TRAVELER

Jadąc pociągiem z Warszawy do domu, czytałem różne gazety i magazyny. Najdłużej moją uwagę przykuło pismo „Traveler”, wydawane przez tę samą firmę co „National Geographic”. Szkoda, że w czasach mojej młodości nie było w Polsce takich pism, bo zapewne czytywałbym je od deski do deski – wtedy robiłem tak z „Poznaj Światem” i „Kontynentami”, kartkowałem Traveler2„Nationala”.. Teraz zagłębiłem się w nową lekturę i zauważyłem, że wybrany przeze mnie magazyn prezentuje różne miejsca na świecie, a zarazem informuje o cenach i terminach wycieczek, przypomina jakie są warunki podróżowania i co warto zobaczyć. W tym numerze był ciekawy artykuł o Egipcie, w którym treść rozpisana została na kolejne dni wyprawy – w sumie bardzo konkretne i wartościowe przybliżenie. Ale moją uwagę przykuły przede wszystkim trzy niezwykle interesujące artykuły o Chinach, w których przecież byłem miesiąc temu i które sam opisuję regularnie na moim blogu. Te teksty były dla mnie uzupełnieniem tego, co widziałem, ponieważ przybliżały inne miejsca Państwa Środka. Edi Pyrek opisał Pekin i Zakazane Miasto, a także okolice Wielkiego Muru , Klasztor Szaolin w Luoyang oraz słynną terakotową armię w mieście Xi’an. Z kolei Radek Pyffel zrelacjonował podróż przez środkowe Chiny – zaczął od Hongkongu, a potem był w Kantonie i Chengdu, dalej zwiedził Dolinę Jiuzhaigou i odbył kilkudniowy rejs po rzece Jangcy, zaczynając posuwać się tym wielkim traktem wodnym z Chongqing. Tak, pośród zjawiskowych, krystalicznie czystych krajobrazów, dotarł do Wuhanu, skąd dalej ruszył do Nankinu i zakończył wyprawę w Hangzhou, rozkoszując się zachodem słońca nad jeziorem Xi Hu. Trzeci artykuł napisał Krzysztof Darewicz, który z kolei  podróżował po południowych Chinach, odwiedził Szanghaj, który bystro opisał, a dalej ruszył do Suzhou nad Wielkim Kanałem, poleciał samolotem do Xiamen, był w Kantonie, pojechał autostradą do Yangjing nad Morzem Południowochińskim i wreszcie zakończył swoją wyprawę w Makau. Te trzy narracje w niezwykły sposób dopełniły moje chińskie obserwacje i spowodowały, że zatęskniłem także i do tych miejsc – myślę, że Chiny zajmą teraz ważne miejsce w moich podróżniczych, naukowych i literackich planach. Czytając dalej „Travelera” zapoznałem się z tekstami na temat Lisbony, malowniczych czeskich miasteczek, był też artykuł o sposobach podróżowania motocyklem przez różne kontynenty oraz dżipem przez Himalaje, do tego sporo ciekawych krótkich artykulików, niewielkich przypomnień i przybliżeń. Na koniec – gdy już zbliżałem się do Bydgoszczy – przeczytałem raport specjalny Barbary Żukowskiej o Christopherze McCandlessie, który po skończeniu studiów wybrał życie samotnicze, odciął się od rodziny, swobodnie podróżował po Stanach Zjednoczonych, a pragnąc być naprawdę wolny, dotarł na Alaskę, gdzie zamieszkał we wraku starego autobusu. Był wybitnym studentem i sportowcem, ale rozdał 24 tysiące dolarów swoich oszczędności, zrezygnował z wynalazków komunikacyjnych cywilizacji i ruszył na szlak. Jego historia została opowiedziana w filmie wyreżyserowanym przez Seana Penna, noszącym tytuł Into the Wild (polski tytuł: Wszystko za życie). Ten poszukiwacz ekstremalnych doświadczeń i jeden z nielicznych naprawdę wolnych ludzi na tym świecie, zapłacił wysoką cenę za swoje marzenia i w końcu umarł z głodu, zapomniany pośród wichrów i pustkowi północnej krainy. Czytelnicy zainteresowani zwierzętami znajdą w tym numerze podróżniczego periodyku także ciekawy tekst o słoniach, a poszukiwacze religijnych śladów historii, zapewne z zaciekawieniem przeczytają artykuł o Synaju i jego zabytkach. Jest też opowieść o wyprawie nastolatków do Włoch, którzy wygrali wycieczkę w konkursie zorganizowanym przez „Travelera”. W sumie wiele ciekawej lektury, sporo wiadomości o egzotycznych krajach i miejscach, a także trochę przybliżeń nie tak dalekich miejsc – lektura ze wszech miar godna polecenia, pismo, które powinno znaleźć się w bibliotekach szkolnych i na lekcjach geografii, historii, techniki, a także języka polskiego, bo przyszli autorzy ciekawych tekstów powinni uczyć się pisać na lekcjach rodzimej mowy. Nic tak nie kształci człowieka i nie uczy go pięknie formułować myśli, jak opisy podróży, w które wkłada się wiele serca i które dają tyle radości, wiedzy, dawnej mądrości i siły.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: