* * *

Seledynowo-złote mgły ciągnęły się od horyzontu nad morzem, po kres czarnych gór. Czasami połyskiwały pośród nich iskry złota, na chwilę pojawiały się długie, ciemne smugi lub lekki rozmaz czerwieni, firny zieleni, okruchy fioletu. Słychać było śpiew samotnego anioła, lekko bujającego się na pięciolinii zmierzchu. Ktoś długo płakał i ocierał łzy z oczu, ktoś smucił się jakby stracił coś, co bardzo kochał. W dali tętniły już głuche szwadrony nocy i rzymski denar księżyca wyłonił się zza najwyższego szczytu. Stałem na wielkim głazie i patrzyłem w dal, tam, gdzie światło załamywało się w pryzmacie chwili. Tęskniłem za nią i pragnąłem znowu opleść palcami jej dłoń, poczuć smak ust, usłyszeć bicie serca. Pierwszy nietoperz pojawił się nad drzewami i woda zaczęła się uspokajać. Anioł odleciał do niebieskiego gołębnika i wszędzie wokół opadło lekko, bezszelestnie amarantowe sukno mroku…

1 komentarz

  1. absowentka FP said,

    2009/04/23 @ 21:23

    słowa pozwalające rozwinąć skrzydła wyobraźni, muskając przy tym zmysły…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: