OJCIEC MAREK WALKUSZ

Ojciec doktor Marek Walkusz jest misjonarzem w Zgromadzeniu Ducha Świętego. Poznaliśmy się chyba ze trzynaście lat temu, gdy zaproponował mi wykłady w Nowicjacie zakonnym. Dwa razy w miesięcy jeździłem do pobliskiej Chełmszczonki, gdzie miałem wykłady dla przyszłych ojców i braci. Ta miejscowość jest pięknie położona, a dom zakonny wybudowano na wzgórzu, mniej więcej na środku skarpy pradoliny Wisły. Wokół są sady i lasy, a z okien widać niezwykłe przestrzenie nadwiślańskie, zmieniające się w rytm wymiany pór roku. Często Marek przyjeżdżał do mnie do Fordonu i samochodem przemykaliśmy jakieś siedem, osiem kilometrów do Chełmszczonki, ale też jeździłem autobusem i wiele razy chodziłem pieszo. To były ciekawe wyprawy z sacrum w tle, podczas których zauważałem wiele ptaków, kontemplowałem zmieniającą się naturę i sporo rozmyślałem. Potem w sali wykładowej i w kaplicy był dalszy ciąg moich spotkań z ciekawymi ludźmi i ze Stworzeniem. Mówiłem o literaturze i sztuce, uczyłem chłopaków właściwej pisowni i wymowy, ale zawsze nasze spotkania podążały w kierunku największych tajemnic ludzkiej egzystencji. Po jakimś czasie przestałem jeździć do Chełmszczonki, a Marek przestał być Mistrzem Nowicjatu i pojechał na misję do Senegalu. Właśnie zaczęła mu się druga tura pobytowa i przysłał pierwsze zdjęcia. To jest jeden z najczystszych bytów, jaki było mi dane poznać. Człowiek uczciwy i sprawiedliwy, a nade wszystko podchodzący do ludzi z wyciągniętą dłonią, pragnący wnieść coś do świata. Jego wiara jest żarliwa i pełna mądrości, co zaowocowało doktoratem i jego publikacją: Życie wspólnotowe według nauczania Sługi Bożego Franciszka Libermanna. Miałem okazję czytać ten tekst w pierwszej redakcji i nieco dopomogłem autorowi w zakresie redakcji i edycji komputerowej. Marek ma autentyczny talent literacki i przesyła mi co jakiś czas zdjęcia i fragmenty prozy, które układają się w znakomity portret tego afrykańskiego kraju i ludzi tam żyjących. Marek odwiedził nas podczas urlopu w Bydgoszczy, pokazywał zdjęcia i widokówki i opowiadał. Mnie bardzo interesowały czarne mamby i to w jaki sposób ktoś z Polski broni się przed takimi zagrożeniami. Patrzę na jedną z fotografii, na których Marek zabawnie pręży się pośród pięknie zbudowanych Murzynów. Ich ciała wyglądają jak wyrzeźbione przez największa mistrza i każdy z nich ma swoją osobowość, swoje myśli i własna historię. Jest coś budującego w tym, że ludzie tacy jak marek porzucają swój kraj, rodzinę, braci zakonnych i udają się gdzieś hen, daleko, za wiele gór i rzek. Tam są ludzie, którzy czekają na pomoc i wsparcie duchowe – tam misjonarz może realizować to, do czego został powołany. Trzymaj się Marku na tej czarnej placówce i nieś Słowo… bo Słowo było na początku.

2 Komentarze

  1. Marian Mroziński said,

    2009/06/22 @ 15:44

    Szukam kontaktu z Markiem. Przesympatyczny i rozsądny człowiek.
    Szkoda,że tekst, który właśnie przeczytałem jest nie podpisany.
    Autor się wstydzi swojego dzieła?

  2. lebioda said,

    2009/06/22 @ 17:15

    Jak to nie…? Przecież cały blog jest określany nazwiskiem.
    Marek przebywa obecnie na misji w Senegalu….


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: