HERBERT – WIERSZE ZEBRANE

Moja żona sprawiła mi wspaniały prezent na Gwiazdkę. Dostałem ogromny zbiór Wierszy zebranych Zbigniewa Herberta. Wreszcie mam wszystkie jego teksty zgromadzone w jednym tomie. Dotąd posługiwałem się różnymi wcześniejszymi wydaniami, niektórymi już bardzo sfatygowanymi. Jakoś nie lubiłem też wydań ostatnich tomów, przygotowanych przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Dopiero teraz ten wspaniały poeta zyskał tom, który powinien mieć w swoich rękach za życia. Edytorsko opracował go Ryszard Krynicki, brakuje może tylko jakiegoś porządnego eseju wprowadzającego czytelników w meandry tej poezji. Ale to nie jest taka łatwa sprawa i może kilku zaledwie eseistów i naukowców mogłoby się pokusić o napisanie takiego tekstu – może Jacek Łukasiewicz, może Ryszard Przybylski lub Andrzej Kaliszewski. Zawsze wtedy pojawia się niebezpieczeństwo spłycenia, przegadania, niepotrzebnego mnożenia odniesień. Ten wielki tom zachęca do lektury i do napisania książki o poezji Herberta, co od dawna mam w planach i może w nadchodzącym roku zacznę realizować. Wcześniej chyba jednak skończę tom o twórczości Miłosza, który urósł już do sporych rozmiarów. Z racji konfliktu u końca życia autora Pana Cogito, przeciwstawia się ostatnio obu twórców. Jak to w Polsce często bywa, szuka się kryształowych życiorysów, wyciąga okres komunistyczny Miłosza i wskazuje Herberta jako tego najczystszego z czystych. Co zabawne, sam Herbert miał do siebie spory dystans i wskazywał liczne swoje wady. W filmie Obywatel poeta powiedział, że jest osobą nieetyczną, gdyż pali papierosy i pija alkohol. Możemy do tych zabawnych przewin dołożyć rozbicie rodziny jego Muzy, etaty w państwowych instytucjach, itd. Zamiast jednak czynić z Herberta kryształowy posąg i modlić się do niego, lepiej czytać jego wiersze, eseje, utwory dramatyczne i pisać o nich. Ten ogromny tom wierszy jest kamieniem milowym współczesnej poezji polskiej i ukazuje autora niezwykłego, łamiącego konwenanse twórcze i idącego wciąż, wytyczonym na początku, tym samym szlakiem. Symbolicznie zamyka ten tom wiersz o całunie nieistnienia, który okrywa twarz odchodzącego ku wieczności człowieka: Słabe światło sumienia stuk jednostajny/ odmierza lata wyspy wieki/ by wreszcie przenieść na brzeg niedaleki/ czółno i wątek osnowę i całun. Odkładam zbiór Herberta na półkę, gdzie leżą książki do przeczytania i do opisania. Będę często sięgał po tę książkę i spędzę wiele godzin na jej studiowaniu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: