SEN XVII

Szedłem przez długi i mroczny korytarz. Ze wszystkich stron nachylały się ku mnie zdeformowane twarze. Cuchnęły przetrawioną wódką i czosnkiem. Patrzyłem na nie niewidzącym wzrokiem i powoli posuwałem się do przodu. Pod nogami szeleściły mi zetlałe kości i strzępy skruszałych całunów. Chitynowe pancerze karaluchów trzaskały raz po raz, czasem noga ślizgała się na czymś miękkim i galaretowatym. Twarze wykrzywiały się i naginały ku mnie coraz natarczywiej. Rysy ludzkie zmieniały się w zwierzęce, a te ewoluowały ku kształtom abstrakcyjnym. W wirze pojawiających się i znikających rysów, krzywizn i tonacji migały oczy, usta, włosy morderców i świętych, cnotliwych dziewic i rozpustnic, dumnych mężów i żebraków. W pewnym momencie wszystkie facjaty przybrały rysy mojej twarzy – młodej, dorosłej i postarzonej nienaturalnie. Przez chwilę miałem wrażenie, że czas przyspieszył i mam już za sobą prawie całe życie. Nisze w kamiennym murze otwierały się i z energetycznej mgły wychodzić zaczęły trupy dawno zmarłych zakonników. Czekały aż je wyminę, a potem ruszały za mną w somnambulicznym pochodzie. Czasem od strupieszałych ciał odpadł zżółkły piszczel,  czaszka potoczyła się w ciemność, albo krucyfiks upadł na posadzkę. Szedłem ku wielkiemu refektarzowi, a gdy się tam znalazłem usiadłem przy czarnym stole. Po chwili schodzić się zaczęli martwi alumni i zakonnicy. Na koniec przykuśtykał na pół zgniły przeor. Usiadł naprzeciwko mnie i zaczął gregoriańską pieśń …Salus et gloria et virtus Deo nostro est... przerwał na chwilę i spojrzał ku mnie. Poczułem się nieswojo ale szybko dokończyłem quia vera et iusta iudicia sunt eius… Zakonnicy złożyli kikuty jak do modlitwy i zaśpiewali metalicznym głosem …Alleluia, alleluia… – Tedy powiadasz bracie Gwalbercie, że przysłał cię Pan z dobrą nowiną. Tedy każesz nam wstać z grobu i ruszyć na niebieskie pastwiska…? – nieoczekiwanie odezwał się jakiś purpurat stojący po prawicy przeora. – Zaiste czcigodny bracie… Jako rzekłeś… – A skąd mamy wiedzieć czy nie przybywasz z czeluści piekielnych…? – Jeno sumienie wasze musi wam podpowiedzieć co należy czynić… – Ano, ano… – Dopełnił się cykl astralny, w tysiącach galaktyk wybuchły gwiazdy supernowe. Wszechświat osuwa się w metafizyczną czeluść… – Czeluść powiadasz, bracie Gwalbercie, czeluść… – Jako rzekłeś ojcze przeorze… Spojrzałem na zakonnika i spostrzegłem, że od twarzy odpadł mu sporych rozmiarów kawał ścierwa. Podniósł go i beznamiętnie rzucił za siebie. Po chwili rozległ się oślepiający błysk i wszystko zniknęło…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: