HERBERT O KAPOWANIU

Herbert - Lwowskie Spotkania-2005Coraz więcej faktów, związanych z donosicielską działalnością literatów, wychodzi na jaw. Najpierw była książka Joanny Siedleckiej pt. Kryptonim „Liryka”, potem nieco artykułów i wpisów na blogach, a wreszcie długie teksty Bohdana Urbankowskiego w „Gazecie Polskiej”. W ostatnim numerze tego periodyku pojawił się szkic Wiesława Zielińskiego o Aleksandrze Nawrockim, z którym przez lata miewałem wiele kontaktów, publikowałem w jego „Poezji Dzisiaj”, uczestniczyłem w organizowanych przez niego imprezach. Czytając listy Herberta do Miłosza, znalazłem taki oto fragment: Nie spodziewałem się także, że dosięgnie mnie ręka panów w czarnych garniturkach. Zatelefonowali do mnie w drugi dzień po przyjeździe. (była Wielkanoc i liczyłem na to, że „oni” także jedzą kiełbasę i piją). Potem były regularne „rozmowy” codzienne i wielogodzinne nie w urzędzie broń Boże, ale w hotelu „Metropol” na wysokim piętrze z oknem otwartym na podwórze. Mógłbym wyjść tym oknem i więcej nie wrócić a przyjaciele powiedzieliby, że się upiłem, że zawsze miałem tendencje do nihilizmu no i buch. Jakoś to wytrzymałem, a kiedy zorientowałem się że zaczyna się Kafka zwiałem i nie stawiłem się na przesłuchanie. Wiem oczywiście że władza nie lubi gdy się ją wyprowadza w pole i że nie dadzą mi już spokoju. Zetknąłem się przeto z ludźmi Moczara – jest to formacja chłopsko-nacjonalistyczna a zatem przerażająca. Interesowali się wieloma rzeczami między innymi prądami trockistowskimi na Zachodzie, ale głównie emigracją, którą najchętniej zwabiliby do kotła. Wypytywali także o Ciebie, czy byś nie wrócił, a ja im streszczałem „Dolinę Issy” i analizowałem twoją poezję udając że ich interesujesz jako najlepszy żyjący poeta polski. Grałem głupca ale bez przyjemności. Stwierdziłem z przerażeniem że się odzwyczaiłem, że nie bardzo potrafię spacerować z gównem na głowie, i że jestem tchórzem bo boję się o resztę życia. Odchorowałem to (bezsenność, depresja), ale teraz jest już dobrze i pracuję. (Z. Herbert, List do Czesława Miłosza z 18 czerwca 1969 roku, w: Zbigniew Herbert Czesław Miłosz Korespondencja, Warszawa 2006, s. 1o4-105.) Warto tę część listu Herberta cytować tym, którzy twierdzą, że wszyscy w komunie donosili na wszystkich. Jak widać, byli jednak tacy, którzy się przeciwstawiali – można o tym poczytać w relacji Siedleckiej, ale też sporo mamy świadectw w listach, artykułach i książkach, wydawanych w drugim obiegu. Przy okazji przypomniała mi się moja sytuacja z 1986 roku, kiedy to patrol ZOMO zajął się mną na polecenie smutnych panów w czarnych garniturach. Gdy odzyskałem przytomność i namawiano mnie bym – jak to nazwali – przyszedł do nich na „papugę”, odmówiłem i zastosowałem technikę dezinformacji, podobną do tej, opisanej przez Herberta. Nie podpisałem też kłamliwych zeznań, co wprawiło moich dręczycieli w prawdziwe zdumienie, a potem we wściekłość. Mylą się zdekonspirowani literaci – nie wszyscy donosili, nie wszyscy godzili się na bycie „papugą”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: