ŚWIAT STAROŻYTNY (VIII)

Obejrzałem hiszpański film Alejandro Amenábara pt. Agora i mam nieco mieszane odczucia… Z jednej strony jestem oczarowany ożywionymi obrazami, tak bliskiej mi starożytności, znakomicie odtworzonymi realiami czasów upadku cesarstwa rzymskiego w odległej Aleksandrii. Z drugiej strony – jest to zjadliwy, antychrześcijański i antyreligijny obraz, ukazujący jedynie dwuwymiarowo złożone, narastające przez wieki problemy. Jeśli chodzi o pierwsze odczucie, to reżyserowi i aktorom udało się wiernie oddać wygląd starożytnego miasta, budowli, pomników, biblioteki aleksandryjskiej, słynnej latarni morskiej, dawnych ubiorów i gwaru ulicznego. Zagłębiamy się w ulice odległej Aleksandrii, stajemy na agorze, widzimy piękne wnętrza, freski, mozaiki i dalekie plany. Wszystko tutaj związane jest z Hypatią (Ὑπατία), starożytną filozofką, która niestety nie pozostawiła po sobie żadnych prac. Wszakże jej legenda ma długą tradycję i wiemy, że zajmowała się astronomią i matematyką, a jej ukochaną domeną myślową była filozofia neoplatońska. Urodziła się około roku 255 lub 370 jako córka astronoma i filozofa Teona z Aleksandrii, a zmarła tragicznie w marcu 415 roku. Jako jedna z pierwszych kobiet wyznawała niezależność myślową i propagowała naukowy pogląd na rzeczywistość i świat. Nie wierzyła w bogów starożytnych i nie przyjęła nowej religii, stającej się powoli oficjalnym wyznaniem Rzymu. Udało się jej stworzyć własną szkołę, krąg oddanych uczniów, pośród których był późniejszy konsul Aleksandrii – Orestes i przyszły biskup Cyreny – Senesjusz.  Twierdziła, że wszyscy ludzie są braćmi, a jakakolwiek wiara powinna być prosta i odzwierciedlać matematyczna prostotę wszechświata. Wiele wysiłku poświęciła badaniom gwiazd i układu słonecznego, próbując dociec czy teoria Ptolomeusza jest poprawna. Wychodząc od rozważań Arystarcha z Samos, zastanawiała się, czy słońce nie leży w środku układu, a Ziemia jest tylko jedną z planet, krążących wokół niego. Ten kosmiczny kontekst rozważań Hypatii został w filmie znakomicie pokazany poprzez zdjęcia (lub ich symulacje) z przestrzeni okołoziemskiej. Twórcy filmu chcieli ukazać jak małe są ludzkie spory w perspektywie ogromów, które nas otaczają, a zarazem jak nikły jest fenomen życia, zawieszonego we wszechświecie. Rachel Weisz świetnie, wielowymiarowo, zagrała powszechnie szanowaną kobietę, która traktowana była przez długi czas jako wyrocznia w sprawach moralnych. Do końca życia pozostała dziewicą, swobodnie artykułowała myśli i nic nie zapowiadało jej tragicznego końca.

W czasach biskupa Teofila chrześcijanie aleksandryjscy urośli w potężną siłę i sytuacja wyznawców bóstw grecko-egipskich zaczęła się zmieniać. Hierarcha ten nawoływał do zaprzestania kultu dawnych bogów, co w rezultacie doprowadziło w 391 roku do zburzenia Serapejonu – świątyni boga Serapisa. Przy okazji zniszczono słynna bibliotekę aleksandryjską, która liczyła ponoć siedemdziesiąt tysięcy rękopisów. Sytuacja pogorszyła się, gdy po śmierci Teofila, na tronie biskupim zasiadł jego bratanek – Cyryl z Aleksandrii. Dążył on wszelkimi dostępnymi środkami do przejęcia całkowitej władzy w mieście i wykorzystał do swoich celów bliskość konsula Orestesa i Hypatii. Po długotrwałej kampanii oszczerstw, wzajemnym mordowaniu się i burzeniu budynków kultu, w 415 roku rozszalały tłum zamordował aleksandryjską filozofkę ostrakonami (skorupami naczyń lub odłamkami skalnymi, służącymi do notowania rylcem). Nie wiemy dzisiaj, czy św. Cyryl wydał bezpośredni rozkaz zabicia Hypatii, czy też nie zapanował nad biegiem sprowokowanych przez siebie wydarzeń – faktem wszakże jest, że ponosi on odpowiedzialność moralną za to, co się stało. W filmie mamy klasyczny konflikt pomiędzy dobrem i złem – wzniosłość i czystość naukowej myśli, dobro i oddanie sprawie symbolizuje Hypatia, a dostojnicy chrześcijańscy i szeregowi wyznawcy stoją po stronie zła, prowokują konflikty i w końcu mordują bez litości uczoną. W takim rozumieniu film ma wymowę antychrześcijańską i jest pierwszym od wielu lat obrazem, tak jednoznacznie źle ukazującym wyznawców nowej religii. Nie różnią się oni niczym od wojowniczych Żydów i wyznawców starej religii, a wszelkie konflikty chcą rozwiązywać tylko przy pomocy miecza i przelewu krwi. Szkoda, że reżyserowi nie udało się wierniej odtworzyć konfliktu politycznego, który rozgorzał w na początku piątego wieku, pomiędzy urzędnikiem cesarskim a biskupem nowej wiary – widzimy tutaj jedynie komiksowe postaci, które nie mają wnętrza i ukazywane są zgodnie ze sztampą, wielokrotnie powielanym wzorcem bohaterów białych i czarnych, ludzi bezbronnych i ich zabójców. Trudno wszakże się temu dziwić, bo nasza wiedza o uczonej i jej otoczeniu jest bardzo skromna – tak opisał to Sokrates Scholastyk w swojej Historii Kościoła: Żyła w Aleksandrii pewna niewiasta imieniem Hypatia, była ona córką filozofa Teona. Udało jej się osiągnąć tak wysoki stopień wykształcenia, że przewyższała współczesnych sobie filozofów, stała się kontynuatorką wznowionej przez Plotyna filozofii platońskiej i potrafiła wykładać na prośbę zainteresowanych wszelkie, jakie by nie były, doktryny filozoficzne. Dlatego też garnęli się do niej zewsząd, ci którzy chcieli się poświęcić nauce filozofii. Ze względu na zmuszającą do szacunku szczerość i swobodę wypowiedzi, którą zapewniło jej posiadane wykształcenie, umiała mądrze występować także i wobec przedstawicieli władzy; i nie potrzebowała się wstydzić, kiedy się pojawiła wśród mężów: wszyscy nie tylko szanowali ją dla nieprzeciętnej roztropności, ale nawet czuli się onieśmieleni. Otóż tym razem przeciwko niej uzbroiła się zawiść. Ponieważ bowiem dość często spotykała się z Orestesem, fakt ten skłonił ludzi ze sfer kościelnych do wysunięcia oszczerczego oskarżenia, że to właśnie ona stoi na zawadzie i sprzeciwia się nawiązaniu przyjaznych stosunków pomiędzy Orestesem a biskupem Cyrylem. Tak więc ludzie porywczego usposobienia, którym przewodził niejaki Piotr, lektor, umówiwszy się między sobą upatrzyli moment, kiedy owa niewiasta wracała skądś do domu, i wyrzuciwszy ją z lektyki zawlekli pod kościół zwany Cezarejon; tu zdarłszy z niej szaty zabili ją odłamkami skorup. Następnie rozszarpawszy ciało na sztuki poznosili poszczególne części na miejsce zwane Kinaron i spalili w ogniu. (Socrates Scholasticus, Historia Kościoła z jęz. grec. przeł. S. J. Kazikowski, Warszawa 1968) Tak potraktowano jedną z pierwszych kobiet, która chciała być niezależna. Widziała otaczający ją chaos i pytała: Jeśli gwiazdy poruszają się po okręgu, dlaczego nie dzielą się z nami swoją doskonałością? W okrutnych czasach konfliktów religijnych taka postawa była wyzwaniem i obelgą, mogła też być interpretowana jako zjadliwa, pogańska herezja.

Główną rolę – Hypatii – prawdziwie, z pasją, zagrała Rachel Weisz, ale niestety pozostali aktorzy nie dorównali jej w tej mierze. Zarówno Oscar Isaac jako Orestes, jak i Rupert Evans jako biskup Cyreny odtworzyli postaci bez wyrazu i głębi. Podobnie jednowymiarowe są portrety biskupa Teofila (Manuel Cauchi) i św. Cyryla (Sami Samir), a także ojca Hypatii (Michael Lonsdale). Najgorzej wszakże wypadł  Max Minghella, jako niewolnik Davus, nie rozumiejąc jakimi złożonymi środkami artystycznymi powinien odzwierciedlić wewnętrzne rozdarcie bohatera, pozostającego w zawieszeniu pomiędzy miłością do filozofki, a nakazami wiary chrześcijańskiej. Na ekranie widać było, że nie potrafił on ukazać tragedii tej skomplikowanych postaci i tylko markował grę. Minusem dzieła jest też owa dwuwymiarowość, która ukazuje wczesnych chrześcijan jako nieokrzesanych barbarzyńców, nawołujących do mordów i planujących rytualne egzekucje. W ogóle nie widać tutaj skomplikowania politycznego tych czasów, a senat Aleksandrii ukazywany jest jak zebranie teatralnych heroin, które wygłaszają swoje kwestie i milkną wymownie. Także konsul Orestes, prezentowany jest zgodnie ze sztampą marnych filmów hollywoodzkich o starożytności, z lat sześćdziesiątych – rozsiada się na krześle kurulnym, wygłasza sztywne kwestie i prawie niczym nie potrafi wzbogacić swojej postaci. Rzeczywiście wypada jak nadęty „władca”, a potem – bez sensownego umotywowania dramatycznego – neofita kajający się i płaczący w obliczu Senesjusza. Po premierze filmu natychmiast odezwały się głosy, że jest to obraz antychrześcijański, ale przecież jest to też film antysemicki, pokazujący Żydów jako postaci próbujące wpływać zakulisowo na decyzje rządzących, a potem kamienujące wyznawców nowej wiary po schwytaniu ich i zamknięciu w świątyni. Kto ma w pamięci mordy nazistów, dokonywane w taki sposób na Żydach, może poczuć się dotknięty. Mamy wszakże tutaj do czynienia z tym samym schematem – zwabienie do jakiegoś budynku, zamknięcie drzwi i bezlitosne morderstwo. Taki zły profil mają też chrześcijanie i wyznawcy starej wiary – rzeczywiście na początku piątego wieku naszej ery dopiero kształtował się nowy układ społeczno-polityczny, ale pośród morderców było też wielu dobrych ludzi, stosujących się do zaleceń Ewangelii. Brakuje w tym obrazie postaci, które byłyby kontrapunktem dla barbarzyńców, bo samo przeciwstawienie Hypatii jej wrogom nie wystarcza, a ukazywanie złożonego wnętrza tylko jednej postaci filmu, nigdy nie wychodzi na dobre i staje się rodzajem nachalnej propagandy. W tym przypadku ma to być przekonanie, że ideały czystej nauki i oddania filozofii zostały złożone na ołtarzu nowej wiary i nowego świata. Film Amenábara trzeba jednakże obejrzeć, przede wszystkim dlatego, by wyrobić sobie własne zdanie o nim, a po drugie – by zobaczyć wspaniałe inscenizacje i efekty specjalne, pozwalające wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w Aleksandrii, w czasach Hypatii, Orestesa i Cyryla. Ciekawa i inspirująca jest ta podróż ku czasom końca starożytności grecko-rzymsko-egipskiej i choćby dla niej warto wybrać się do kina.

1 komentarz

  1. 2013/03/09 @ 10:53

    Czyli z filmu pozostało jedynie płytkie widowisko, ubolewałam strasznie, bo wiele spodziewałam się po tym filmie. Nadzwyczaj ciekawe czasy, miejsce, mało znane i popularyzowane przez kinematografię, wszystko zostało w tym filmie podporządkowane temu celowi, a postać Hypatii, tyleż niezwykła, co tajemnicza, przez ten film zostanie utrwalona przez stereotyp jako kolejna ikona feministek. Pozdrawiam z Jeziora 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: