PIĄTA GÓRA

Eliasz był prorokiem, żyjącym w królestwie Izraela w czasach rządów Achaba, czyli w IX wieku przed Chrystusem. Jak podaje Michael Grant, w znakomitej rozprawie pt. Dzieje dawnego Izraela, był on jahwistą i otwarcie występował przeciwko szerzącemu się kultowi Baala. Jego wyznawcą był też wskazany wyżej władca i jego fenicka żona Jezabel, która ścigała i zabijała przeciwników praktyk kananejskich. Eliasz wypływa nagle z mroków antycznej historii i udaje się do Achaba, by poinformować go, że Jahwe przekazał mu ważką wiadomość: nie spadnie kropla deszczu, póki król nie zaprzestanie oddawać czci Baalowi i innym bóstwom fenickim. Następnie, w obawie przed konsekwencjami i przeczuwając zemstę panującej pary, Eliasz udaje się na wschodnią stronę Jordanu, nad niewielki potok Kerit, gdzie pożywienie przynoszą mu kruki. Potem, dalej uciekając przed gniewem monarchini, osiedlił się w fenickiej Sarepcie, nazywanej też Akbarem, gdzie pod swój dach przyjęła go pewna wdowa. Jej skromne zapasy jadła, w cudowny sposób rozmnażały się, a sławę Eliasza ugruntowało pewne zdarzenie. Oto nagle zmarł synek wdowy i Eliasz, modląc się do Jahwe, przywrócił go do życia. Dopiero w trzecim roku suszy zawezwano tego proroka na dwór królewski i zgodzono się na jego konfrontację z ośmiuset pięćdziesięciu kapłanami Baala i Aszery. Użył podstępu i wszystkich wytracił nad potokiem Kiszon, w miejscu zwanym el-Muhraqa (po arabsku: ofiara),czym ściągnął na siebie gniew Jezabel. Wciąż uciekając przed nią, schronił się na pustyni, a potem znowu wrócił w glorii proroka, namaścił królów Damaszku i Izraela, instruował jak mają postępować rządzący i interpretował słowa Jahwe. W końcu ponownie powędrował na wschodni brzeg Jordanu, skąd na wozie ognistym został uniesiony do nieba. Miał wielkie zasługi w zakresie szerzenia monoteizmu, a pamięć o jego czynach zachowała się w licznych legendach i księgach biblijnych Starego Testamentu. Trudno dzisiaj oddzielić je od prawdy i stworzyć jakąś czytelną, wolną od mitologizowania, biografię tego proroka. Są jednak tacy, którzy próbują…

Paulo Coelho, w niezwykłej powieści o czasach panowania Achaba i Jezabel, kreśli barwny obraz dziejów i działalności proroka Eliasza. Charakterystyczną dla siebie metodą rozmywania i kumulowania wydarzeń, opowiada o człowieku, który rzucił wyzwanie władcom, asyryjskim najeźdźcom i ludowi, który najpierw chciał go zabić, a potem zaakceptował i wielbił jako proroka, cudotwórcę i znamienitego męża. W słowie Od autora, nawiązuje też brazylijski pisarz do wcześniejszej powieści – Alchemik – w której pojawiła się wykładnia zdarzeń, prowadząca ludzi do osiągnięcia celu: Choć nasz los jest ciągiem etapów, których sensu nie potrafimy zrozumieć, to wiodą nas one ku naszej Własnej Legendzie i pozwalają nauczyć się tego, co jest konieczne do wypełnienia własnego przeznaczenia. Prorok Eliasz został powołany do głoszenia prawdy o jedynym Bogu Jahwe i na swej drodze spotkał ludzi, którzy mu w tym przeszkadzali i innych, którzy mu dopomogli. Jedni i drudzy byli etapem, a zdarzenia z nimi związane też stanowiły wyznaczniki kolejnych okresów, przedziałów, cząstek biograficznych. Prorok nie wahał się powiedzieć królowi, że źle postępuje, a gdy wydano na niego wyrok śmierci, szybko oddalił się i oddał się pokornym medytacjom. Potem ruszył na szlak, który ostatecznie zawiódł go do Sarepty, nieopodal Sydonu. Wznosiła się tam Piąta Góra, na szczycie której miały bytować bóstwa kananejskie, z Baalem na czele. Dochodząc do miasta padał ze zmęczenia i tylko opiece napotkanej wdowy zawdzięczał życie. Dała mu wody i podzieliła się pokarmem, którego odtąd w jej domu nie brakowało. Eliasz to wszystko widział w wizjach lub snach, a poza tym wierzył, że kroczy drogą swojej Legendy. Do tego momentu Coelho wierny jest przekazowi ksiąg biblijnych, ale dalej zaczyna modyfikować opowieść, a może wykorzystuje któreś z wielu przekazów ustnych. Jego bohater raz jest akceptowany, a za chwilę skazuje się go na śmierć, pojawiają się też wrogowie i fałszywi przyjaciele. Namiestnik miasta, Przywódca Straży, kapłan Baala, stanowią elitę obywateli Akbaru i nie zamierzają oddać Eliaszowi władzy, zazdrośnie patrzą na jego sukcesy i coraz większy podziw ludu. Śmierć syna wdowy zostaje powiązana z jego obecnością w jej domu i zostaje skazany na zagładę. Wyjednuje jednak pozwolenie na udanie się na Piątą Górę, gdzie – jak myślą jego przeciwnicy– sam Baal go uśmierci. Tam objawia się prorokowi anioł i instruuje go, co ma zrobić po powrocie do miasta. Mówi mu też o sytuacji ludzkiej: Każdy człowiek ma prawo wątpić w swoje powołanie i czasem zbłądzić. Nie wolno mu tylko o nim zapomnieć. Kto nie wątpi w siebie, jest niegodzien, bo ślepo wierzy w swą moc i popełnia grzech pychy. Błogosławiony niech będzie ten, kto doświadcza chwil zwątpienia. Te słowa mógłby wypowiedzieć sam Eliasz, a potem Jezus i wielu świętych chrześcijańskich, to wszakże jedno z głównych przesłań religijnych. Błogosławieni cisi i pokornego serca; to oni dojdą do celu, bo wierzą w siebie i pamiętają o kierunku, ale jednocześnie schylają głowę przed ludzkim i Boskim brzemieniem. Wracając do miasteczka, Eliasz staje do konfrontacji z wieloma groźnymi siłami, ale wierzy w przepowiednie anioła. Udaje mu się przywrócić do życia syna wdowy i zyskuje powszechny szacunek. Rozstrzyga spory, uzdrawia i łagodzi gniew, co w przyszłości zaowocuje w niezwykły sposób i uratuje mu po raz kolejny życie.

Powieści Coelho należy czytać z natężoną uwagą i wiedzą o tym, że często u niego dana sytuacja ma charakter modelowy i stanowi rodzaj szerszego przesłania. Tutaj wszystko zostało ubrane w kostium antyczny, wszystko rozgrywa się pośród starożytnych ruin, piasku pustyni i szczytów górskich. Ale przesłanie odnosi się do każdego czasu i do tego, kto sięgnie po książkę. Tutaj, w tej powieści, jest ono niezwykle czytelne: walcz o siebie i nie bój się trudów. Mów zawsze prawdę, nawet jeśli odmieni ona Twoje życie i spiętrzy kłopoty. Szukaj ludzi, którzy dopomogą ci w drodze i wierz w to, że prowadzi ona do celu. Pamiętaj o siłach kosmicznych, o tym, że jeśli czegoś bardzo pragniesz, to cały wszechświat pracuje, by to się spełniło (słynne zdanie z Alchemika przywołał autor we wprowadzeniu). I jeszcze jedno – szukaj prawdziwej miłości, bo tylko ona może rozświetlić mrok. I zmierz się z nią, nawet jeśli będziesz miał wątpliwości – choćby takie jak Eliasz, którego serce zaczęło wyrywać się do wdowy: Miłość mogła się okazać doświadczeniem bardziej zatrważającym niż tamta chwila, gdy stał naprzeciw żołnierza Achaba mierzącego z łuku w jego serce. Gdyby dosięgła go strzała, już byłby martwy, a reszta należałaby do Boga. Jeśli jednak dosięgnie go miłość, on sam będzie musiał zmierzyć się z jej następstwami. Wielu ludzi dochodzi do tej prawdy i wielu decyduje się na porzucenie dotychczasowego życia. Choć mają swoje domy i rodziny, choć wszystko zostało uporządkowane, wygładzone i polukrowane, dla prawdziwego uczucia skaczą w przepaść. Jedni giną w niej bezpowrotnie, ale są też tacy, którzy lądują bezpiecznie na półce skalnej albo pośród głębin morskich i dopływają do nowego brzegu. Eliasz nie zaryzykował, do końca wahał się czy przyjąć żar miłości i został za to ukarany. Jego kobieta zginęła podczas napaści Asyryjczyków i została mu już tylko miłość duchowa. Postanowił odbudować zburzone miasto, bo ona tego chciała i ona nim była. Stawiając zatem od nowa kolumny i odbudowując domy, poczynał ją od nowa, unieśmiertelniał w tworzonym dziele. To także działanie, które wielu ludzi może skopiować, to jeszcze jedno pisarskie zwrócenie uwagi na inne rewiry doznań. Tragedia może się wydarzyć w naszym życiu, ale nie może nas pociągnąć za sobą w otchłań. Jeśli kogoś tracimy, możemy go zrekonstruować w jakimś życiowym dziele. U prostych ludzi przejawia się to we wznoszeniu pomników, ustawianiu nagrobków i pielęgnowaniu grobów. U jednostek twórczych może to być takie dzieło, jak Eliaszowa rekonstrukcja Akbaru, jak pisanie powieści, opowiadań i wierszy, jak czytanie i wydawanie książek. Wszakże – co raz jeszcze bohaterowi uświadomił anioł – Bóg wysłuchuje tych, którzy błagają o łaskę zapomnienia dla nienawiści, lecz głuchy jest na głos tych, którzy chcą uciec przed miłością. Prorok nie znienawidził najeźdźców, powoli odbudował miasto i scalił wspólnotę, a przy okazji wzniósł wielki monument swojego prawdziwego uczucia. Miłość, to zdaniem pisarza fundament całego kosmosu – gdy jego wybranka dała mu glinianą tabliczkę z zapisanym tym jednym słowem, wiedział, że te kilka znaków na tym kawałku gliny kryło w sobie powód, dla którego gwiazdy świecą na niebie, a ludzie przemierzają ziemię wzdłuż i wszerz. To słowo głęboko wryło mu się w pamięć i prowadziło go przez następne lata. Nie uchronił ukochanej od nieuniknionego, ale zachował ją w swoim dziele, unieśmiertelnił w autentycznej twórczości.

Działalność proroka Eliasza w dawnej Fenicji (dzisiejszy Liban) miała wszelkie znamiona pracy natchnionej, odsłaniającej kolejne etapy życia i prowadzącej do Własnej Legendy. Nie wiemy ile prawdy o nim zachowały starożytne podania, nie wiem jak wyglądał, jaki miał kolor oczu i jakie włosy. Czy był rosłym mężczyzną, czy może cherlawym, jakie stroje nosił i co lubił jeść. Coelho delikatnie rekonstruuje tę postać, ale jednocześnie nie wprowadza za wiele wyrazistych dopowiedzeń. Czytelnik sam musi uruchomić swoja wyobraźnię i stworzyć wiarygodną postać na potrzeby lektury i własnej pamięci. Tutaj ważne jest coś innego, wskazanie w czasach antycznych takiego bohatera, który rozumie, że należy przewartościować wszystko i samego siebie stworzyć od nowa. Wszakże – Każdy z nas ma imię od kołyski, ale musi być zdolny wybrać dla swojego życia nowe imię, aby nadać mu sens. Jego kobieta powiedziała: Ja jestem Akbarem… i Eliasz zrozumiał przesłanie. Stracił jej ciało i jej obecność, ale odbudował ją w kształtach wzniesionego na nowo miasta. Mało tego, zrozumiał jeszcze głębszą prawdę: Akbar musiał zostać zniszczony, aby jego mieszkańcy zdołali obudzić drzemiące w nich siły. Parafrazując – jego ukochana musiała stracić życie, musiała odejść, by pokochał ją naprawdę. Coś w tym jest, bo ludzie często zrozumieją, że kogoś kochali naprawdę, gdy go już stracili bezpowrotnie. To także sytuacja ludzka i nasza przypadłość, nie potrafimy wyodrębnić chwili i nie umiemy cieszyć się nią. Szukamy czegoś daleko, za Piątą Górą, bujamy w obłokach, a szczęście jest na wyciagnięcie ręki. Jeśli nie zerwiemy więzów, jeśli nie pozrywamy sieci utrudnień i niemożności, które oplotły nas przez lata, nie wypłyniemy na głębię i nie zaznamy miłości. W końcu tylko ona daje szczęście i tylko ona się liczy… Tutaj, w przypadku starotestamentowego proroka – zdawać by się mogło martwej postaci sprzed wieków – objawia się wielka dążność do tego by zmieniać świat i odbudowywać to, co zostało zburzone. Kapłani bóstw fenickich urośli w siłę i opanowali niemal cały obszar dawnego Izraela, ale może doświadczenia z Akbaru wzmocniły Eliasza. Wrócił na dwór królewski i doprowadził do spotkania z nimi. Potem sam stanął do konfrontacji z setkami przeciwników. Zwołał ich na stokach Góry Karmel i tam ukazał im moc Jahwe, a potem wszystkich wytracił. Dzisiaj będziemy się buntować przeciwko takiemu okrucieństwu, ale dziewięć wieków przed Chrystusem była to naturalna konsekwencja wygranej. Ogień z nieba, przywołany przez Eliasza, spalił cielca i tym samym ustanowił na wieki monoteistyczna formułę zawierzenia. Gdy prorok wkraczał do nieba ognistym rydwanem wiedział, że odnalazł Własną Legendę i osiągnął wiele ponad to, co może zrobić w życiu jeden człowiek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: