GOMBROWICZ…

Trzymałem się dzielnie od początku semestru, ale w końcu i mnie dopadło przeziębienie, infekcja, grypa, czy co tam jeszcze. Leżąc w łóżku, z laptopem na kolanach, mogę przejrzeć mój dziennik z zeszłego roku i zastanowić się w jakim kierunku podążyć, jakie przyjąć priorytety. Ostatnio ze studentami czwartego roku polonistyki rozmawiałem na zajęciach i przyglądałem się z bliska dwóm powieściom Gombrowicza – Pornografii i Trans-Atlantykowi. Kiedyś czytałem te teksty w ogromnym napięciu i podnieceniu. Byłem licealistą, potem studentem pierwszego roku filologii polskiej i te powieści, wydane przez paryską „Kulturę” były jak zakazany owoc. Może byłem zbyt niedojrzały, a może za mało wiedziałem o literaturze, ale uznałem je za wybitne, a Trans-Atlantyk niemal za arcydzieło. Dzisiaj Gombrowicz bardzo mnie denerwuje i nie potrafię znaleźć w tych tekstach uniwersalizmu o który walczył. Chciał się uwolnić od polskości, ośmieszyć ją, stać się pisarzem międzynarodowym. Poniekąd to osiągnął, ale w ostatecznym rozrachunku przegrał – najpierw życiowo, bo umarł w lipcu, tuż przed posiedzeniem szwedzkich akademików. Potem literacko, bo przeszła mu kolo nosa Nagroda Nobla, którą odebrał w 1968 Japończyk Yasunari Kawabata, a w roku następnym – Samuel Beckett. Książki Gombrowicza zostały przetłumaczone na wiele języków świata i w takim kontekście osiągnął sukces. Jednak – co paradoksalne i poniekąd komiczne – nigdy nie uwolnił się od polskich problemów. Mógł napisać książkę o diabłach lub ptakach, mógł stworzyć narrację o miłości kosmopolitów lub o śmierci wielkiego rodu – on jednak, buntując się przeciwko naszym bogoojczyźnianym zachwytom, pozostawił nam teksty, które poniekąd mieszczą się w tym obszarze. To nie tak powinien wyglądać bunt pisarza przeciwko swojej kulturze – odrzucenie musi być całkowite, odejście gwałtowne, a dzieło powinno trafiać do każdego, pod każdą szerokością geograficzną. Teraz lektura Gombrowicza jest drogą przez mękę, szczególnie jeśli chodzi o te wskazane wyżej powieści. Co nas dzisiaj obchodzi jakiś eksperyment pana Witolda i jego kumpla Fryderyka na „chamach” i po co nam zjadliwa krytyka polskich urzędników i emigracji w Argentynie w połowie ubiegłego stulecia. Myślę, że najbardziej może zainteresować u Gombrowicza język, jego modyfikacje i naturalna skłonność do usprawniania narracji. Wprowadzenie samego siebie jako bohatera utworów dzisiaj już nikogo nie zaskoczy, a tematykę homoerotyczną, czy tego rodzaju podteksty, znajdziemy w wielu powieściach, opowiadaniach, esejach. To już nieomal standard w literaturze i nie ma się nad czym rozwodzić, w miejsce uwielbienia dla takich autorów, pojawiła się nawet ostra krytyka. Jeśli myślę dzisiaj o Gombrowiczu i przywołuję go w kontekście moich zapisków, to oczywiście biegnę myślą do jego Dziennika, który mam zamiar raz jeszcze przeczytać i jakoś ustosunkować się do niego, w kolejnych latach. Będę sięgał też po inne tego rodzaju teksty, bo Internet zdyscyplinował mnie do nieomal codziennego notowania i pisania. Może kiedyś wydam to jako książkę, a może tylko pozostanie jakiś nikły ślad w sieci…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: