DRAPIEWSKI NA SZWEDEROWIE

Leon Drapiewski skomponował swoje malowidła w kościele szwederowskim w niezwykle harmonijną całość. Tworzą ją cztery ogromne przedstawienia na środku sufitu, a także osiem medalionów ukazujących czterech świętych mężów i cztery święte niewiasty. Znaczenie ma też kremowa oprawa malowideł, złocenia i sztukaterie. Wszystko to nadaje wnętrzu kościoła określony nastrój niezwykłej powagi i miejsca uświęconego. Patrząc od strony ołtarza widzimy najpierw scenę narodzin Jezusa, potem Jego ukrzyżowania, następnie zmartwychwstania i malowidło ostatnie, które jest apoteozą Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i wydarzenia w Zielone Świątki, kiedy to Duch Święty natchnął apostołów i zesłał na nich dar języków. Leon, Władysław i Kazimierz Drapiewscy, to bracia niezwykle dla Kościoła zasłużeni. Ich malowidła zdobią między innymi katedry w Pelplinie i Płocku, kościół pod wezwaniem św. Trójcy i pod wezwaniem św. Piotra i Pawła w Bydgoszczy.

narodziny1

Narodziny. Jakże pamiętne są wydarzenia z historii Palestyny, gdy cesarz August wydał edykt by sporządzono spis powszechny ludności. Wtedy to wszyscy podążyli do miast swoich narodzin, by tam zapisać swe imię po wsze czasy. Jak podaje św. Łukasz: Wybrał się wtedy także Józef z miasteczka Nazaret w Galilei do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, aby się dać wpisać z Maryją, zaślubioną mu małżonką, która była brzemienna. A gdy tam przebywali, nadszedł dla niej czas rozwiązania. I urodziła Syna swego pierworodnego, i owinęła go w pieluszki, i złożyła w żłobie, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie. (Łk 2, 4-7) To wydarzenie stało się kanwą pierwszego z malowideł Leona Drapiewskiego w kościele na Szwederowie. W centrum tego przedstawienia znalazła się Maryja, Józef i Dzieciątko Jezus. Nad nimi unoszą się w obłokach cherubinki i anioły wyrażając swoją radość i obwieszczając niebiosom narodziny Syna Bożego. W dali widać gwiazdę betlejemską, której promienie oświetlają Dzieciątko. Po stronie prawej przykucnęli trzej królowie z ewangelicznymi darami: złotem, kadzidłem i mirrą, a po stronie lewej Boskiej Rodziny pochylają się pasterze. Jeden z nich przechodzi dla kontrapunktu na stronę prawą i w ten sposób ”ratuje”, zachwiane proporcje. Barwy są tutaj pastelowe, rozmyte walorowo i jakby przepełnione mlecznym światłem. Na plan pierwszy wysuwa się postać św. Józefa, który złożył ręce jak do modlitwy i spogląda na pasterzy. Niezwykle uduchowiona jest też Maryja, która zgodnie z tradycją przedstawień okryta jest błękitną szatą i przygląda się z macierzyńską czułością Jezusowi. Stajenka betlejemska zdaje jest być ledwie zaznaczona w tle czterema belkami i majestatycznymi blokami kamiennymi. Ma to sugerować jakby wiecznie rozgrywające się misterium narodzin Syna Bożego i jakby wieczne otwarcie tej stajenki na człowieka. Tonacje barw i rozmycia kreują nastrój grozy i ostateczności rozgrywających się zdarzeń, a zarazem jakby narodzin światła pośród mroku. Owo zatrzymanie w kadrze ma być – w zamyśle twórcy – przybliżeniem prawd Boskich i nieustającym przypomnieniem chwały Narodzin.

ukrzyzowanie11

Ukrzyżowanie. Malarz pokazał w tym przedstawieniu moment po ustawieniu trzech krzyży na Golgocie. Wszystko tutaj zostało podporządkowane naczelnej myśli, ewangelicznemu mottu obrazu: A gdy przybyli na miejsce zwane Trupią Głową, ukrzyżowali jego i łotrów, jednego po prawicy, drugiego po lewicy. A Jezus tak się modlił: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią! (Łk 23, 33-34) Charakter temu przedstawieniu nadaje przyćmione światło słońca, które barwi postaci i wszystko dookoła nich tonacjami szarości, brudnych błękitów, złamanych brązów. Osią jest tutaj krzyż Chrystusa, który odcina się swoim charakterem od krzyży łotrów. Ich są z byle jakich bali, a tylko Jezusowy wykonany został z okorowanych belek. Postacie łotrów są dynamiczne, pełne ekspresji i histerycznego cierpienia. Jezus natomiast jakby zastygł w swoim bólu i promieniuje na zewnątrz subtelnym światłem. To światło w sposób symboliczny spowija całą przedstawioną grupę. Pod krzyżem stoi Maryja i wznosi dłonie w kierunku Syna. Podtrzymuje ją Jan Ewangelista. Są też i inne znane z Ewangelii osoby. Wszyscy w milczeniu przeżywają torturę Syna Bożego, łkają bezgłośnie, albo gestami wyrażają swój ból. Tylko żołnierze rzymscy są niewzruszeni. Malarz uchwycił ich trafnie w momencie wykonywania „zwykłych” czynności egzekucyjnych. Cierpienie Chrystusa nie robi na nich większego wrażenia, pragną tylko wykonać powierzone im zadanie. To dla nich codzienność – jeszcze jedno ukrzyżowanie pośród setek, tysięcy takich samych egzekucji. Rzymianie maja na głowach charakterystyczne hełmy z przyłbicami i grzebieniami na szczycie, okrywają ich powiewne, plastycznie namalowane płaszcze. Drapiewski wprowadził do tego przedstawienia postać na koniu, co ma podkreślać ulotność tej chwili, fakt, że żołnierze zaraz odjadą pozostawiając skazańców na krzyżach. Charakterystyczna dla tego malowidła jest szeroka smuga światła spływająca z nieba na krzyż Chrystusa, Maryję i apostołów. Jest to światło Ducha Świętego, a zarazem oświetlająca moc Boga. Drapiewskiemu udało się skomponować grupę postaci żywych i niezwykle plastycznych. Dzięki temu obrazowi łatwo możemy sobie wyobrazić jakie były realia właściwego ukrzyżowania. Malarz pokazuje tutaj na co go stać – wydobywa z szat postaci i nagich ciał światłocienie i głębie walorowe, których mógłby mu pozazdrościć niejeden hiszpański czy niemiecki mistrz pędzla.

zmartwychwstanie11

Zmartwychwstanie. Trzecie przedstawienie z sufitu kościoła na Szwederowie jest chyba najbardziej symboliczne w swojej wymowie. Oto Chrystus opuszcza grób trzeciego dnia po swojej śmierci na krzyżu: Powstawszy z martwych wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wypędził był siedmiu czartów. Ona poszła i oznajmiła to towarzyszom jego, pogrążonym w smutku i we łach. (Mk 16, 9-11) Drapiewski pokusił się o ukazanie samego momentu zmartwychwstania, którego próżno by szukać w czterech Ewangeliach. Chrystus tu właśnie wychodzi z grobu, który znamy z opisów biblijnych, ale też jakby wychodzi z symbolicznej bramy śmierci i schodzi po czterech schodach na ziemię. Malarz ukazał zmartwychwstanie jako wybuch energii – ten wybuch nagiął gałęzie krzaków i poprzewracał pilnujących grobu żołnierzy rzymskich. Nawet anioł został delikatnie odrzucony na bok. Chrystus jest promieniującym światłem i wychodzi z mroku śmierci ku świetlistości dnia. Dokoła jego postaci połyskują promienie. Podnosi dłoń do góry w geście powitania i pojednania i wyraźnie wtedy widzimy ranę na prawej dłoni. Lewa oparta jest o krzyż z chorągwią, powiewającą luźno i przeistaczającą się w szatę Jezusa. Pośród twardych, zwalistych bloków skalnych Jezus jest lekki i zdaje się delikatnie unosić w powietrzu. Jego światłość rozlewa się po całym przedstawieniu i przenika ledwie dostrzegalnie wszystkie barwy w nim zastosowane. Dominująca jest tutaj sepia, ale łagodnie przechodzi ona w tonacje granatów, ugrów i ultramaryn. Wszystko jakby przepuszczone przez filtr mlecznego światła, wszystko jakby okryte ledwie wyczuwalną błoną czerwieni i złota. Jest w tym przedstawieniu jakaś trudna do zdefiniowania dostojność, jest tajemnica, jak samą tajemnicą jest zmartwychwstanie.

zeslanie11

Zesłanie Ducha Świętego. To malowidło jest apoteozą mocy Matki Chrystusa, która zasiadła na Jego tronie po Wniebowstąpieniu. Widzimy tutaj moment zesłania Ducha Świętego w postaci gołębicy, rozlewającego łaski na zgromadzone osoby. To ten moment o którym mówi św. Łukasz: Tymczasem nadszedł dzień Zielonych Świątek i wszyscy byli zebrani w jednym miejscu. Nagle dał się słyszeć wysoko z nieba szum jakby silnego wichru i napełnił cały dom, w którym przebywali. Równocześnie ukazały się im języki, jakby z ognia, które rozdzieliły się i na każdym z nich z osobna osiadł jeden. Wszyscy napełnieni zostali Duchem Świętym i poczęli mówić w obcych językach tak, jak im Duch Święty kładł w usta. (Dz 2, 1-4) Duch Święty otoczony jest aureolą światła i wysyła promienie na wszystkie strony. Odchodzą od niego wyraźne, promieniste kręgi barw – od złota, poprzez żółcień i sepię, do tężejących brązów, przechodzących przez oktawy szarości ku granatowi. Połyskliwa aureola przyozdobiła także głowę Najświętszej Maryi Panny. Dar języków otrzymały także dwie stojące za Maryją niewiasty. Całe przedstawienie utrzymane jest podobnie jak trzy poprzednie w tonacjach rozmytych granatów, przytłumionych brązów i szarości. Dzięki temu uzyskał artysta efekt niezwykłego dostojeństwa postaci i spowijających je szat. Wszystkie one utrzymane są w tonacjach przypominających barwy Botticellego, Zurbarana i Velazqueza. I tutaj malarz jakby zatrzymał w kadrze całe zdarzenie. Postaci niezwykle plastyczne i dynamiczne podkreślają swoją chwilową statyką majestat Maryi. To ów czas, gdy na moment rozstąpiły się chmury i Matka Odkupiciela ukazała całą swoją moc – w świetle Ducha Świętego, w perspektywie męki Syna i nieskończonej tajemnicy Boga. I tutaj znakomicie operuje Drapiewski światłocieniem, potrafi tak rozmyć barwy, że oglądający malowidło ma wrażenie, że jeszcze chwila a postaci spłyną z sufitu, albo wtopią się wszechogarniającą mgłę. W przedstawieniu tym zastosował malarz motyw schodów prowadzących do tronu, znany z obrazów, fresków i malowideł malarzy renesansowych i twórców epok późniejszych. Te schody okrywa dywan z charakterystycznymi dla Drapiewskiego ornamentami, a nade wszystko z ornamentami w kształcie krzyża. Owa apoteoza Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w momencie zesłania Ducha Świętego jest jakby zwieńczeniem trzech poprzednich chwalebnych zdarzeń, to jakby dopełnienie odwiecznego misterium narodzin, śmierci i zmartwychwstania. I tak jak zostali apostołowie napełnieni Duchem Świętym, tak – w zamyśle malarza – Matka Boska Nieustającej Pomocy ma stale być obecna w duszach tych, którzy w kościele szwederowskim szukają u Niej ratunku. Przedstawienia Leona Drapiewskiego są niezwykłe w swej trafności i wymowie. Znakomicie współgrają z architekturą kościoła i nadają mu niepowtarzalny charakter. Są też jakby wykładnią wiary ostatecznej, nie wahającej się nigdy w drodze ku prawdzie i stale odkrywającej na nowo misterium Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy – misterium życia w zawierzeniu do końca.

1 komentarz

  1. J.M. said,

    2013/01/06 @ 21:35

    scena narodzin Jezusa, najbliżej ołtarza, najważniejsza, dzisiaj Uroczystość Objawienia Pańskiego – Trzech Króli. Mało kto ja zauważa, nawet w galerii na stronie parafii jej nie ma. Sredecznie dziekuję, że można ją tu znaleźć!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: