PLANETA ZIEMIA

earthrise

Znalazłem w Internecie zdjęcie zachodzącej Ziemi, zrobione 24 grudnia 1968 roku przez załogę statku kosmicznego Apollo 8. Astronauci: Frank Borman, Jim Lovell i William A. Anders jako pierwsi opuścili niską orbitę okołoziemską i znaleźli się w pobliżu innego ciała niebieskiego. Ów drugi wymieniony wyżej pilot był potem członkiem załogi feralnego Apolla 13, który miał poważny defekt w drodze na Księżyc i musiał szybko wracać na Ziemię. Podróż Apolla 8 odbywała się w module dowodzenia i niosła ze sobą liczne niebezpieczeństwa. Patrzę na to słynne zdjęcie i myślę o sobie w tamtym czasie. Miałem wtedy dziesięć lat i leżałem w szpitalu, w związku z operacją lewej ręki. Złamałem ją fatalnie podczas zabawy na podwórku, a potem kości źle się zrosły i lekarze zadecydowali o dodatkowym działaniu inwazyjnym. Wsadzono mi specjalne druty do lewego przedramienia, które po wszystkim miałem przez jakiś czas w domu, a potem gdzieś je zgubiłem. Wycierpiałem wtedy sporo, dostałem dziesiątki zastrzyków niezwykle bolesnej penicyliny krystalicznej, poznałem życie w szpitalnej sali i zapoznałem się z wieloma przypadkami złamań, przeszczepów kości, rekonstrukcji i innych skomplikowanych operacji. Do dzisiaj na moim lewym przedramieniu widnieją dwie długie blizny i dwie niewielkie, które pozostały po zabiegu usunięcia drutów. Amerykańscy astronauci okrążali księżyc, a ja patrzyłem na naszego satelitę przez okno szpitalne i byłem jednym z przedstawicieli ludzkości żyjącej w danej chwili na planecie Ziemia. Wielu uważa, że nasza matka żywicielka jest najpiękniejszym ciałem niebieskim w Układzie Słonecznym i tak zapewne jest. Dzisiaj widzę przede wszystkim niezwykłą moc, jaka utrzymuje naszą planetę na orbicie wokół Słońca i przepastną głębię wszechświata. Dostrzegam też jakieś zakodowane przesłanie – jakby Ziemia była emblematem wielkiej szansy i zapraszała ludzkość do podjęcia trudu rozwoju. Ten postęp się dokonuje, ale za jaką cenę, wszakże obok mnie żyli wtedy na tym pięknym niebieskim globie przyszli mordercy i polityczni przywódcy, którzy poprowadzili tłumy na wojny. Stale ktoś kogoś mordował, ktoś coś kradł, wciąż ktoś intrygował i niszczył innych ludzi. Ale też trwały prace w laboratoriach, uczeni tworzyli nowe techniki przesyłania informacji, konstruowano coraz wymyślniejsze urządzenia. To był rok demonstracji studenckich w Polsce i na świecie, wojny w Wietnamie, rok śmierci Gagarina, inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, końca rewolucji kulturalnej w Chinach i wielkiej epidemii grypy Hong Kong, na którą zachorował też mój ojciec. Urodzili się wtedy znani później bokserzy: Gołota, Saleta i Michalczewski, córka Presleya – Marie Luisa, Céline Dion, Kylie Minogue, aktorzy Will Smith, James Caviezel, kierowca Formuły jeden Mika Häkkinen, a mój brat miał dopiero cztery latka i chodził ze mną za rączkę. Równie wiele było znaczących zejść z naszego świata, choć Ziemia jest przecież urną i przechowuje prochy wszystkich postaci historycznych – oprawców i tyranów, wielkich filozofów i artystów, bezimiennych i na zawsze zapomnianych przedstawicieli naszego gatunku. Obok wspomnianego wyżej pierwszego kosmonauty, odeszli zatem w niebyt: polski fizyk Leopold Infeld, malarz prymitywista Nikifor Krynicki, pisarze John Steibeck i Arnold Zweig, poeta Salvatore Quasimodo, literaturoznawca Stanisław Pigoń, zamordowano Martina Lithera Kinga i Roberta F. Kennedy’ego. Polski pisarz Witold Gombrowicz przegrał Nagrodę Nobla z Japończykiem Kawabatą Yasunarim i była to, ze wszech miar, słuszna decyzja szwedzkich akademików. Gdy to wszystko się działo, gdy pojawiały się kolejne wersy zapisu historycznego tamtego czasu, a astronauci amerykańscy okrążali Księżyc w statku Apollo 8, siedziałem na szpitalnym łóżku i patrzyłem przez okno na lampę stuleci. Na słynnym zdjęciu, które umieściłem nad tym wpisem do mojego dziennika, jest też to moje zapatrzenie, dziecinne cierpienie i smutek małego, dziesięcioletniego przedstawiciela ówczesnej ludzkości. I jakby druga strona rzeczywistości, utrwalonej na kliszy fotograficznej…

2 Komentarze

  1. Zawieruszona said,

    2009/04/14 @ 10:40

    Żyjemy obok morderców, tyranów i tych, którzy wodzą setki ludzi na śmierć. Żyjemy podobno w najlepszym z możliwych światów….

  2. lebioda said,

    2009/04/14 @ 20:07

    Są też dobre strony naszej egzystencji. Wszystko zależy od tego jak sobie zaplanujemy życie i z jaką konsekwencją będziemy to realizować. Może trzeba – jak mówi Paolo Coelho – pójść za swoją legendą… Jakby nie patrzeć nasze istnienie nie jest najłatwiejsze.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: