JEAN-MARIE GUSTAVE LE CLÉZIO

Tegoroczną Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury otrzymał francuski pisarz Jean-Marie Gustave Le Clézio. Tradycji stało się zadość i tae tym razem nie przewidziałem, kto zostanie laureatem. Byłem prawie pewny, że Nobel trafi do Amosa Oza lub do Adonisa. Nowy noblista urodził się 13 kwietnia 1940 roku – ojciec był brytyjskim chirurgiem, a matka Francuzką z Mauritiusu. Po uzyskaniu stopnia doktora, pisarz wyjechał do USA, gdzie nauczał. W latach 1967 – 1970 wielokrotnie podróżował do Panamy, gdzie mieszkał pośród Indian. Mieszka w Albuquerque (USA), a we Francji w Nicei i Paryżu. Zawsze wzbudzał wielkie zainteresowanie mediów, bo jest bardzo fotogeniczny, a na zdjęciach pojawiał się też często z urodziwą żoną, pochodzącą z Sahary Zachodniej. Otrzymał sporo ważnych nagród literackich i zasłynął jako innowator nowej powieści. Wymienia się go obok Georgesa Pereca i Michela Butora, a chwalił go między innymi Michel Foucault. Także nasz Gombrowicz pozostawił w Dzienniku 1961-1966 prześmiewczy portrecik nowego noblisty, który teraz brzmi niezwykle emfatycznie. Oto fragment: Le Clézio – tak mi się zdaje – jest zagrożony z dwóch stron. Pierwsze niebezpieczeństwo, to gatunek życia jaki mu przypadł w udziale, zbyt rajsko-idylliczny. Zdrów, krzepki, opalony wśród kwiatów Nicei, z ładną żoną, krewetki, rozgłos i plaża… czegóż chcieć więcej? Jego powieści dyszą mrokiem nieprzeniknionym najskrajniejszej rozpaczy, gdy on sam, młody bóg w majteczkach kąpielowych, zanurza się w lazury słone Morza Śródziemnego. Ale ta kontrowersja jest zbyt naskórkowa, aby go mogła naprawdę skompromitować i dopiero drugi jad, o wiele bardziej przenikający, staje się wehikułem tej pierwszej trucizny. Ten drugi jad, to uroda. Nie przepadam za dziennikiem Gombrowicza, który momentami jest dość chaotyczny, ale tutaj zarozumialstwo naszego pisarza sięga zenitu (i ta mizerna metafora: wehikuł trucizny). Nie będę dalej cytował, bo pojawiają się zarzuty, że żona jest ładna, że mają zgrabny samochodzik i mieszkają w miejscu, które nazywa się Wyspa piękności (raczej: piękna). Dodajmy jeszcze to oszałamiające stwierdzenie Gombrowicza: Ale jego największa trudność to, iż w nim dramat staje się urodziwy, powabny. Wehikuł jadu i powabny dramat! Szkoda, że polska literatura tak reaguje na oryginalność pisarską i życiową. Skupmy się lepiej na dorobku francuskiego noblisty, który jest ogromny. Z książek Le Clézio, po polsku wyszły: Protokół ( 1963), Pustynia (1980), Onitsza (1991), ale teraz zapewne zacznie się festiwal nowych przekładów i wydań. Wygląda na to, że w gronie zacnych akademików szwedzkich coraz częściej wygrywa nurt związany z kulturowością i równomiernym obdarowywaniem pisarzy różnych kręgów kulturowych. Le Clézio tłumaczył mity indiańskie i po porzuceniu prozy eksperymentalnej, opublikował szereg książek, w których wspomnienia z podróży wiążą się z analizą innego sposobu myślenia i odbierania świata. Poprzednim francuskim noblistą literackim był Claude Simone (1985). Uzasadnienie Akademii – jak zwykle krótkie i esencjonalne – wskazało, że Le Clézio jest autorem nowych kierunków, poetyckiej przygody i zmysłowej ekstazy, eksploratorem człowieczeństwa poza i w obrębie dominującej cywilizacji. Po angielskim hindusie Naipaulu, po pochodzącym z Afryki Południowej Coetzee, po Chińczyku i Turku, to kolejne wskazanie, że szwedzcy jurorzy interesują się tym, co dzieje się w literaturze światowej i świetnie się orientują kto naprawdę zasługuje na wyróżnienie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: