SEN XVIII

Byłem mały chłopcem i z ogromnym zapałem zbierałem znaczki pocztowe. Spotykałem się z kolegami w ich domach i na klatkach schodowych naszych bloków i wymieniałem się seriami lub pojedynczymi walorami. Wiele było okazów, które wzbudzały zachwyt i powodowały, że skłonny byłem zastawić wszystko, by je tylko mieć. Nadejdzie taki czas, kiedy to wszystko opiszę, teraz jednak pragnę zatrzymać się przy serii prezentującej prehistoryczne gady. Był w niej jeden, który ma swoją historię w moim życiu i do dzisiaj wywołuje ekscytacje. To był dość duży, ząbkowany papierek, przedstawiający mezozaura, niewielkiego gada, żyjącego około 300 milionów lat temu, po obu stronach wielkiego megakontynentu. W czasach mojego dzieciństwa nie miałem wystarczającej wiedzy o tym zwierzęciu, nie wiedziałem, że najprawdopodobniej filtrował plankton i osiągał wielkość niespełna jednego metra. Wyobrażałem go sobie jako dziesięciokrotnie większego od najpotężniejszego afrykańskiego krokodyla i nosiłem w myślach jako coś niewyobrażalnie groźnego. Nie wiem czy to było po „handlu” znaczkami, czy może po jakimś traumatycznym doświadczeniu, ale pewnej nocy miałem sen, który pamiętam do dzisiaj. Przyśniło mi się, że mezozaur (ten wielki, z moich wyobrażeń) ściga mnie w jakichś głębinach i w końcu łapie, a potem szybko pożera. To było tak przerażające i taką burzę wywołało w moim mózgu, że do dzisiaj pozostał w nim wyrazisty ślad pamięciowy. Zostałem połknięty i znalazłem się w brzuchu tego potwora, gdzie – o dziwo – był już mój brat i inni koledzy. Wszyscy próbowaliśmy przebić się przez grubą tkankę żołądka i wydostać na zewnątrz. Choć był to środek jego ciała, były w nim jakby skalne jaskinie i stale zagrażało nam zalanie kwasem. Chowaliśmy się na jakichś kamiennych półkach i pomagaliśmy sobie wzajemnie przedostać się tam, gdzie bylibyśmy bezpieczni. Nie pamiętam w jaki sposób drążyliśmy tkankę mezozaura, ale wszystko ziało grozą i odbywało się pod groźbą… strawienia. Pamiętam, że byłem w tym śnie świadomy jakiegoś wszechogarniającego zła, jakichś potwornych mocy, które mnie pochwyciły i nigdy już nie puszczą. Bardzo się męczyłem i miałem wrażenie, że w realnym świecie jestem na granicy życia i śmierci, ale nie mogłem się obudzić. Gdy w końcu do tego doszło, byłem zlany potem i głośno krzyczałem, płosząc wszystkich domowników. Ten sen przypomniał mi się, gdy moja przyjaciółka z Pekinu opowiadała mi, że w dzieciństwie stale śniły jej się smoki i bardzo się ich bała. W tamtej kulturze, gdzie tyle jest legend o nich, jest to zrozumiałe. Ja miałem swojego smoka, który mnie pożarł i tak bardzo przeraził, że do dzisiaj pamiętam jego zwinne ruchy, wielkie granatowe ślepia i ostre zęby. Dzisiaj czytam w Internecie informacje o tym stworze i uśmiecham się do zdarzenia z przeszłości: Był jednym z pierwszych gadów, które wróciły do środowiska wodnego. Wzdłuż ogona występowała płetwa, o czym świadczą rozrośnięte wyrostki na kręgach ogonowych. Zwierzę miało płetwowate kończyny, przy czym tylna para była dłuższa i razem z ogonem stanowiła główne źródło lokomocji w wodzie. Ciało mezozaura miało opływowy kształt i było bardzo elastyczne. Taka budowa pozwalała na wykonywanie bocznych ruchów kręgosłupa. Jednakże mezozaur nie potrafił dokonywać nagłych zwrotów, z powodu pogrubienia żeber. Mała czaszka zaopatrzona była w długie szczęki. Otwory nosowe,  podobnie jak u krokodyli, umieszczone były w górnej części łba, co ułatwiało zwierzęciu oddychanie przy częściowym zanurzeniu. Bardzo liczne zęby, jego charakterystyczna cecha, były za słabe do chwytania zdobyczy i służyły najprawdopodobniej do filtrowania planktonu, jak fiszbiny współczesnych fiszbinowców. Być może, że w skład jego diety wchodziła jeszcze rybia ikra i larwy bezkręgowców. Mezozaur prawdopodobnie zapadał w sen zimowy, a zasiedlał wody słodkie i lekko zasolone, choć natkniemy się też na poglądy, że mógł żyć w typowych morzach. Przypuszcza się, że pływał słabo i nie był zdolny do przepływania wielkich dystansów bez odpoczynku. No tak, wypada teraz zapytać, czy taki niewielki gad mógłby mnie pożreć? Raczej nie, ale stał się w moim życiu symbolem bezlitosnego zła, które zaczaja się na człowieka, a schwytawszy go, nie puszcza już nigdy. No chyba, że ktoś obudzi się z mrocznego snu…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: