IRENEUSZ BETLEWICZ

Rozbudowany poemat, mieniący się odcieniami znaczeń i sensów, jest trudnym sprawdzianem sprawności poetyckiej, gdyż wymaga określonej wiedzy o gatunku i takiej kumulacji metaforycznej, która udźwignie ciągłą narrację, zachowa ten sam oddech liryczny i ten sam nastrój. Dlatego takie utwory pisują autorzy, którzy już sprawdzili się w obrębie wiersza pojedynczego czy prostego, nie układającego się w ciąg znaczeń i przywołań. To jest próba rozszerzenia tego, co się dotąd zrobiło i jakby wejście do nowej przestrzeni lirycznej, gdzie nie obowiązują już ramy wcześniej zakreślane, a z drugiej strony – pojawiają się nowe, jeszcze bardziej ograniczające autora – utrudnienia. Tam, gdzie – zdawać by się mogło – wszystko wolno, okazuje się szybko, że najważniejszy jest wewnętrzny rytm i wyraziste określanie obszarów eksploracji poetyckiej. Poemat jest ciągiem obrazów i porównań, składa się z cząstek, które się zazębiają, dopowiadają nowe treści lub pozostają w opozycji do wcześniejszych i następujących artykulacji. Kimkolwiek by poeta nie był i jakichkolwiek przeżyć by nie doświadczył, w jego utworze odciśnie się niezwykła wrażliwość i umiejętność kojarzenia, a nade wszystko zdolność ogarnięcia refleksją szerokiej płaszczyzny semantycznej. Często ta teoretyczna wiedza o poemacie pojawia się przy okazji czegoś, co można by określić mianem „natchnienia”, ale najczęściej jest ona wpisana w motorykę tworzenia, w niezwykle dynamiczne rzuty nowych cząstek, szybkie dopowiedzenia szerszych treści. Jest jeszcze jedna możliwość, kiedy poeta uważnie studiuje rzeczywistość, ze zdumieniem odkrywa głębie ontyczne i mówi spokojnie o nich. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, pojawi się jednak energia, popychająca opowieść do przodu – jakaś tajemna, liryczna siła, która zespoli wszystko w jednię i nada kształt refleksji.

Ireneusz Betlewicz jest poetą wizyjnym, nie unikającym wyrazistych, piętrzących się obrazów i odważnych przywołań. Jego poemat rozrasta się w postępie geometrycznym i ogarnia coraz rozleglej głębie świadomości, obszary z pogranicza jawy, marzenia oraz snu. To jest próba wyznaczenia punktu centralnego jaźni i dobudowywania do niego kolejnych segmentów, nowych cząstek, które wzbogacają i tworzą kontekst dla bogatej wyobraźni. Tutaj pośród piasku ziaren/ obrys kształtu odwodniony/ wietrzejące wspomnienie/ nieporadne rysowania/ ślady mniemane/ ślady pomylone – tutaj wszystko może się zdarzyć i wszystko jest potencjalne, znaczenia pulsują treścią i treści domagają się nowych składników onomastycznych. W kolejnych partiach ruch i dynamika sąsiadują z przekonaniem, że wszystko wiruje i cyklicznie wraca do punktu wyjścia. Umyka, a potem dopełnia to, co odeszło, podąża za kształtem, za obrazem i ucieka od zbyt oczywistych znaczeń. Ale znaczenie ma tutaj swoją wartość i wyznacza kierunek dalszych poetyckich eksploracji – odsłaniają one to, co zwykle zakryte dla umysłu, może pojawić się w retrospekcji lub refleksji lirycznej. To jest ten sam poziom odkrywania, co w filozofii i w ambitnej krytyce, poszukującej ukrytych struktur powstających dzieł. Autor zakłada niezależność twórczą, ale nie łamie reguł, nie przekracza granic przyzwoitości – potrafi tak ustawić swoją opowieść, że nawet proste przywołania, stają się cząstką rozległej opowieści o bycie i o świecie. To jest poezja dla ambitnych czytelników, którzy szukają odpowiedzi na dręczące pytania egzystencji, a zarazem liryka, którą można odkrywać wielokrotnie i stale doszukiwać się w niej nowych treści. Oczywiste jest tutaj autorskie założenie, że trafi ona do czytelnika interaktywnego – takiego, który ma określoną świadomość świata i literatury, potrafi spojrzeć tam, gdzie inni nie patrzą i znaleźć to, czego inni nie znajdują.

Dla tej sztuki słowa równie ważna jest struktura, jak i faktura świata – stąd w kolejnych odsłonach pojawiają się elementy konstrukcyjne przestrzeni, które lekko przechodzą w rewiry nadrealne. Dzieje się tak za sprawą kumulacji metafor i barw, przydających treści i dopełniających obrazy. Ale znajdziemy też i kontrapunkt dla tego świata, którym jest przejmująca, wręcz przerażająca pustka: niczego tu nie ma/ co można by dotknąć/ samotne powietrze bez pytań/ kamień w kamieniu się gości. Pustka i rozpacz, nieuchronne przemijanie i jakże realne odwzorowania mechaniki trwania, dochodzenia do określonej wiedzy, do zrozumienia na czym polega byt i odchodzenie w nicość. Te przejmujące tony w poemacie Betlewicza są jeszcze jedną próbą wskazania ulotności i względności istnienia, a przy tym dynamizują narrację autorską. Człowiek stale staje do konfrontacji ze światem, a wyposażony w ułomne zmysły, nie dostrzega całości rozgrywającej się kosmogonii – szuka więc pomocników w procesie rozumienia i interpretacji. Sięga po książki fizyków i filozofów, wsłuchuje się w opowieści alchemików i kapłanów, ale chyba najwięcej może jednak wydobyć z przekazu lirycznego. Jest on tyleż tekstem automatycznym, co próbą ukierunkowania uwagi, zwróceniem się ku żywiołom, ku cząstkom podstawowym i odwołaniem się do niezależnej, wszechmocnej wyobraźni. Imaginacja poety – w takim poemacie jak ten – krąży wokół tematów, wyodrębnia przestrzenie i rzuca snopy światła na nie. Czytelnik ze zdumieniem odkrywa niezauważalne dotąd głębie, wchodzi do świata wizji, metamorficznych przemian i okruchów, zatrzymuje się na cmentarzu i patrzy na kontrastowe ptaki, widzi krzyże niczym drogowskazy, odkrywa groby i poddaje się ewokacjom eschatologicznym. Świat bywa ogromną nekropolią, i tylko czasem – pośród mroku i czerni – błyśnie smuga światła, pojawi się barwna poświata, odezwie się jakiś żywy głos. Odchodzenie i dekadencja chwili, to także wyraziste wyznaczniki tej opowieści, jakże żywej i wyrywającej się ku czystej egzystencji. Ważniejsze jednak jest przesłanie końcowe: z myśli czyń życie/ ona tylko żywa/ w człowieku nazwana/ w boskości czyniona/ Ty w tej pełni/ chciej dopełniać/ oddech swój ziemski. To jakby inna wersja kartezjańskiej zasady: Cogito ergo sum, to próba przeciwstawienia się powolnej anihilacji umysłu i niezwykłej świadomości. Betlewicz sięga głęboko w pierwotną strukturę rzeczywistości i równie głęboko dociera do kolejnych pokładów jaźni, jest poetyckim surrealistą i filozofem słowa, a nade wszystko poetą, który poważnie traktuje możliwości kreacyjne i badawcze liryki. Jego poemat jest odważną sondą, wystrzelona ku nieznanemu i nieodgadnionemu, sondą przemierzającą martwe i żywe przestrzenie i generującą nową jakość wiedzy – sondą kreślącą obrys kształtu tego co przed wystąpieniem poety było bezkształtne, ledwie przeczuwane i ulotne jak sen…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: