SEN (II)

Wielkie stada nietoperzy, gawronów i kruków umykały w popłochu, ku fioletowym i czerwonym firnom nieba. Wszechwładny, wielki Księżyc pojawił się nad horyzontem na wschodzie i przyoblekał wszystko martwą poświatą. Szedłem powoli równym krokiem, a moja atłasowa, czerwona szata falowała dostojnie przy każdym ruchu. Srebrne hafty na piersiach i plecach przedstawiały ryby z głębin oceanu. Miałem na głowie szpiczasty kaptur z otworami na oczy i kolcem jeżozwierza na szczycie, a na serdecznym palcu, rubinowy pierścień najwyższego kapłana. W obu dłoniach dzierżyłem, przyciśnięty do piersi, topór ze szczerego złota, którego drzewiec cieśle wykonali z polerowanego hebanu. Na bose stopy wsunąłem sandały ze skóry węża i słyszałem wyraźnie jak skrzypią przy każdym nacisku. Moje kroki były wyważone i poruszałem się do przodu jakbym słyszał równe takty specjalnie skomponowanej, żałobnej muzyki, rytmiczne uderzania w bębny i kotły, fanfary trąb i szarpnięcia skrzypiec. Nikt tego nie słyszał, ale we mnie snuła się też daleka pieśń, jakby wołanie z głębi wszechświata, jakby nieustający pomruk szamana. Spętany czarny derwisz szedł powoli, pewnie, jakby doskonale znał miejsce swego przeznaczenia. Jego scytyjska zbroja połyskiwała od blasku pochodni i chrzęściła metalicznie przy każdym ruchu. Za nami wolno, ale równomiernie podążali trzej aborygeni i afrykański czarownik, z kością słoniową w nosie, szły piękne, nagie kapłanki miłości, okryte różnobarwnymi tiulami,  dalej oddział białych i fioletowych aniołów sunął lekko nad ziemią, a za nimi podążały też liczne rzymskie centurie, stada owiec i antylop, rycerze krzyżowi i kolorowy tłum w turbanach i czamarach. Doszliśmy na wyznaczone miejsce, na środku pola walki, gdzie jeszcze leżały ciała pokonanych i czarne ptaki szarpały je bez litości. Jeden z oddziałów ustawił podest, okrył go czerwonym aksamitem i umieścił na nim ścięty pień dębu. Czarny wszedł po schodach i podążył ku niemu. Ani przez chwilę się nie zawahał i patrzył dostojnie w dal, jakby sondował daleką przestrzeń i pogodził się ze swoim losem. Dwaj mocarni żołnierze chwycili go i pchnęli ku pniowi, a ja podążyłem za nim. Wzniosłem topór i wypowiedziałem święte słowa zemsty: zrodziła cię nicość i odchodzisz do niej zhańbiony i bezbronny. Zabijałeś kobiety i dzieci, odbierałeś życie starcom i dokonywałeś rytualnych mordów na zwierzętach. Teraz na zawsze opuszczasz ten świat i wkraczasz do krainy nieistnienia. Myślałem, że zapłacze, że wykrzyknie jakieś słowo, może uroni łzę, zaciśnie zęby, ale on tylko splunął siarczyście na pień i przyłożył do niego głowę. Nie czekałem dłużej, świsnąłem ostrzem w powietrzu i błyskawicznie odciąłem łeb bestii. Potoczył się po podeście, a ciemna krew trysnęła do podstawionego kosza z trocinami. Jeden z osiłków podniósł głowę i pokazał ją tłumom. Nie było jednak wiwatów, bo nawet po śmierci nienawistny derwisz wywoływał lęk w sercach ludzi, aniołów i zwierząt. Tak zakończyła się wielka bitwa na obrzeżach czasu i nicości, tak odszedł bezlitosny mocarz czerni, pan przelanej krwi, tak zamknął się ostatni rozdział jego Księgi Śmierci. Jeszcze tylko grabarze zbierali zwłoki, jeszcze giermkowie dobijali śmiertelnie rannych, a potem złożyli wszystkie ciała na wielkim stosie z sosen, jodeł, jałowców, osmalili smołą i podpalili. Prochy rozwiał wiatr i na zawsze zniknęła ich przestrzeń, ich czas, rozpadły się ich wymiary i zmysły. Została tylko bolesna pamięć zbrodni i cierpienia, niezawinionego bólu i żalu. Został śmiertelny opar, który unosił się nad mgłą i w końcu poddał się wiatrom i burzom, rozpłynął się niewidocznie w przestrzeni. Z dalekich wzgórz, z ogromnego bazaltowego głazu, inne czarne ślepia patrzyły beznamiętnie jak płonie stos, jak ogień ogromnieje, a potem powoli przygasa. Tylko potężniejące żyłki krwi na białkach zdradzały emocje, jakie wzbudzał daleki ogień w umyśle tego, który został. Ostatnie czarne ptaki i nietoperze znikały powoli w mroku i noc, fioletowa jak krzepnąca krew, rozlała się bezszelestnie wszędzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: