrapicus varius). Ptaki te ukazane zostały w charakterystycznych pozach i ekwilibrystycznych wygięciach, na fragmencie starego konaru. W ich środowisku naturalnym widuje się je także na kaktusach, agawach i palmach, gdzie poszukują nadających się do zjedzenia owoców, piją sok i zjadają owady. Audubon tak ustawił te ptaki, żeby widoczne się stały barwy skrzydeł i podbrzuszy, a także obracające się we wszystkie strony głowy i mocne dzioby. Takie skupienie dziesięciu różnych dzięciołów nie zdarza się w naturze, ale artysta chciał dać widzowi wyobrażenie o ich wielkości i zróżnicowaniu. Uczepione mocnymi pazurami omszałego konaru, zdają się wisieć w przestrzeni jakby grawitacja nic dla nich nie znaczyła. Ptaki amerykańskie są liczniejsze od europejskich i spotkanie z jednym z tych dzięciołów jest bardzo prawdopodobne, szczególnie, że większość zabudowy amerykańskich miast, to domy z podwórkami i dostępem do lasów, zarośli lub zbiorników wodnych. Słyszy się przy nich wiele uskrzydlonych zwierząt, a niektóre są wręcz tak głośne, że stają się nieproszonymi gośćmi. Dzięcioły robią sporo hałasu, gdy uderzają dziobem w pień drzewa, ale poza tym są raczej płochliwymi ptakami, z rzadka się nawołującymi i bezszelestnie przelatującymi, charakterystycznym bujanym lotem, z drzewa na drzewo, z jednej gęstwiny do innej. Zaprezentowane przez Audubona gatunki różnią się wielkością i kolorystyką ubarwienia, kształtem głowy i dzioba, a także smukłością sylwetki. Jako stworzenia łączące niebo i ziemię, lot i wbijanie się w twardość drzewa, występowały często w mitologiach indiańskich i odzwierciedlane bywały na rytualnych totemach. Zastanawiające jest to, czy przyrodnik przypadkowo, czy też świadomie zastosował w swoim przedstawieniu znaną z wielu przekazów kulturowych formułę drzewa świata, na którym, na różnych poziomach, bytują przedstawiciele różnych form życia. W tym przypadku byłoby to drzewo amerykańskich dzięciołów, przedstawianych przez niego jeszcze kilkakrotnie, tak by odzwierciedlić całą ich niepowtarzalność i różnorodność gatunkową.

Fascynujące jest też przedstawienie wilg baltimorskich (Icerus galbula), niezwykle barwnych stworzeń, występujących w centralnej i wschodniej części kontynentu północnoamerykańskiego. Audubon namalował trzy ptaki, w charakterystycznym dla nich otoczeniu żółtych kwiatów hibiskusa. Młoda wilga uczepiła się workowatego gniazda, budowanego długo, z ogromną finezją i cierpliwością. Te pomarańczowo-czarne latające zwierzęta (samica jest bardziej żółta) są ozdobą amerykańskich farm, parków i przydomowych zarośli. Utrwalił się tam zwyczaj zawieszania przy werandach i na drzewach pojemników z sokiem, do którego chętnie stworzenia te przylatują. Przyczynia się to do lepszego poznania urodziwych gatunków przez dzieci i młodzież oraz pobudza zainteresowania ornitologią. Zimę wilgi te spędzają na Florydzie i w innych ciepłych stanach, dolatując nawet do Nikaragui, żywiąc się słodkimi owocami, nektarem kwiatów i owadami, które potrafią też chwytać w powietrzu. Uwielbiają przebywać w gajach pomarańczowych i w winnicach, gdzie dają o sobie znać pięknym, przeciągłym i przypominającym flet, śpiewem. Audubon skomponował swoje przedstawienie, wykorzystując plany trójkąta i gwiazdy – ptaki ukazał tak ustawione, że zachował niezwykłą dynamikę lotu i przeskoków z miejsca, na miejsce, a całość uzupełnił gwiaździście rozprzestrzeniającymi się hibiskusami. Daje to wyobrażenie o subtelnych przestrzeniach, w których bytują te ptaki i o ich zjawiskowych barwach, jaskrawego pomarańczu i żółcienia. Gatunek wilg jest szeroko reprezentowany w Ameryce Północnej, a jedna z nich, zamieszkująca Teksas i Meksyk, określana jest nazwiskiem Audubona. Ileż trzeba było mieć cierpliwości i wiedzy ornitologicznej, by stworzyć tak piękne odwzorowania skrzydlatych zwierząt, a zarazem ileż potrzebnych było umiejętności rysowniczych i malarskich. Spośród wielu stworzonych przez niego tablic poglądowych, każda ma oryginalną aranżację i swoisty schemat geometryczny. W taki sposób odwołuje się do zmysłu wzroku i równowagi, wprowadzając element niezwykłej dynamiki i lotności. Zarzuty niektórych dziewiętnastowiecznych zoologów nie wytrzymały próby czasu i były najczęściej motywowane zazdrością oraz chęcią podważenia ogromnego dorobku twórcy.

*   *   *

Pod koniec marca 2008 roku siedziałem na ławce, przy nabrzeżu dolnego Manhattanu i przyglądałem się stateczkom pływającym ku Liberty Island i Ellis Island, przewożącym turystów do Statuy Wolności oraz do budynków, służących w czasach wielkich migracji ludzkich jako miejsce kwarantanny. Jedna z tych jednostek nosiła imię wielkiego amerykańskiego ornitologa. Stając się u końca życia obywatelem Nowego Jorku, John James Audubon znalazł się pośród najznamienitszych jego mieszkańców, choć nie został pochowany na prestiżowym cmentarzu przy Trinity Church, razem z budowniczym statków parowych Fultonem, pierwszym sekretarzem skarbu Alexandrem Hamiltonem oraz z licznymi kongresmenami i innymi wielkimi osobistościami. Dopiero co przyjechałem z Florydy, gdzie przez wiele dni podglądałem piękne gatunki ptaków. Widziałem ibisy i czaple, pelikany i ślepowrony, wiele dzięciołów, epoletników, blue jayów i wszelakiej skrzydlatej drobnicy. Czułem się tam jak w ptasim raju i zapewne przeżywałem cząstkę z owego zauroczenia jakie było udziałem malarza i ornitologa, który jako pierwszy skompletował większość przedstawień amerykańskich ptaków. Ten statek, noszący jego imię i odbijający od brzegu, symbolicznie zamknął moje amerykańskie birdwatching.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: