MŁODZIEŃCZE LEKTURY

Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, byłem drobnym chłopcem, z płową czupryną i chodziłem do podstawówki nr 60, która mieściła się dwieście metrów od naszego bloku. Starczyło wybiec z domu, tuż przed ósmą, by być na czas i nie mieć w dzienniku adnotacji o spóźnieniu. Interesowało mnie wtedy wiele rzeczy i czytałem dziesiątki książek, przede wszystkim przygodowych, ale także i tych innego rodzaju. Były to relacje wielkich żeglarzy, którzy opłynęli świat, albo dotarli do biegunów, historie wypraw Stanleya i Livingstone’a do wnętrza Afryki, powieści Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego, reportaże Arkadego Fiedlera, a także uczone księgi o różnych kontynentach, górach, rzekach. Wiele z tych książek zapadło mi głęboko w pamięć, na przykład opowieść i Fridtjofie Nansenie, o Mungo Parku, który próbował dotrzeć do źródeł rzeki Niger, o bukanierach i rozbitkach, o zdobywcach najwyższych gór na ziemi. Do tego jeszcze dochodziła lektura pism geograficznych, takich jak „Poznaj świat” i „Kontynenty”, które kupowałem w kioskach i zbierałem stare numery. Jeden z kolegów pracował w składnicy makulatury i „handlował” ze mną tymi starymi egzemplarzami, wymieniając je za znaczki, widokówki, czasem za jakieś drobne pieniądze. W jakiś szczególny sposób interesowałem się Afryką i miałem znakomitą orientację kartograficzną, do dzisiaj mam w głowie rozłożenie na mapie poszczególnych państw Czarnego Lądu, rysunek rzek, obszarów pustyni, pasm górskich, dżungli i wielkich jezior. Znałem stolice wszystkich państw i znam je do dzisiaj, choć niektóre się zmieniły i nie dbałem już potem o to by je zapamiętać. Z kolegą z klasy – Witkiem Hryncewiczem – stawaliśmy na przerwach w zawody i przepytywaliśmy się z tych stolic, szybko też rozszerzyliśmy obszar penetracji do całego świata. Potem popisywaliśmy się znajomością najwyższych szczytów górskich i ich wysokości, zaczepialiśmy się, pytając o długość Nilu i Amazonki, Wołgi, Leny, Mekongu i rzeki Darling. Klasówki z geografii były dla mnie świętem, a nasza pani, wszem i wobec obwieszczała, że jestem najlepszy w całej szkole z tego przedmiotu. Czasem też przygotowywała jakieś specjalne pytania dla mnie, a to o jezioro Tana, a to o miasto Tananariva, innym razem o Przylądek Horn lub jakąś prowincję w Chinach. Dosłownie pożerałem wtedy wiedzę tego rodzaju, a lektura czasopism, oglądanie fotografii i filmów stale potęgowały moje zainteresowania.

W pewnym momencie doszło jeszcze zbieranie znaczków pocztowych, widokówek przywożonych przez marynarzy, braci naszych kolegów szkolnych, a także seryjnie wydawanych książek. Muszę tutaj przede wszystkim przywołać serię „Naokoło świata” wydawnictwa Iskry. Były to białe tomy, z charakterystycznym kolorowym paskiem na dole, na którym widniało nazwisko autora, a pod spodem był jeszcze znak serii, czyli spłaszczony, czarny glob ziemski, z białymi konturami kontynentów. Zwykle czcionki tytułu książki były w takim samym kolorze jak ów pasek, a do tego prezentowano zawsze jakąś postać, zwierzę, element architektury, w charakterystyczny sposób wycięte ze zdjęć. W mojej dużej bibliotece domowej zachowała się tylko jedna książka tego typu – Zielone wzgórza Afryki Ernesta Hemingwaya. Stoi sobie ona obok wielu innych tomów tego samego autora, więc sięgnąłem po nią i przypomniałem sobie szatę graficzna i układ typograficzny całej serii. Kiedyś te książki były częścią mojego życia, stały w równych szeregach na półkach, bo wciąż przynosiłem je z osiedlowej biblioteki, a potem kupowałem w księgarniach i antykwariatach. Dzięki zasobom internetowym, przypomniałem sobie wiele  tytułów i autorów – siedząc w małym pokoiku na osiedlu Błonie, czytałem i wyobrażałem sobie opisywane sytuacje, oglądałem fotografie i marzyłem o przeżyciu wielkich przygód. Jakie to były książki – nie sposób wymienić wszystkich, ale może wymienię te najważniejsze i najbardziej ekscytujące: Roald Amundsen, Zdobycie bieguna południowego, kilka tomów Thora Heyerdahla, a więc Wyprawa Kon-Tiki, opowieść o wielkich figurach i ludziach z Wyspy Wielkanocnej – Aku-Aku, a dalej historia wyprawy papirusową łodzią – Ekspedycja Ra. Podczas wyprawy do Polinezji w latach  1937-1938, Heyerdahlowi nasunęła się myśl, że teoria mówiąca, że wyspy Polinezji zasiedlone zostały przez osadników z południowo-wschodniej Azji jest nieprawdziwa. Jego zdaniem miały miejsce dwie fale migracji. Pierwsza przybyła z Peru, a druga z obszarów dzisiejszej Kolumbii Brytyjskiej. Całe swoje długie życie, aż do śmierci w 2002 roku, poświęcił udowadnianiu tezy o łączności i wpływie na siebie przedwiecznych cywilizacji. Co jeszcze czytałem? Oto kolejne opowieści, które zapamiętałem: Eric Lundqvist, W dżungli Borneo; Alain Gheerbrant, Wyprawa Orinoko-Amazonka; Karen Blixen, Pożegnanie z Afryką;  Raymond Maufrais, Zielone piekło; Colin M. Turnbull, Leśni ludzie;  Gerald Durrell, Opowieści o zwierzętach. Był też cały cykl relacji o żeglarzach, a więc oprócz wspomnianych wyżej książek Heyerdahla, czytałem na przykład te oto tomy w białych obwolutach:  Alain Bombard, Dobrowolny rozbitek; John Caldwell, Desperacki rejs;Francis Chichester „Gipsy Moth” okrąża świat; Jean Merrien, Samotni żeglarze. Nie brakowało też autorów polskich – zainteresowania żeglarstwem spowodowały, że sięgnąłem po wydane także w tej serii książki Krzysztofa Baranowskiego:  najpierw po Hobo, a potem była lektura świetnie napisanego Kapitana kuka i oczywiście Drogi na Horn. Inne zapamiętane tomy polskich autorów, to Kazimierza Dziewanowskiego, Mój kolega czarownik; Wacława Korabiewicza, Do Timbuktu i  Arkadego Fiedlera, Zdobywamy Amazonkę

Tak nastała era książek autora z Puszczykowa. Pięknie wydawanych w twardych oprawach, z wieloma ilustracjami, prawdziwych skarbnic wiedzy o dalekich lądach i ludach. Autor był synem znanego poznańskiego poligrafa i wydawcy. On to właśnie ukształtował osobowość młodego Arkadego, rozbudził w nim namiętne zainteresowanie przyrodą. „Uczył mnie kochać rzeczy takie, obok których inni ludzie przechodzili obojętnie” – wspominał później pisarz swojego ojca. Po ukończeniu szkoły realnej w Poznaniu, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim filozofię i nauki przyrodnicze. Studia przerwała I wojna światowa. W latach 1918-19 brał udział w powstaniu wielkopolskim i należał do Polskiej Organizacji Wojskowej. Wybuch II Wojny Światowej zastał Fiedlera na Tahiti. Porzucił baśniową wyspę, by wybrać żołnierski los. Przez Francję dotarł do Anglii, gdzie poznał polskich lotników bohatersko walczących w Bitwie o Wielką Brytanię. Napisał o nich głośną książkę „Dywizjon 303” – jej przedruki krążyły w okupowanym kraju, krzepiąc ducha. Pływał też na polskich statkach handlowych – wysiłek wojenny naszych marynarzy opisał w książce „Dziękuję ci, kapitanie”. W 1946 wrócił do ojczyzny i zamieszkał w Puszczykowie pod Poznaniem. Nadal wiele podróżował – odwiedził Meksyk, Indochiny, Brazylię, Madagaskar, kilkakrotnie Afrykę Zachodnią. W swoim 90-letnim życiu odbył 30 wypraw i podróży. Do każdej przygotowywał się niezwykle starannie, studiując mapy, atlasy, czytając książki o krajach, do których się wybierał, korespondując z tamtejszą Polonią. W dorobku ma trzydzieści dwie ksiązki, wydane w 23 językach i przeszło10-milionowym nakładzie. Jego opowieści urzekają plastyką opisu, pasjonująco, barwnie przybliżają czytelnikowi ludzi o różnych kolorach skóry, uczą szacunku dla innych kultur i obyczajów, opiewają piękno przyrody. Zbierałem także książki Fiedlera i wypożyczałem je w bibliotece, a potem przez wiele godzin śledziłem losy jego i prezentowanych bohaterów. Szkoda, że gdzieś przepadły te wydania, a było ich naprawdę sporo. Pamiętam, że najpierw przeczytałem Ryby śpiewają w Ukajali, a potem posypały się kolejne tytuły: Kanada pachnąca żywicą, Zwierzęta lasu dziewiczego, Jutro na Madagaskar, Żarliwa wyspa Beniowskiego, Rio de Oro, Gorąca wieś Ambinanitelo, Wyspa kochających lemurów, Nowa przygoda Gwinea, I znowu kusząca Kanada, Spotkałem szczęśliwych Indian, Madagaskar okrutny czarodziej, Piekna, straszna Amazonia. Przeczytałem też dwie książki autobiograficzne: Mój ojciec i dęby i Wiek męski – zwycięski , a także sięgałem po powieści dla młodzieży: Mały Bizon, Wyspa Robinsona oraz Orinoko. Niewiele zostało zatem książek tego autora, których nie przeczytałem, choć nie jestem pewien czy w pewnym momencie nie przyswoiłem sobie Dywizjonu 303, choć ta książka nakłada mi się w pamięci na pewne tytuły z serii „Tygrys”, a przede wszystkim na Cyrk Skalskiego Bohdana Arcta. Po latach zwiedziłem muzeum w domu autora Dzikich bananów, rozmawiałem z jego synem i synową, a potem wraz z grupą pisarzy odwiedziłem grób Arkadego Fiedlera w Puszczykowie.

Równocześnie z książkami z serii Naokoło świata i opowieściami Arkadego Fiedlera, czytywałem po wielokroć tomy przygód podróżniczych Kamila Giżyckiego i Alfreda Szklarskiego. Przede wszystkim zajmowały mnie losy Tomka Wilmowskiego, Bosmana i Smugi, chłonąłem też wiadomości geograficzne, etnograficzne i zoologiczne. Do dziś pamiętam jak ekscytowałem się, gdy przynosiłem po raz pierwszy z biblioteki kolejne części serii, a potem szybko je czytałem, czasem do białego rana. To były cudowne chwile i nie zapomnę ich nigdy, a po latach miałem bliski kontakt z człowiekiem, który stał za tym wszystkim. Alfred Szklarski urodził się w Chicago w 1912 roku, a po powrocie do Polski zamieszkał w pobliskim Włocławku i później w Warszawie, gdzie w latach 1932-1938 studiował w Akademii Nauk Politycznych, na Wydziale Konsularno-Dyplomatycznym. Był żołnierzem AK, brał udział w powstaniu warszawskim.  Po wojnie przez kilka miesięcy mieszkał w Krakowie, a następnie w Katowicach.  W roku  1949 został niesprawiedliwie osądzony i skazany na karę ośmiu lat więzienia. Zwolniono go dopiero w roku 1953. W latach 1954-1977 był redaktorem w katowickim wydawnictwie „Śląsk”. Prowadziłem z tym autorem korespondencję w 1987 roku i miałem możliwość zapoznać się z jego poglądami, udzielił mi wywiadu, zadedykował książkę, przesłał fotografie i tom Ekspresu Reporterów, w którym znalazła się jego wypowiedź rzeka. Dowiedziałem się z niej o wielu sprawach, związanych z życiem autora i z bohaterami cyklu podróżniczego. Po jego śmierci, w 1992 roku, opublikowałem w „Gazecie pomorskiej” nekrolog, w którym pisałem, miedzy innymi: Był jednym z najpopularniejszych pisarzy tworzących dla dzieci i młodzieży. Jego cykl podróżniczy przygód Tomka Wilmowskiego był najpopularniejszą serią powieściową, jaka ukazała się w Polsce po wojnie. Bohater Szklarskiego był prawdziwym patriotą, Polakiem zawsze kierującym się w swoich wyborach zasadą uczciwości i prawości. Był wzorem do naśladowania, ideałem zawsze godnym polecenia. Te książki rozbudzały u młodzieży zainteresowania geografią i etnografią, ukazywały odległe lądy, przypominały wydarzenia historyczne i podkreślały ze szczególną mocą wkład Polaków w ogólnokulturowe dziedzictwo. To właśnie te lektury były początkiem drogi dla wielu późniejszych humanistów. Żywa akcja i prowadzona ze swadą narracja wciągały niczym magnes. Nie bał się Szklarski w czasach jedynie słusznej ideologii ukazywać rosyjskich zaborców w negatywnym świetle – nie wykreślił z „Tomka w krainie kangurów” ani jednej linijki, choć niejednokrotnie, przy kolejnych wznowieniach, próbowano to na nim wymusić. Sława autora wykraczała daleko poza ramy Polski – jego cykl tłumaczony był na wiele języków obcych, w tym tak „osobnych” jak choćby słowacki, serbsko-chorwacki. Ogólny nakład książek Szklarskiego przekroczył 10.000.000. w języku polskim i 2.5000.000. w języku rosyjskim. Oprócz książek o Tomku Wilmowskim, czytelnikom spodobała się Trylogia Indiańska. Autor planował napisanie jeszcze dwóch książek z serii podróżniczej (akcja miała się toczyć w Egipcie oraz na Alasce) i książki na temat Indian południowego zachodu Stanów Zjednoczonych pt. „Zagubiony na prerii”, ale śmierć pokrzyżowała te plany. Alfred Szklarski był synem członka PPS-u, aresztowanego i uwięzionego na Pawiaku. Jego ojciec został wraz z przyjaciółmi oskarżony o przygotowywanie zbrojnego obalenia władzy carskiej. Zwolniony, uciekł do Stanów Zjednoczonych, gdzie urodził się przyszły pisarz. Tam Alfred od najmłodszych lat pasjonował się amerykańskimi westernami. Do jego pierwszych ulubionych lektur należały książki Zane’a Greya i Jamesa Fenimoora Coopera, a po powtórnym przyjeździe do Polski – Karola Maya. Potem czołowe miejsce zajęła powieści Sienkiewicza, a przede wszystkim Trylogia i W pustyni i w puszczy. Łatwo dostrzeżemy, że Tomasz Wilmowski ma liczne cechy charakteru Stasia Tarkowskiego. Właśnie lektury i przygody, jakich życie nie skąpiło Szklarskiemu, złożyły się na narrację i klimat jego książek. Nieprzebranym rzeszom chłopców i dziewcząt, jakie wychowały się na ośmiu książkach z cyklu podróżniczego, brakować będzie życzliwego i mądrego nauczyciela, jakim był Alfred Szklarski. Zostaną jednak książki, zostaną bohaterowie i stale ten sam dreszczyk emocji, gdy przewracało się następne karty opowieści.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Aura said,

    2008/07/26 @ 17:04

    Hej! Zupełnie, jakbym przeczytała listę swoich lektur z młodosci… 🙂

  2. Ola S. said,

    2008/07/26 @ 23:33

    WOW! nie podejrzewałam, że przyszły literat i przyszły chirurg mieli tak szerokie geograficzne zainteresowania i konkurowali ze sobą wiedzą z zakresu geografii!:-)

  3. Alex said,

    2008/08/15 @ 19:07

    Your blog is interesting!

    Keep up the good work!

  4. LTD said,

    2008/08/16 @ 9:31

    Thanks, I will…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: