OCZEKIWANIE

Wczoraj czekałem długo na autobus linii 94, bo okazało się, że z jakiegoś powodu jeden z wozów wypadł z trasy. Nie lubię takich nagłych sytuacji, choć ogólnie wpisuję oczekiwanie w ciąg ważnych doświadczeń mojego życia. Szczególnie zapadły mi w pamięć godziny spędzone na lotniskach i czekanie na samoloty. Dwukrotnie siedziałem kilka godzin w aeroporcie im. J. F. Kennedy’ego i przyglądałem się temu centralnemu dla podróżującej ludzkości miejscu. Samoloty startowały i lądowały, mniejsze i większe, barwnie oznakowane i szare, wzlatywały ku niebu i kierowały się ku jakimś miejscom na ziemi. Oczekiwanie na lotnisku jest zawieszeniem pomiędzy życiem a śmiercią, bo zawsze może zdarzyć się wypadek lotniczy i brutalnie zgasić świadomość. Szczególnie czuje się to, gdy samolot jest już w powietrzu, ten aluminiowy olbrzym zawieszony na wysokości dziesięciu tysięcy metrów nad ziemią, posuwający się do przodu tylko dzięki ciągowi silników. Niektóre z nich latają na długich trasach i po szybkim przygotowaniu do następnego lotu, znowu startują i podlegają ogromnym naprężeniom, siłom powietrza i ciśnienia, turbulencjom i oblodzeniom. W takim kontekście czekanie na lotnisku jest chwilą pierwszą i ostatnią, momentem, w którym pojawiają się niezwykłe refleksje. Lubię chodzić korytarzami lotniskowymi i w pamięci pozostało mi wiele z nich – w Zurychu i w Paryżu, w Newark i w Nowym Jorku (La Guardia i JFK), w Amsterdamie i w Moskwie, w Antalyi i we Wiedniu,  w Pekinie i w Xining, a nade wszystko w Tampie, gdzie przyglądałem się niezwykłym, nowoczesnym freskom na ścianach. Teraz moja myśl biega ku oczekiwaniu na lotnisku JFK i na podziwianiu powietrznego spektaklu startów i lądowań. Takie bycie w obcej rzeczywistości i chłonięcie jej elementów jest cenne dla wyobraźni, a bliskość potencjalnej śmierci wzmacnia wszystko, powoduje, że twarze i gesty, uśmiechy i słowa, głęboko zapadają w pamięć. Widzę hinduską dziewczynkę biegającą wokół foteli w poczekalni i śmiejącą się do wielu ludzi, wyraziście rysuje mi się w pamięci rosły Murzyn, czytający arabską poezję. I ta czarnoskóra dziewczyna o urodzie pradawnej księżniczki, zamyślona i patrząca niewidzącym wzrokiem przed siebie. Zmęczone, lekko przestraszone Chinki, czekające w Moskwie na samolot do Pekinu i ten ogromny grubas, który wsiadł do samolotu z Tampy do Nowego Jorku i uśmiechając się serdecznie prawie przygniótł mnie swoim ciałem. Teraz siedzę na ławce i czekam na autobus do domu. Na niebie rozgrywa się niezwykły pokaz barw i kształtów, podświetlonych chmur, które w tle błękitów, wyglądają majestatycznie i jakoś tak nierzeczywiście. Ultramaryna i błękit paryski, szarość i siność, a na obrzeżach iluminacja słoneczna, te jakby gorące kontury. Godzina bezsensownego oczekiwania na autobus, tak bardzo nasączona sensem moich myśli i wyobrażeń, chwil elementarnych dla tego, co może kiedyś napiszę…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: