JESIENNE LIŚCIE

Żółkną, blakną, czerwienieją, schną i powoli spadają z drzew, a dla mnie jest to dobry czas do pisania. Jakoś tak się złożyło, że większość moich obszernych książek eseistycznych napisałem jesienią. Teraz też rozpala mnie do czerwoności tom o Krasińskim i coraz głębiej wchodzę w jego światy. Liście spadają, zaczepiają się na krzakach i tworzą miękki dywan pod nogami. Kiedyś chodziłem po lesie z piękną, długowłosą dziewczyną i zbierałem z nią bukiet liści dębowych i bukowych. To było nasze pierwsze spotkanie, które potem przekształciło się w gorącą miłość. Ale jednak nie udało się nam zbudować wspólnego domu, liście zbierałem raz jeszcze, z inną kobietą, która została moją żoną i urodziła mi dwójkę dzieci. Liście i ich jesienne umieranie są jak ludzie, którzy wypełnili już treścią życia cały swój czas i nieuchronnie odchodzą w nieistnienie. Na szczęście w świecie ludzkim jest pamięć i pozostają po nas dzieci, książki, wspomnienia, jakieś fotografie i zapisy w księgach urodzin, księgach wieczystych, w bibliografiach i rocznikach periodyków. Liście tylko żółkną, bledną, czerwienieją…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: