CENTAURY

Chiron_instructs_young_Achilles_-_Ancient_Roman_fresco

W mitologii greckiej, centaurowie należeli do plemienia dzikich istot o końskich ciałach, ale mieli ludzką głowę i tors. Zamieszkiwali góry Tesalii, Arkadii i Elidy, a ich protoplastami były mezopotamskie sfinksy, wyobrażane jako połączenie człowieka i lwa. Poezja polska rzadko nawiązuje do tych kłótliwych i zadziornych bohaterów, bardzo dawnych przekazów, powstałych zapewne wśród tesalijskich hodowców koni. Bywają jednak wyjątki i ich krótkie przypomnienie zacząć wypada od Mickiewicza, który w Odzie do młodości powiada: Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,/ ten młody zdusi Centaury/ Piekłu ofiarę wydrze,/ Do nieba pójdzie po laury. Jego poetycki konkurent – Juliusz Słowacki – w Zawiszy Czarnym z kolei, takie zostawił określenie barbarzyństwa: Turek z branką… to Centaur dawny z Dejanirą… Dorzućmy jeszcze fragment wiersza spadkobiercy Konradów, Beniowskich, Hrabiów Henryków i tajemniczego jak owi mitologiczni pół-ludzie twórcy – Tadeusza Micińskiego: Jest serca kraj na modrej morza fali,/ gdzie Centaur dzikiej poucza mądrości,/ gdzie bór indyjskie rozwiesza wonności/ i w wodospadach rzeka się krysztali. (*** jest serca kraj…) Trudno się dziwić, że u znawcy epoki romantyzmu i autora znaczących książek o wieszczach, a przede wszystkim człowieka zakorzenionego głęboko w kulturze śródziemnomorskiej, znajdziemy nawiązanie do tych postaci. Wszakże postrzegany on jest jako klasycysta, który odwołuje się do dziedzictwa kulturowego antyku, ale też do bogactwa baroku. Pamiętamy dobrze książkę z 1967 roku pt. Czym jest klasycyzm. Manifesty poetyckie, w której pojawił się program poezji szeroko skanującej dorobek ludzkości i odwołującej się do wielkich mitów, dostrzegającej ciągłość tekstów i obrazów, wielkich konstrukcji intelektualnych i subtelnych zauroczeń.

W wierszu pt. Centaury Jarosława Marka Rymkiewicza , mamy do czynienia ze ściśle określoną przestrzenią liryczną. To symboliczny świat skalisty, pełen urwisk i szczelin, a więc lokujący się gdzieś pośród młodych geologicznie gór. Ale też jest to miejsce, gdzie pojawia się wielopiętrowy las, a więc muszą też być jakieś płaszczyzny, enklawy, gdzie drzewa iglaste mogą się zakorzenić i układać w pasma, charakterystyczne dla tego rodzaju zarastania. Zdawać by się mogło, że w takiej ściśle zabudowanej przestrzeni, w takim groźnym dla życia miejscu, nic się nie dzieje. Wiatr tylko hula w gałęziach, przemykają kozice i rysie, czasem zbłąkana orzechówka przysiadzie na konarze, czasem pomurnik skalny da o sobie znać skrzekliwym głosem. To jest też matecznik niedźwiedzia, który czeka na ofiarę w mroku sosen i modrzewiów, albo wspina się na wyniosłą limbę, by spojrzeć w dal i dostrzec spadającą ze skał kaskadę. A jednak w tej gęstwinie żyją mitologiczne stwory – centaury. To jest ich kryjówka, a także miejsce zabaw, bachanaliów i festynów. Jakby dla podkreślenia zabawowego charakteru ich bytowania w półcieniach iglaków, noszą one na głowach wieńce zielone lub płowe, a zatem z roślin dopiero co zerwanych i zwiędłych. Poeta świadomie wprowadza tutaj dysharmonię do kreowanej krainy, wszakże górska roślinność piętrowa najmniej chyba nadaje się do aranżowania zabaw. Ale przecież poeta nie określa jakie to festyny, może krwawe uczty, albo rytualne morderstwa – może magiczne celebracje. Wszystko jest możliwe w świecie, gdzie graniczy ze sobą mit i natura, piękno i pojemność symbolu z pustką szczelin i grozą postrzępionych skał.

Jakby dla podkreślenia magicznego charakteru pojawiających się tutaj zdarzeń, w drugiej zwrotce poeta określa zabiegi centaurów jako czary, tajemnicze obrzędy, nie znane w świecie niepoetyckim, pośród ludzi nie wrażliwych na słowo i jego głębie. Jak w wielu przedstawieniach malarskich i rzeźbiarskich, a nade wszystko w dziełach nawiązujących do etosu pasterskiego, słyszymy tutaj muzykę fletu. Potrafi ona wykreować odpowiedni nastrój, ale też nawołuje do tańca i to żwawego – takiego podczas którego połyskują rogi. Te rogi wskazywałyby, że mamy tutaj do czynienia z bucefocentaurami, czyli pół-ludźmi i pół-bykami. A może po prostu ta rozległa symboliczna kraina dozwala przenikać się mitom i przedstawieniom – to cecha literatury romantycznej, w której światy wypływają z siebie i wzajemnie się przeplatają. Ale tutaj jest jeszcze coś niepokojącego, bo za kotarą z liści rozgrywa się jakiś dramat, jakaś surrealna sytuacja, pełna grozy i tajemniczej głębi. Przemykają tam całe plemiona, nagie i poruszone wzgardą bogów, jakby przypominające zwierzęta uciekające przed pościgiem. Poeta kreuje ten obraz i staje się on rodzajem symbolu istnienia – to jest sytuacja każdego bytu, w naszym świecie i w naszym kosmosie, umykającego przed zagrożeniem, jakimś oprawcą, albo jakąś przedwieczną, trudną do pojęcia siłą. Jeśli spojrzeć na ten festyn centaurów z dalekiej perspektywy, to stanie się on odwzorowaniem świata, naszych uwikłań i nieustannych prób znalezienia miejsca w nim. Nic przecież nie jest w nim jednoznaczne, a raczej wszystko jest wieloznaczne i tajemnicze, ma swoje drugie dna, jakieś postrzępienia i jakieś szczeliny. Gdzieś tam słychać odgłos fletu, pasterz schodzi ze stadem z gór, a za poświatą horyzontu rozgrywa się odwieczny, wynaturzony i uświęcony boskim przyzwoleniem, taniec centaurów.,/p>

Umykając, trafiają one do mrocznego centrum cywilizacji ludzkiej, a więc przekraczają czas i przestrzeń. Choć jednak nadal tkwią w swoim mroku, pośród gęstwiny. Ta transgresja ma swoje umotywowanie w charakterze kreacji i staje się dalszym ciągiem dziwnych zdarzeń. Przeniesienie akcji lirycznej jest tutaj gwałtowne, ale też mieści się w obrębie cudowności i grozy pierwszych dwóch zwrotek. Każda cywilizacja graniczy, w jakimś miejscu, z plątaniną krzewów i drzew, z piętrowym lasem i szczelinami, rozsianymi pośród skał. W ich mroku czyhają połyskujące w ciemności oczy, śledzące każdy ludzki ruch, rejestrujące każdą odmianę. To zwierzęta, czujne i gotowe do skoku lub ucieczki, ale też różnorakie zjawy, symboliczne twory, personifikacje i animizacje ludzkich lęków, tęsknot, wyobrażeń. Okazuje się, że w świecie, w którym uciekają całe plemiona, nie ma też miejsca dla centaurów. Jeszcze tkwią one w górzystej krainie, jeszcze istnieją w niej, niby cienie ogromnych roślin i ostańców. Niebawem jednak opuszczą to miejsce, wyjdą z lasów, przestaną się kryć. Wtedy świat symboliczny zamieni się miejscami ze światem realnym, a to co potencjalne, stanie się realne. Ludzie też należą do jakiegoś plemienia, a gęstwiny cywilizacji niewiele różnią się od tych, pośród których kryły się centaury. Dlatego zamiana będzie możliwa i dla wielu nawet niedostrzegalna – istoty bez ciała nagle wnikną w jakieś cielesności, a ci, którzy mieli powłokę, nagle ją stracą. Tak przeminie czas człowieka i jego kolejna epoka. To jest mądry wiersz o nieustannym przesuwaniu się teraźniejszości ku przeszłości i nabieraniu przez nią cech symbolicznych, ale też przypomnienie, że w wielu z nas tkwią centaury, choć może o tym nie wiemy, może nie pamiętamy, a może… nie chcemy przyjąć owej przenikalności i chybotliwości cywilizacji. Pewnym jednak jest, że plemię ludzi, jak centaury, minie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: