ŚWIAT STAROŻYTNY (I)

1

W czasie wakacji mam trochę wolnego czasu i mogę oddać się moim licznym pasjom. Jedną z nich jest studiowanie pism starożytnych autorów i szukanie w nich jakiś informacji, poglądów, mądrości, które mogą zaciekawić współczesnego czytelnika. Chciałbym kiedyś napisać ogromny tom o Grecji i Rzymie, z szerokimi analizami sztuki i architektury tamtych czasów, ale czy uda mi się to dzieło wyłowić z nieistnienia, Bóg jeden raczy wiedzieć…? Na razie staram się przeczytać jak najwięcej oryginalnych pism i tworzę pliki z cytatami, aforyzmami, opisami, słowem prowadzę kwerendę eseistyczną, bo nie chciałbym, żeby ta moja hipotetyczna książka miała charakter naukowy. Wolę luźne powiązania i spokojne przejścia od tematu, do tematu, giętkość myślową i lekkość ujęcia. Czytam na przykład Historię grecką Ksenofonta z Aten, urodzonego ok. 430 roku przed Chrystusem, w zamożnej rodzinie Eupatrydów. Niewiele o nim wiadomo, jakieś wyrwane z kontekstu biograficznego fakty szczątkowo odtwarzają owo życie. Jego ojcem był Gryll, słuchał wykładów sofistów, w tym Gorgiasza, a potem został uczniem Sokratesa. Dalej prowadził życie tułacze, brał udział w wielu wojnach, stał się apologetą Sparty i wraz z jej upadkiem, ruszył znowu na tułaczkę. Zmarł prawdopodobnie około 355 roku. Ze wspomnianego wyżej dzieła, mieniącego się licznymi odcieniami barw i dostarczającego historykom wielu faktów o toczących się konfliktach, o zbrojnych starciach i o ludziach jego czasu, wyjmuję jeden mały fragment, który poruszył moją wyobraźnię: Wtedy to Agesilaos zdobył sobie rozgłos fortelem drobnym, lecz trafionym. Ponieważ nikt z ludzi dostarczających żołnierzom jadła nie zaniósł tam ognia, a było zimno, tak z powodu wysokości, jak i deszczu i gradu, który padł pod wieczór, żołnierze zaś – jak to bywa w lecie – wspięli się na wyżyny w lekkich narzutkach, a teraz marzli w ciemnościach i do wieczornego posiłku nie mieli ochoty, wobec tego Agesilaos posłał tam około dziesięciu ludzi niosących ogień ukryty w garnkach. Kiedy posłani rozeszli się w różne strony i w wielu miejscach naraz zapłonęły wielkie ogniska, gdyż drzewa pod ręką brakowało, to wszyscy poczęli nacierać się oliwą, a wielu od razu przyjęło posiłek. (Księga IV, s. 176) Zawsze fascynowała mnie świadomość zawieszona w mroku, oczy ludzi błyskające pośród ciemności i wiążące się z nimi postawy, zachowania, myśli. Wyobrażam sobie tych nieszczęśników, jak siedzą skuleni pośród nocy, marzną i drżą z zimna, wypatrując świtu i wzejścia słońca nad horyzont. W dawnych czasach życie ludzi bliższe było egzystencji zwierząt, np. zajęcy, saren i jeleni, które trwają na polach, pośród krzewów i zeschłych traw, bez względu na pogodę. Czy leje deszcz, czy zacina wiatr, czy sypie śnieg, zwierzęta muszą sobie radzić. Tak samo radzili sobie kiedyś ludzie, przeczekując czas słoty i chłodu, przecinając odciski na nogach, czekając aż rany wojenne same się zagoją. Tutaj, u Ksenofonta, zatrzymałem się przy opisie zwykłych żołnierzy, którzy zostają nagle obdarzeni ogniem, niosącym ciepło, a przemyconym w garncach. Rozpalają ogniska i zaraz zaczynają nacierać ciała oliwą, wraca im apetyt i chęć do życia. Jakże potrzebne jest nam do życia ciepło i jak natychmiast rozkłada nas chłód, jak neguje i odbiera chęć istnienia. Łakniemy ciepła tak samo jak czystego powietrza, orzeźwiającej wody i smakowitego jadła.

2

O innym dziejopisie – Polibiuszu – wiemy znacznie więcej, choć i tutaj trzeba za każdym razem dodawać słowo „około”. Żył zatem w latach ok. 200 – 118 przed Chrystusem i należał do jednej z najznamienitszych i najbogatszych rodzin w Megalopolis, w południowej Arkadii. Wiele podróżował, między innymi do Egiptu i był świadkiem wielu zdarzeń – wymienienie ich wszystkich nie jest tutaj możliwe – które opisał w ogromnym dziele pt. Dzieje. Czytając te opasłe księgi, wydobyłem z pierwszego tomu taki oto osobliwy fragment o wyprawie Hannibala: Oto na leżący już przedtem i pozostały od ostatniej zimy śnieg spadł właśnie tegoroczny, który łatwo ustępował pod stopą, gdyż jako świeży był miękki i jeszcze głęboki. Lecz kiedy go przedeptali i postawili nogę na dolnym i skrzepniętym, ten już nie ustępował, lecz ślizgając się zjeżdżali po nim obu nogami, jak to na ziemi zdarza się tym, którzy idą po gliniastej powierzchni. A co potem się zdarzyło było jeszcze gorsze. Bo ludzie nie mogąc wryć się w dolny śnieg ilekroć po upadku chcieli kolanami albo rękami oprzeć się, aby móc powstać, przy każdym opieraniu się jeszcze bardziej zjeżdżali, gdyż grunt na długiej przestrzeni był spadzisty. A bydlęta juczne padając wciskały przy wstawaniu stopy w dolny śnieg; lecz wcisnąwszy je tkwiły wraz z ładunkiem jakby zamarzłe, częścią wskutek swego ciężaru, częścią wskutek spoistości dawnego skrzepłego śniegu. (I, s. 179) Zwykle przedstawia się wyprawę Hannibala jako niezwykły fortel wojenny, pełen inwencji i przebiegłości, a jednak – jak widać z zacytowanego fragmentu – podczas przejścia przez Alpy zdarzały się sytuacje komiczne, jakże częste w życiu ludzkim. Czytając ten opis, nieomal czujemy sypkość śniegu sprzed stuleci i widzimy jak, szybko wyślizgany, sprawia kłopoty żołnierzom i zwierzętom. To nieomal starożytna burleska, z właściwymi dla niej komicznymi elementami. Ile musiało być krzyków przy takim osuwaniu się, ile odgłosów przestraszonych koni, osłów, mułów – wyobrażam też sobie owe słynne Hannibalowe słonie, zjeżdżające po śniegu i ryczące przeraźliwie.

3

Wojna peloponeska Ateńczyka Tukidydesa, to klasyka literatury greckiej i batalistycznej wszystkich wieków. O tym, pochodzącym z bogatej arystokracji historyku też niewiele wiemy i opisy zawdzięczamy przede wszystkim informacjom, sprytnie wyłowionym z jego największego dzieła. Żył prawdopodobnie w latach 453 przed Chrystusem, do końca piątego lub początku czwartego wieku i pozostawił w swoich relacjach wiele informacji o swoich zapatrywaniach na politykę Aten i poglądach na wiele kwestii szczegółowych. Z jego dzieła wydobywam taki oto opis, wiążący się ze wskazanymi też wyżej przez Ksenofonta cierpieniami żołnierzy i niewolników: Z umieszczonymi w kamieniołomach Ateńczykami obchodzili się Syrakuzańczycy w pierwszym okresie surowo. Stłoczeni w znacznej liczbie w miejscu ciasnym i zapadłym, wystawieni byli z braku osłony na żar słoneczny, by z kolei w czasie jesiennych nocy znosić dokuczliwe zimno. Te zmiany temperatury wywoływały wśród nich choroby. Z powodu ciasnoty wszystkie potrzeby załatwiali na miejscu, a w dodatku gromadziły się tam stosy trupów; umierali z ran i z chorób wywołanych zmianą temperatury czy z innych podobnych przyczyn. Zaduch był nie do zniesienia, nękał ich głód i pragnienie. Syrakuzańczycy bowiem dawali im w ciągu ośmiu miesięcy tylko po jednej kotyli wody i po dwie kotyle zboża na osobę. Narażeni też byli, jak to sobie można wyobrazić, na inne przykrości związane z pobytem w takim miejscu. (t. II, Ks. VII, s. 630) Łatwo domyślimy się, że te „inne przykrości”, to przede wszystkim insekty różnego rodzaju, które gromadzą się przy wydzielinach i trupach, może szczury, może jakieś zwierzęta odważające się szarpać śpiących lub atakować umierających… Ale przede wszystkim chodzi Tukidydesowi o okrucieństwo sycylijczyków, którzy nie znali litości dla wrogów. Bili ich i ranili, a także nie zabezpieczali w pełni posiłków i opieki lekarskiej. Istnienie człowieka pośród wieków historii, naznaczone jest ogromnym, krzewiącym się i pojawiającym się stale w nowych przestrzeniach cierpieniem. Ileż ludzkość musiała wycierpieć, by rozwinąć do wymiarów współczesnych – ileż było bezimiennych ofiar tego postępu, umierających z poczuciem beznadziei, pośród chłodu i ciemności, bez przyjaznej dłoni, w ostatnim humanitarnym geście, zamykającej powieki. Cierpienie, ból i rozpacz, a do tego zwyrodnienie władców i dowódców, nieustające dążenie do zdobycia bogactwa i wdeptania ciał przeciwników w ziemię. Niestety owo cierpienie także i w naszych czasach wyciska jeszcze swoje piętno na rodzaju ludzkim i wciąż gdzie, w jakimś zakątku świata, ktoś umiera tak samo, jak w czasach greckich umierali Ateńczycy, pokonani i zgnębieni przez Syrakuzeńczyków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: