* * *

Wczoraj wieczorem wreszcie spadł deszcz i gwałtowne burze pojawiły się nad moim miastem. Kilka godzin trwał spektakl błyskawic i zjawiskowych uderzeń piorunów, to silniejszych, to słabszych, a kilka razy dosłownie przerażających. Otworzyłem duże okno i stanąłem w nim, chłonąc to, co miało miejsce za nim, czekając na kolejne rozświetlenia. Dzisiaj od rana też jest dość chłodno i wreszcie mogę zabrać się do pracy. Jest o co walczyć i czym się zajmować, tym bardziej, że czuję wewnętrzny pęd, nieustającą potrzebę dobywania z nieistnienia nowych tekstów, prac plastycznych i redakcyjnych, nowych zapisków, wierszy i dłuższych tekstów. Dobrze, że moje życie poszło w tym kierunku, bo przecież miałem kilka innych pomysłów, spośród których najsilniejsze było pragnienie studiowania geografii. Dzięki literaturze i tak zobaczyłem wielki kawał świata i praktycznie okrążyłem go dookoła, a przecież – mam nadzieję – to jeszcze nie wszystko i wiele się może wydarzyć w tym względzie. Myślę, że podążam do wielkiego uporządkowania, które da mi wreszcie poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Wczoraj, patrząc na błyskawice, pomyślałem, że skończył się czas intuicji, a zaczął okres sukcesywnej pracy, ukierunkowanej i dającej wielką satysfakcję, a nade wszystko określającej to, kim jestem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: