XXXII MIĘDZYNARODOWY LISTOPAD POETYCKI

Z powodu długiej nieobecności w domu, nie wspomniałem jeszcze o kolejnym, XXXII Listopadzie Poetyckim, który odbył się w Wielkopolsce. Tym razem był dla mnie nietypowy, bo opiekowałem się i byłem tłumaczem Roberta M. Giannettiego z USA, wspaniałego poety i profesora jednego z uniwersytetów amerykańskich. Jak co roku, wiele było czytania poezji, wspaniałych rozmów, dyskusji i wymiany myśli. Jest to jedna z niewielu imprez, gdzie spotykają się pisarze ze ZLP i SPP i nikt nikomu nie wypomina przynależności związkowej. Z radością spotkałem się z Józkiem Baranem, Basią Gruszką-Zych, Zbyszkiem i Helenką Gordziejami, z Madzią Pocgaj, Romkiem Mieczkowskim i wieloma, wieloma jeszcze zaprzyjaźnionymi autorami (nie chciałbym nikogo pominąć, ale wymienianka byłaby za długa). To ogromne przedsięwzięcie logistyczne po raz kolejny doprowadzili do realizacji ludzie z poznańskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, na czele z Prezesem Zbigniewem Gordziejem. Także imprezy towarzyszące były dobrze pomyślane, miały walor poznawczy i prezentowały wyraziste osobowości artystyczne. Z wielkim zainteresowaniem zwiedzałem wnętrza klasztoru w Lubiniu, na skraju wysoczyzny kaliskiej – pierwszy kościół powstał tutaj w ostatnich dziesięcioleciach XI wieku, a potem był wielokrotnie restaurowany, przebudowywany i modyfikowany, aż zyskał charkter barokowej perły. To tutaj po raz pierwszy usłyszałem jak śpiewa Eduard Akulin z Białorusi, którego ballada o Jance Kupale wyciskała łzy z oczu. Właśnie występy tego barda oraz pieśni śpiewane przez Krzysztofa Galasa z żoną, tworzyły nastrój tego wielkiego literackiego spotkania. Warto też wspomnieć o spotkaniu z młodzieżą i miłośnikami poezji w lubińskiej szkole, gdzie młodzież wprost „szalała” na scenie, a widząc to – nestor polskiej sceny, Wojciech Siemion – natychmiast odpowiedział odpowiednim, żarliwym występem. Szczególny wymiar miał też dzień leszczyński, gdzie władze miasta i dyrekcja biblioteki im. Stanisława Grochowiaka przygotowały cykl spotkań i imprez, a szczególną wartość miały wiersze podejmujące temat domu. Sukcesem zakończyły się spotkania Roberta M. Giannettiego z anglojęzyczną młodzieżą akademicką Leszna i Poznania, a potem jeszcze były ciekawe dyskusje w pociągu, z dopiero co poznanymi pasażerami. Okazuje się, że polska młodzież dobrze zna język angielski, potrafi go używać i z niego korzystać. Organizatorom i uczestnikom tego ważnego wydarzenia w kalendarzu polskiej poezji i literatury należą się słowa uznania i podziękowania. Trudno jest dzisiaj zdobywać dotacje, a jeszcze trudniej pozszywać delikatnym ściegiem taką ogromną, rozległą i mieniącą się odcieniami materię. Po powrocie do domu, dowiedziałem się, że właśnie zmarł wieloletni organizator i moderator Listopadów – Nikos Chadzinikolau. Dreszcz przeszedł mi przez ciało, właśnie w listopadzie odszedł poeta, dzięki któremu tyle razy brałem udział w tej imprezie. Właśnie w listopadzie…

Warto tutaj też dołączyć wypowiedź prof. dr Roberta M. Giannettiego, który napisał artykuł o swojej wyprawie do Polski i udziale w Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim. Lektura dla czytelników znających język angielski:

WORDS ACROSS THE SEA

On Nov. 2, I left Lewiston and flew from Toronto to Poznan, Poland as an invited guest of the Thirty-Second November International Festival of Poetry. It was one of the most gratifying and memorable experiences of my life. I read my works in English with accompanying oral and written Polish translation as did the other invited participants in their own native tongues. The poets came from several regions of Poland and from Russia, Latvia, Ukraine, Belarus, the Czech Republic, Germany, Turkey, Vietnam, Ethiopia and Iraq, among other places. I was the only one from America. It was a true Babel of languages, but the sense of connection and communication on many different levels was stimulating and intense.

When I started to publish my poetry, I could not have imagined it would literally take me one day to Poland, where many of my works have since been translated into the Polish language and accorded high critical acclaim by an eminent Polish scholar, Dr. Daruisz Lebioda. He recently devoted a major critical essay to my work and a full-page color photo of me appeared on the cover of Temat, the glossy magazine of art and literature he edits.

The Poles have an exceptional regard for poetry and poets hold an honored place in their culture. At  the conclusion of the main program of the Festival at University of Poznan, we began touring some of the countryside by bus and were received warmly by mayors and city officials at town halls, libraries and schools in every community we visited. Dignitaries came out with flowers to put in our hands and we were feted at colorful receptions with a variety of gastronomic treats. On a trip to the town of Lubin, we even visited a Benedictine monastery and got to sample the brandy.

At every venue in which we appeared the audiences were large, attentive, and appreciative.  I gave four poetry readings in different locales and delivered two lectures in English schools. My lectures dealt with what I perceive to be a declining sense of universality and a growing sense of separatism in contemporary life and art. The ensuing dialogue with the students was engaging in every sense of the word, revealing a willingness to discuss philosophical issues forthrightly without reservation or embarrassment.

Following the Festival, I took up my backpack and rolling suitcase and set about exploring historic parts of Poland, spending several days in the medieval towns of Torun and Krakow, and then proceeding by rail across the Czech Republic to the city of Prague, from which I flew back to Toronto via Paris on Nov. 13. Besides tirelessly devouring the art and architecture of the cities, I had a memorable excursion to the 800 year-old salt mine in Wielieczka outside of Krakow. In many ways it is the Niagara Falls of Poland, a place of natural wonder but all underground – a place with deep chambers containing rock salt sculptures carved by the miners themselves over several centuries; a place that now hosts wedding parties and special events, and has been a tourist attraction for people from all over Europe for at least three centuries. The original 800 year-old Norwegian pine timbers still stand as the primary supports for the entire underground complex.

Reflecting on the experience of the poetry festival and all the encounters I had with the people on the trip afterward, I have tried to determine just what it is in my poetry that has resonated so strongly in Poland. Surely it has a lot to do with the universality I strive to articulate in all that I observe.  But I also suspect it has something to do with a shared focus on eternal philosophical questions and a special kind of enduring regard for nature, which celebrates its beauty and deplores the environmental and esthetic depredations brought on by horrific wars or mindless industrial exploitation.

A great Polish poet, Zbigniew Herbert, once expressed the high hope that “new poems” would draw out “new people” who would not add iron to iron, scream to scream, terror to terror. I share that hope and view poetry, in its best manifestations, as a hymn to the world and its wonders, enhancing the vibrancy of being truly alive. What I do in my own writing and in my occupation of antiquarian bookselling are related. Releasing a poem from my hands for publication or selling a fine old book in my bookshop embodies my dedication to expanding the horizon of the world into which I was born, and for me links past to present in a persistent hope for the future.

Robert M. Giannetti

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: