SŁOŃCE

Znowu miałem kilka dni bez internetu. Ostatnie deszczowe dni znowu coś tam spowodowały i – klapa. Ale w moim dzienniku został tekst z niedzieli, który teraz tu wprowadzam.

Kolejny piękny, jesienny dzień. Słońce rozświetliło świat i przydało barw liściom i dalekim wzgórzom za miastem. Siedziałem nad moimi pracami i nagle zapragnąłem wyjść na świat, zostawić komputer i pisane teksty, zrobić sobie choćby kilkugodzinne wakacje. Zawsze u mnie obwarowane jest to myślą o utracie czasu i możliwości stworzenia czegoś nowego. Czeka kilka dużych projektów, które rosną wolno, ale sukcesywnie, mam też obrazy do dokończenia i nowe pomysły na rysunki. Czekają prace krytycznoliterackie i artykuły naukowe, muszę też sporo materiałów zeskanować, bo od kilku lat porządkuję moje wielkie archiwum literackie. Mam w nim listy od noblistów i wielu, wielu pisarzy, polskich poetów, mam korespondencję z artystami i ważnymi osobami dla naszej rzeczywistości. Setki książek z dedykacjami autorskimi, po zeskanowaniu okładek i tychże dedykacji, od dłuższego czasu przekazuję mojej bibliotece uniwersyteckiej. Każde zatem porzucenie mojego pokoju, obwarowane jest wyrzutemw mojej psychice, tym bardziej, że w tym semestrze mam sporo zajęć dydaktycznych i naukowych. No i staram się wyszarpnąć od życia jak najwięcej chwil z książką, pośród różnych nurtów moich zainteresowań. Ale jednak słońce i barwy października tak kusiły, tak mnie przyzywały, że zostawiłem wszystko i powędrowałem piechotą do miasta, zrobiłem kilkanaście kilometrów na świeżym powietrzu. Idąc obrzeżem Bydgoszczy, na skraju lasów i wielu zadrzewień przyglądałem się ptakom i umykającym zwierzętom. Na jednym chodniku leżał martwy padalec i już na pobliskich drzewach zgromadziły się sroki, gawrony i duża wrona. Jak tylko przyjrzałem się z bliska zesztywniałemu gadowi i ruszyłem dalej, pierwsza sfrunęła wrona, złapała go i goniona przez inne ptaki, pofrunęła ku dalekim drzewom. Przechodząc przez las dość długo przyglądałem się sikorom czubatkom (Parus cristatus), z których jedna odważnie osiadła na poszyciu leśnym i nie bacząc na mnie spacerowała, wydziobywała z mchu jakieś owady i nasiona sosen. Nieco wyżej, na zwisających gałęziach myszkowały sikory sosnówki (Parus ater)  i całe stado sikor modrych (Parus careuleus). Te zwierzątka dziwnie się poruszają, jakby w podrygach, jakby rzucane w różne rewiry przez chwilowe dreszcze. Nigdy nie zagrzewają jakiegoś miejsca na dłużej i szybko przeskakują z gałązki na gałązkę. Dlatego sporo uwagi poświęciłem czubatkom, tak spokojnie i dostojnie wędrującym wokół drzew i zawisających na najniższych sękach, gałązkach, nierównościach kory. W doskonałym nastroju przeszedłem przy ogródkach działkowych i zauważyłem, że na drzewach pełno jest w tym roku dorodnych, czerwonych jabłek, wiele śliwek i gruszek, wyrosło też sporo kwiatów jesiennych, a krzewy obsypały owoce dzikiego bzu, jarzębiny i dzikiej róży. Tuż przy płocie ogródków rosną wyniosłe topole, których liście mienią się teraz ochrą, sienną i złotem. Inne – jakby wbrew porze roku i chłodom nocnym – wciąż są zielone i połyskują w jaskrawym słońcu. Nad sadami przelatują stada szpaków, trznadli (Emberiza citrinella) i kawek, w jednym miejscu zatrzymałem się na chwilę, bo na niskiej gałęzi olchy zauważyłem pokrzewkę czarnołbistą (Sylvia aricapilla). To smukły ptak, pospolity w parkach i lasach, żywiący się głównie owadami i jagodami. Po trzech godzinach docieram do cmentarza przy ulicy Artyleryjskiej, trochę chodzę pośród grobów i przystaję przy pomniku Adama Grzymały-Siedleckiego. Zdumiewające koleje losów rzuciły tego znakomitego twórcę do mojego miasta, tak przeciwnego wszelkiej oryginalności, tak chętnie niszczącego talenty i bawiącego się w żałosne gierki. Być pisarzem w Bydgoszczy to znaczy być na pierwszej linii frontu, tutaj albo osiągnie się coś wielkiego, albo zginie się z kretesem pośród złamanych, zdziwaczałych i manifestujących niechęć do wszystkich i wszystkiego postaci. W końcu dochodzę do dworca kolejowego i czuję już w nogach kilometry, które przeszedłem w dość szybkim tempie. Wsiadam do m-busa i szybko wracam do domu. Tutaj niemiła niespodzianka, znowu nie działa Internet, co zawsze odbieram jako rodzaj zamknięcia, wyrzucenia poza margines świata. Żyjemy w czasach błyskawicznej komunikacji i takie odłączenie bardzo boli…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: