ŻURAWIE

chelmonski-flight

Podczas podróży pociągiem wiedziałem sporo ptaków, które umykały przed hałaśliwą maszyną, toczącą się na stalowych kołach, uderzającą równomiernie w szyny. Na jakimś drucie siedział wychudzony dudek, którego rozpoznałem, choć miał złożony pióropusz. To jeden z najpiękniejszych polskich ptaków, bardzo płochliwy i trudny do zauważenia. W innym miejscu, nad wyrębem lasu, umykał dzięcioł czarny, z charakterystycznym czerwonym łbem. Przypomniało mi się, jakie wrażenie zrobił na mnie ten ptak, gdy po raz pierwszy zauważyłem go w latach siedemdziesiątych, gdzieś w lasach za osiedlem Błonie. Z kolei na polach, jakieś sto metrów od torów kolejowych, wyłowiłem parę majestatycznych żurawi, które z kolei mają czerwone pióra pod kuprem i też wyglądają zjawiskowo. Szczególnie, gdy wyłaniają się z mgieł i wyciągają do góry głowę jakby sondowały powietrze nad nimi. Malował je pięknie Józef Chełmoński i zamieszczam tutaj reprodukcję dwóch obrazów. Pociąga mnie to malarstwo i marzę o napisaniu książki, w której połączyłbym analizy literatury romantycznej z pejzażami i przedstawieniami natury Szermentowskiego, Chełmońskiego czy Wyczółkowskiego.Ileż piękna naturalnego znajdziemy w Panu Tadeuszu, gdzie czytamy: A w głębi ciemnej nieba wciąż jęczą żurawie./ Słysząc to nocni stróże pytają w obawie,/ Skąd w królestwie skrzydlatym tyle zamieszania,/ Jaka burza te ptaki tak wcześnie wygania. To zapewne te słowa miał w pamięci malarz, gdy tworzył niezwykle dynamiczny wizerunek tych dużych i tajemniczych ptaków. Jadąc dalej widzę sporo sielskich obrazków – pól rzepaku i świeżej trawy, a pośród nich niewielkie sarenki, umykające zające, czasem jakiś lis, w zastygłej pozie, uważnie przyglądający się przestrzeniom wokół niego. Ale najwięcej jest ptaków i moje czujne oko wyławia jakąś dzierzbę, jakieś skowronki, stada szpaków, wiele srok, krążące nad polami myszołowy i błotniaki, czasem jakiś bujający w obłokach jastrząb i wiele, wiele drobnicy: wróbli i mazurków, sikorek, zięb, trznadli – czasem jakaś czajka, jakieś kaczki, kurki wodne, czaple siwe nad rozlewiskami. Jadę na Zachód Polski rano, gdy przyroda budzi się do życia, a wracam do mojego miasta około siedemnastej, czasem nieco później. To najlepsze godziny do obserwacji przyrody i ruchu w świecie naszych braci mniejszych. Dlatego nie nużę się podróżą i czasem czuję wielką ekscytację, mam chęć natychmiast napisać odę do dzięcioła czarnego i żurawia – tego króla łąk i pól, władcy szumiących traw i ziół, pana dalekich, otwartych przestrzeni. Może napiszę…

chelmonski-swit-krolestwo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: