ROK JULIUSZA SŁOWACKIEGO (IV)

z7000510X

Rok Juliusza Słowackiego powoli zbliża się do końca i po kilku wielkich wydarzeniach, w których uczestniczyłem, czas przyszedł i na mniejsze incydenty. W klubie Polskiej Książki w Bydgoszczy, prowadząca tam spotkania Jolanta Kowalska, zorganizowała wieczór poświęcony temu polskiemu romantykowi. Przyszło sporo osób ze środowiska literackiego, pojawili się fascynaci poezji, autorzy wielu zbiorów poetyckich, członkowie związków pisarskich i artystycznych. Jedna z pań pięknie recytowała wiersze, a potem zaczęła się dyskusja, w której także wziąłem udział. Podkreślałem wagę doświadczenia Słowackiego dla polskiej poezji romantycznej i dla poszerzania wyobraźni i świadomości narodowej. Jak zwykle bywa przy takich okazjach, pojawiło się wiele anegdot, kolejni mówcy przedstawiali fakty znane i mniej komentowane, a najwięcej zaciekawienia wzbudziło przywołanie czasów wileńskich poety, śmierć ojczyma i miłość do Ludwiki Śniadeckiej, a potem liczne podróże i w końcu cicha śmierć w Paryżu. Płonęły świece, czuć było aromat kawy i herbaty, a kolejni mówcy wnosili coś nowego do zrozumienia fenomenu poety z Krzemieńca. Gospodyni wieczoru przez cały czas czuwała nad całością i udzielała głosu recytatorce i komentatorom. Wszystko razem złożyło się na bardzo ciekawe spotkanie, z licznymi emocjonalnymi momentami, z chwilami prawdziwych uniesień i donośnego brzmienia poetyckiego słowa. Ileż było w tym roku w Polsce takich zebrań i wieczorów, recytacji i przypomnień twórcy, niewielkiego ciałem, ale ogromnego Duchem. Co chwila myślałem o pośmiertnym triumfie, zapowiedzianym przez Juliusza w wierszu pt. Testament mój, a także o niewielkich możliwościach ekspansywnych języka polskiego. Wszakże będąc w USA, stwierdziłem, że przekłady poezji polskiej na angielski, są mizerne i naprawdę trudno znaleźć dobrze przełożony wiersz. Kiedyś Barańczak przetłumaczył z tego języka z powrotem na polski, funkcjonujący tam w jakiejś antologii, arcyliryk Mickiewicza Polały się łzy i było to straszne – niektórzy mieliby kłopot, żeby wskazać o jaki utwór wieszcza chodzi.

large

Kolejne spotkanie miało miejsce w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej im. Franciszka Becińskiego w Radziejowie. Prowadząca tę placówkę Halina Paczkowska, ma wiele pomysłów jak ożywiać życie kulturalne w tym miasteczku, sprowadza poetów, pieśniarzy, ma też spore zasługi w zakresie promocji lokalnego środowiska twórczego. Warto też wspomnieć o odbywającym się co roku konkursie literackim, którego patronem jest poeta tych ziem i lasów, pól i jezior, będący też duchowym opiekunem biblioteki. Zaproszono mnie, bym wygłosił wykład o Słowackim dla młodzieży licealnej, którą przyprowadziła pani Wioletta Nenczak, zdolna polonistka, która pod moim kierunkiem napisała pracę magisterską z literatury romantyzmu. Jak zwykle w takich przypadkach, staram się, młodzież przybyłą na spotkanie, najpierw zainteresować, poopowiadać o twórcy, przedstawić tajemnicze i mało znane zdarzenia z jego życia. Mówiłem zatem o dziwnej prośbie Juliusza, skierowanej do Boga w katedrze wileńskiej, która spełniła się w jego biografii. Pokazałem też trochę zdjęć, rysunków, portretów osób mu bliskich, a także sporo fotografii z Ukrainy, gdzie znalazłem się dokładnie w dwusetną rocznicę urodzin Słowackiego. Po ciekawostkach i pokazie multimedialnym, czas przyszedł na szersze perspektywy, spośród których wyodrębniłem wykład na temat astronomii twórcy Kordiana, znakomicie znającego konstelacje i nawiązującego do nich w licznych dziełach. W mojej książce Słowacki. Kosmogonia pokusiłem się o próbę ukazania nieba poety, na którym znalazły się tak ekscytujące gwiazdy jak Arkturus, Syriusz i Gwiazda Betlejemska, a także oryginalne gwiazdozbiory: Kasjopeja, Rak, Orion i Pegaz. Coraz więcej mam sygnałów z Polski, że książka ta została dobrze przyjęta i przemyślana. Spotkanie przebiegło w miłej, spokojnej atmosferze, mogłem zatem snuć coraz dalej idące refleksje, nawiązywać do wielu dzieł poety, w tym o tak egzotycznych dla młodzieży jak Zawisza Czarny, Mazepa czy Agyzelausz. Otrzymałem potem podziękowanie z biblioteki i informację, że moje wystąpienie spodobało się licealistom. Takie momenty utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto popularyzować wiedzę o tym wzruszającym twórcy, warto ukazywać jego dorobek z różnych stron, wielowariantowo i zarazem w kontekstach biograficznych.

2009_banknot_200_rocznica_urodzin_juliusza_slowackiego_20zl_przod

Podczas tego spotkania pokazałem też młodzieży banknot kolekcjonerski, wyemitowany przez Narodowy Bank Polski, w związku z dwusetną rocznicą urodzin drugiego wieszcza. Od dawna interesuję się banknotami z całego świata i opublikowałem sporo tekstów na ten temat. Tutaj mamy do czynienia z interesującym walorem płatniczym, na którym na pierwszej stronie umieszczono – chyba jeden z najlepszych – portretów poety, wzorowany na słynnym stalorycie bajronicznym Jamesa Hopwooda (wg szkicu Józefa Kurowskiego). Mamy też daty jego urodzin i śmierci, kałamarz z gęsim piórem i w tle dworek, w którym urodził się i mieszkał Juliusz Słowacki. Całość utrzymana została w odcieniach pastelowego żółcienia, sienny i brązu. Na stronie drugiej widnieje Kolumna Zygmunta z Placu Zamkowego, a przy niej symboliczne żurawie. To oczywiście nawiązanie do słynnego Uspokojenia (ujęcie wcześniejsze), którego fragment zreprodukowano także na banknocie. Czytamy tutaj z  oryginalnego rękopisu, z przekreśleniami poety: Co nam zdrady! — Jest u nas kolumna w Warszawie,/ Na której usiadają podróżne żurawie,/  Spotkawszy jej liściane czoło śród obłoka;/  Taka zda się odludna i taka wysoka!/  Za tą kolumną, we mgły tęczowe ubrana,/ Stoi trójca świecących wież Świętego Jana;/ Dalej ciemna ulica, a z niej jakieś szare/ Wygląda w perspektywie sinej Miasto Stare. Jest też zarys katedry i kałamarz z piórem, widziany z drugiej strony. Czyż grający kiedyś na francuskiej giełdzie Juliusz, mógł się spodziewać, że po latach jego wizerunek i autograf wiersza, staną się elementami polskiego banknotu? Co prawda jest to emisja okazowa, ale przecież można tym pieniądzem także płacić, bo ma nominał dwadzieścia złotych. Mnie najbardziej podoba się to przedstawienie samego poety, który tutaj prezentuje się dumnie, a zarazem ma w sobie jakąś subtelną tajemnicę.

2009_banknot_200_rocznica_urodzin_juliusza_slowackiego_20zl_tyl

I jeszcze jedna impreza, która nawiązywała do życia i twórczości autora Króla Ducha – XXXVIII Warszawska Jesień Poezji. Antologia uczestników, która ukazała się w tych październikowych dniach, ma na okładce Kolumnę Zygmunta i ten sam fragment rękopisu Słowackiego, który został umieszczony na banknocie. Podczas inauguracji Wojciech Siemion i Anna Chodakowska znakomicie mówili wiersze poety, a szczególnie podobały mi się wystąpienia aktora z Petrykoz, który wzniósł się na wyżyny swojego talentu. Stosunkowo niedawno pisałem krytycznie o jego wystąpieniach podczas Nocy Poetów w Chojnicach, ale teraz słuchałem go jak zaczarowany. Co za siła głosu, jaka forma wiekowego człowieka, jakie możliwości artystycznego wyrazu i ile ekspresji. Także recytacje Anny Chodakowskiej były na poziomie i chociaż zanikła szlachetna maniera starych aktorów, że nawet na chałturę idzie się z nauczonym na pamięć tekstem, to owo dramatyczne czytanie aktorki też było markowe. Pogratulować też trzeba autorom wspomnianej antologii, bo prezentuje się ona dobrze, zawiera wiele ważkich wierszy, choć i tych gorszych dałoby się wskazać trochę (może napiszę niebawem o jednym takim „utworku”). W sumie Słowacki pojawiał się w różnych konfiguracjach, a ja miałem też kolejną okazję mówić o nim młodzieży, w jednej ze szkół średnich stolicy. Także i to spotkanie zaliczam do udanych i wdzięczny jestem organizatorom, że pozwolili mi raz jeszcze spotkać się z uczniami, przedstawić im moją wizję twórczości Juliusza, a nade wszystko, zainteresować ich tą niezwykłą, czystą jak kryształ postacią, dzisiaj już daleką, bo przecież z obrębu literatury dziewiętnastego wieku. Dziewczęta i chłopcy dziwili się, że Słowacki umarł w wieku czterdziestu lat, a tyle grubych tomów dzieł po sobie pozostawił. Jego życie i droga przez świat miały w sobie wiele z etosu czystego człowieczeństwa i kto wie, czy gdyby żył dłużej, nie poszedłby drogą swojego przyjaciela św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Obecny przy śmierci poety i potem ją relacjonujący, charyzmatyczny arcybiskup warszawski i wieloletni zesłaniec, zachował dla potomnych obraz człowieka wielkiego, który nawet w obliczu śmierci był skromny, uduchowiony i odszedł z życia cichutko, bez skargi, prawie bezszelestnie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: