PRZED 11 WRZEŚNIA

Obudziłem się nad ranem i na jednym z kanałów edukacyjnych obejrzałem film o zamachach na World Trade Center. Skąd biorą się tacy ludzie jak Mohamed Atta Al-Sajiid? Co popycha ich do takich zbrodni i samobójczych czynów? Przypomniała mi się moja wizyta w podziemiach tych budynków, gdzie w jednym ze sklepów kupiłem Oli lalkę. W jednej z restauracji pierwszego poziomu zjadłem obiad, a potem wjechałem na taras widokowy. Gdyby zamach miał miejsce w maju 2000 roku, mógłbym być potencjalną ofiarą. 11 września 2001 roku, w porze zamachu, jechałem pociągiem do Łodzi, do Adama Szypera i pierwsze relacje oglądałem w telewizji u niego w mieszkaniu. Potem w 2002 roku stałem na Manhattanie nad wielką dziurą, jaka została po WTC. I ostatnia wizyta w tym miejscu, gdy w marcu tego roku patrzyłem na powstające nowe wieżowce z Empire State Building i z bliska, zza drucianej siatki. Film, który obejrzałem był przerażający, bo znakomicie znam realia lotu samolotem. Wiele razy – tak jak pasażerowie lotów 11 i 175 do Los Angeles – przeżywałem kolejne fazy, a więc najpierw wejście z rękawa do kabiny i sympatyczne powitanie stewardes, potem zajęcie miejsca, rozpędzanie się statku powietrznego na pasie, oderwanie się maszyny i stopniowe wznoszenie się ku górze, a potem przelot do celu. Pasażerom porwanych samolotów nie było dane dolecieć do zachodniego wybrzeża USA, ale zanim zginęli dali wyraz swemu człowieczeństwu. Szczególnie kobiety z obsługi lotu, Amy Sweeney i jej koleżanki, zachowały się profesjonalnie i nawet w obliczu śmierci, próbowały uspokajać pasażerów. Najbardziej przerażającym momentem w tej filmowej rekonstrukcji był moment uderzenia w pierwszą wieżę, gdy Atta i jego kompani wrzeszczeli Allah akbar i z zimną krwią mordowali setki ludzi. Czy jakikolwiek Bóg oczekuje od ludzi ofiary krwi, czy Osoba, która stworzyła tak wielkie przestrzenie, usiała je galaktykami i konstelacjami gwiezdnymi, zaszczepiła życie na planetach (bo przecież nie jesteśmy sami w kosmosie), czy taka Osoba mogłaby domagać się od drobinek ludzkich krwawych ofiar?

Wszystko jest względne i ma liczne odniesienia w świecie tych, którzy dopuścili się tej ohydnej zbrodni. Kiedyś studiowałem koleje losów Mehmeta Ali Agcy, jego kłopotów, przynależności do zbrodniczych organizacji muzułmańskich, popełnionych przestępstw i stopniowego wnikania w opary fundamentalizmu. A przy tym w zdumienie wprawiły mnie fakty związane z rodziną terrorysty. Jego matka przepraszała kilkakrotnie polskiego papieża za czyn syna i nigdy nie przestała myśleć o synu czule, nigdy go się nie wyrzekła. Kim był Atta? To Egipcjanin z rodziny, gdzie ojciec trzymał dzieci silną ręką, a matka miała – podobnie jak w przypadku Agcy – gołębie serce. Podobno prowadzała czasem syna na msze do chrześcijańskiego kościoła. Wychował się w miasteczku Kafr el-Szejk w delcie Nilu. Chodził do najlepszych szkół. Jedna z jego sióstr została profesorem zoologii, druga doktorem medycyny, ojciec jest adwokatem i odpowiedzialność za zamach zrzuca na Mosad. Do Niemiec przybył w 1992 roku na zaproszenie pary nauczycieli z Hamburga, którzy kierowali programem wymiany studentów. Wysłał go ojciec, mając nadzieję, że syn nauczy się niemieckiego, dokończy studia i zdobędzie stopień doktora. Po kilku latach miał wrócić do Kairu i założyć biuro architektoniczne.

Początkowo wszystko przebiegało według planu. Mohamed zamieszkał kątem u hamburskich nauczycieli i podjął studia w zakresie architektury. Szybko nawiązuje kontrakt ze środowiskiem islamskich radykałów i fascynuje się opowieściami o walkach w Bośni i Afganistanie. Stale studiuje Koran, przez co nieco zaniedbuje studia, ale dobrze sobie rodzi, bo zatrudnia się jako kreślarz w hamburskim biurze architektonicznym. W 1995 roku Atta udaje się z pielgrzymką do Mekki, gdzie przechodzi „duchowe” przeobrażenie, zapuszcza brodę i godzinami słucha religijnych recytacji. Planuje wyjazd do Czeczeni by walczyć u boku Szamila Basajewa i w tym celu sporządza dewiacyjny testament. Pisze w nim jak żywi mają postępować z jego ciałem – mają dotykać je w gumowych rękawiczkach i unikać kontaktu z genitaliami. Zamiast do Czeczenii jedzie do Aleppo w Syrii i tam nawiązuje kontakt z ważna postacią w Al Kaidzie, prawdopodobnie wtedy też staje się jej członkiem. Następnie odbywa podróż do Kandaharu w Afganistanie, gdzie w obozie szkoleniowym przeistacza się w gotowego na wszystko terrorystę. Tam też prawdopodobnie powstaje zarys planu ataku na WTC. Do Ameryki przybywa w czerwcu 2000 roku z półroczną wizą turystyczną. Wybiera Huffman Aviation na Florydzie, gdzie do grudnia uczy się latać na symulatorze Boeinga 727. Na Florydzie Atta prowadzi spokojne życie. Jego znajomy, występujący w raportach FBI jako Fred Wiliams, opowiadał, że miał skromne mieszkanie. Nosił podkoszulki z napisem Nike, dżinsy, kosztowne okulary przeciwsłoneczne. Biegał dla zdrowia i odwiedzał różne bary. Trzy dni przed zamachem poleciał do Baltimore, a dzień później był już w Bostonie. Stamtąd wypożyczonym samochodem pojechał do Portland w stanie Maine. 11 września o 5.53 wsiadł na pokład samolotu udającego się do Bostonu. Tam przesiadł się do Boeinga 727 i krótko po starcie wraz z czterema członkami swojej grupy dokonał jednego z największych aktów terrorystycznych w dziejach ludzkości.

Gdy patrzyłem na rekonstrukcję zdarzeń z porwanych samolotów, zadawałem sobie pytanie jak to było możliwe, ile błędów popełniono, ile zaniechań złożyło się na tę tragedię. Ale też myślałem o tym, ile różnych małych zdarzeń musiało mieć miejsce w życiu tego człowieka i w biografiach jego kompanów, by zdecydowali się zabić samych siebie i pociągnąć za sobą do grobu dzieci, kobiety w ciąży, cichych bohaterów, takich jak nowojorscy strażacy i pasażerowie, do końca próbujący sforsować kabiny pilotów. Zbliża się jedenasty września, w telewizji pojawiają się filmy o zamachach i moja bezsenność oraz jeden z nich spowodowały, że podjąłem ten temat. Mam zamiar zająć się nim ponownie w szerszym zakresie, w pisanej od paru lat książce o Ameryce.

3 komentarzy

  1. Zawieruszona said,

    2008/09/02 @ 14:53

    Jak Pan znam szczegóły tej historii. Życie Mahomeda, a także jego kompanów. Od deski do deski przeczytałam książkę o powstaniu planu ataku na WTC. Oglądałam kila filmów puszczanych na początku września każdego roku. Nie dlatego,że cechuje mnie hedonistyczna radość z czyjeś tragedii, ale dlatego, że chciałabym zrozumieć postępowanie tych ludzi. Chciałabym zrozumieć człowieka,który budzi się o poranku i nie podziwia wschodu słońca, nie zachwyca się budzącym się dniem. Człowieka, który zasypia wiedząc,że następnego dnia poświęci życie swoje i tysiąca niewinnych osób. Nie jestem w stanie. Bo jeśli zrobili to w imię boga to jaki bóg pozwala na śmierć tysiąca niewinnych ludzi, mężczyzn, kobiet i dzieci? Jaki bóg pozwala na taką tragedię? Ktoś wychodzi do pracy i nagle przez garstkę napaleńców nigdy nie wraca? Może gdybym wierzyła w boga byłoby mi łatwiej zrozumieć. Może gdybym wierzyła w boga mogłabym to sobie wytłumaczyć.

    Półtora roku po tragedii miałam zaszczyt być w NY. Zaszczyt bo miasto powoli się odradza. Tylko w strefie zero przeraża paradoksalna w tym miejscu cisza. I pustka.

  2. LTD said,

    2008/09/02 @ 15:25

    Tak, ta pustka i cisza są przerażające. Ground Zero jednak ożywia się za sprawą nowych inwestycji.

  3. Zawieruszona said,

    2008/09/02 @ 18:13

    Nie do końca jednak jestem przekonana co do tych nowych pomysłów na zagospodarowanie strefy zero.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: